MASTODON EMPEROR OF SAND Reprise, 2017

Fundamentalne pytanie brzmi; czy można zjeść ciastko i mieć ciastko? Odpowiedzi na tak ważkie filozoficznie pytanie - przynajmniej w lwiej części zagadnienia - dostarcza najnowszy album kwartetu z Atlanty. Emperor Of Sand jest siódmym studyjnym wydawnictwem Amerykanów, których poczynania z zapartym tchem śledzi już nie tylko metalowa brać, lecz także publiczność, której spektrum muzycznych zainteresowań jest znacznie szersze, niż li tylko ciężkie brzmienia.

Bowiem Mastodon przeszedł udaną i ze wszech miar godną pochwały ewolucję od sludge metalowej agresji i surowizny (debiut Remission), poprzez formy naznaczone wyraźnie progresywnym sznytem (albumy Blood Mountain oraz Crack The Skye), aż po bardziej piosenkowe oblicze zespołu, jakie zaczęło przeważać na dwóch ostatnich płytach (The Hunter i Once More ‘Round The Sun). Jak zatem w tym kontekście prezentuje się najnowsze dzieło Mastodona? Otóż Emperor Of Sand jest czymś w rodzaju resume dotychczasowych dokonań Amerykanów. Jest to płyta niewątpliwie zorientowana na utwory o piosenkowym charakterze, ale jednocześnie w tych kompozycjach naprawdę dużo się dzieje, co przywodzi na myśl skojarzenia z tym bardziej progresywnym obliczem zespołu spod znaku Crack The Skye. Jednocześnie nowa płyta bardzo mocno skoncentrowana jest na wokalach i harmoniach. Nie brakuje także brzmieniowych smaczków. Jak na przykład dzwoneczków w otwierającym album Sultan’s Curse lub syntezatorowych odlotów porozmieszczanych ze smakiem we wszystkich niemal utworach. Niekiedy partie fortepianu wręcz wybijają się na pierwszy plan, jak w epickim zakończeniu Roots Remain czy pierwszej części wieńczącego album Jaguar God, który jest jednym z dwóch najbardziej wyróżniających się utworów na płycie. Z całą zaś pewnością najbardziej złożonym kompozycyjnie i zawierającym iście karkołomne partie instrumentalne, co lokuje go najbliżej konwencji przyjętej na opus magnum, czyli Crack The Skye. Natomiast tym drugim zasługującym na wyróżnienie utworem jest Steambreather, ze zwrotkami przypominającymi grunge na resorach i niezwykle chwytliwym refrenem. A jeśli już przy chwytliwości jesteśmy, to singlowy Show Yourself w całości brzmi nieomal jak piosenka pop. Ostatnią więc rzeczą, jaką można zarzucić temu materiałowi jest brak zróżnicowania. Owszem, nie jest to aż tak zaskakująca płyta, jak nieprzewidywalne Blood Mountain czy oczarowująca atmosferą oraz kunsztownymi kompozycjami na miarę tych z Crack The Skye. Ale odpowiedź na postawione we wstępie pytanie mimo wszystko brzmi „tak”. Jednak, żeby uniknąć zakalca, następny wypiek będzie musiał Mastodon sporządzić już z trochę innych składników.

DANIEL  KOWALCZYK

Powrót na górę