Jakub Pawłowski

Jakub Pawłowski

Email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. URL strony:

KLAKIEROWANIE

W życiu bywa tak, że napotyka się różne sytuacje i ludzi za nimi stojących. Tym razem natknąłem się na wcale nie tak miłe zdarzenie. Rzecz dotyczy Facebooka, na którym jak wiecie, dzieją się różne epizody. Są jednak i takie, za których pomocą możecie wyciągnąć wnioski przydatne na przyszłość. Są grupy ludzi, którzy traktują siebie jako wyrocznie, jedyne i wiarygodne źródło wiedzy, a robią to w tak nachalny sposób, że nie da się tego zignorować. Przy tej okazji stosują mechanizmy inne, jak choćby na siłę popularyzowanie jakiegoś zagadnienia, łamiąc przy tym kilka istotnych zasad, jak choćby najważniejszą… merytorykę.

DLA ZAKOCHANYCH

Minęły Walentynki dnia 14 lutego. Przy tej okazji Walenty jest też patronem ludzi chorych, szczególnie umysłowo, ponadto znerwicowanych i epileptyków. W świecie anglosaskim uznawany jest za obrońcę zakochanych i tak też głównie teraz przedstawiany. Ciekawostką jest to, że w świecie kultury słowiańskiej, a Polacy jak najbardziej predestynują do niej, patrząc na język, zwyczaje, tradycję ludową oraz historię, istniało święto, które określić można jako to, zarezerwowane zakochanym. Mowa o Nocy Kupały, tudzież kupałnocką, w kręgu chrześcijańskim określaną już mianem Nocy Świętojańskiej lub Sobótki.

ŻÓŁCIĄ GRUZ OBLANY

Żółć to słowo składające się tylko ze znaków spotykanych w polskim alfabecie. To wydzielina z wątroby o brunatnożółtym lub zielonym kolorze o gorzkim posmaku. Żółć wydostaje się na wszystkie strony, kipi oblewając wszystkich i wszystko dookoła. Żółć zatyka oczy, uszy i usta wszystkim tym, którzy są w pobliżu chlastającym żółcią. Żółć w dodatku ciągle się wylewa i nie ma szans na jej zakorkowanie. Ona się sączy i sączy i wysączyć nie może. Ciągle jest produkowana, ciągle jej w brud. Żółć nas otacza, prześladuje, jest naszym cieniem.

BYĆ CTFROWYM?

Przepraszam za prywatę, ale muszę jakoś zacząć niniejszy felieton – przeprowadziłem się do własnego mieszkania. Zresztą wraz żoną zrobiliśmy to, jak nam się wydaje, w rekordowym czasie. Sami, malutką toyotą, przewieźliśmy cały nasz… ekhm, dobytek w ciągu dwóch dni. Właściwie to w weekend. Wcześniej musieliśmy się spakować, a największą trudnością okazały się najbardziej kruche przedmioty, czyli szklanki, kubki, zastawa, dzbanki etc. A najcięższe? Nie zgadniecie… Książki! Wyobraźcie sobie, że cały mój „arsenał” książkowy udało mi się upakować w pięć największych walizek na kółkach, a każda z nich ważyła po około 25, może nawet 30 kilogramów.

NIEPODLEGŁOŚĆ 10 DNI WCZEŚNIEJ!

100 lat temu Polska odzyskała niepodległość po 123 lata bycia pod zaborami i nieistnienia na mapach Europy. Jesienią 1918 r. po przeszło 4 latach Wielkiej Wojny, która objęła i nasze tereny, rozpoczął się ogromny ruch społeczny zmierzający do odzyskania upragnionej niepodległości. Wielka Wojna szczęśliwie dogasała, a jak to było w Rzeszowie? Otóż końcem października 1918 r. z miasta pouciekali najważniejsi urzędnicy austriaccy, dawny obszerny garnizon wojskowy też już nie był tak licznie obsadzony, a ci, którzy zostali, w gruncie rzeczy byli Polakami.

KLER

Poszedłem na film „Kler” Wojtka Smarzowskiego. Dodam, że z całą rodziną. Usiedliśmy na dobrych miejscach w Zorzy, bo jakoś tak się utarło, że dobre filmy ogląda się właśnie w Zorzy. Przecież to najstarsze czynne kino w mieście, powiem niegdysiejszej normy, że niemal na każdym z osiedli, a w centrum niemal na każdym rogu, działało kino. Mniejsza o to. Obejrzałem „Kler” i powiem szczerze, że dobrze zrobiłem. Już w pierwszych godzinach po ogólnopolskiej premierze tego filmu, a nawet po prapremierze, wszyscy zwrócili uwagę na wybitną grę aktorską.

PATRONI PRZEZ DUŻE „P”

Mimo intensywnego okresu w moim życiu, zarówno w sferze prywatnej, jak i zawodowej, chciałbym odnieść się do tematu wystawy, którą wraz z kolegami z pracy udało mi się napisać, wyprodukować i otworzyć w znakomitej lokalizacji, jaką jest płyta rzeszowskiego Rynku, a w dodatku w okresie bardzo gęstym od różnego rodzaju wydarzeń i inicjatyw, na które m.in. składała się wspomniana wystawa. Planszówka, bo taki ma charakter, opowiada szesnaście historii podkarpackich Żydów, którzy zrobili w kraju, a przede wszystkim za jego granicami, oszałamiającą karierę i to w wielu dziedzinach.

NIE BĘDZIE O MUNDIALU!

Kolumbia, kraj w północno-zachodniej części kontynentu południowoamerykańskiego, który od północnego zachodu sąsiaduje z Panamą, od południowego zachodu z Ekwadorem i Peru, od południa z Brazylią, a od wschodu z Wenezuelą. Północne wybrzeże Kolumbii do Morze Karaibskie, a cały zachód to z kolei Pacyfik. Kraj przepiękny, gdzie swoją florą i fauną mógłby obdarzyć dziesiątki innych. Tyle geografii.

BULDOŻERY?

Ostatnimi czasy gruchnęła wiadomość, że rada miasta sili się z zamiarami na zburzenia willi Januszów, zasłużonej rodziny rzeszowskich fotografów. Niczym w antyku, kiedy Rzymianie rozprawili się z Kartaginą poprzez zburzenie ich stolicy, a następnie posypali solą w obawie przed ponownym wskrzeszeniem swych wrogów, w Rzeszowie podejdą do tego mniej brutalnie, bo albo zagospodarują miejsce na parking (który i tak istnieje obok galerii handlowej…, przepraszam, pasażu), albo na miejscu willi wybudują nowy budynek.

WISŁOK

„Płynie, wije się rzeczka
Jak błyszcząca wstążeczka,
Tu się srebrzy, tam ginie,
A tam znowu wypłynie”.

Subskrybuj to źródło RSS