ZAPRZYJAŹNIĆ SIĘ Z KRYZYSEM

ROZMOWA Z OLGĄ KOZIEROWSKĄ - DZIENNIKARKĄ, AUTORKĄ KSIĄŻEK, TWÓRCZYNIĄ RUCHU „SUKCES PISANY SZMINKĄ”, DZIAŁACZKĄ NA RZECZ WSPARCIA PRZEDSIĘBIORCZOŚCI KOBIET.

Twoja najnowsza książka nosi tytuł „Mój przyjaciel kryzys”. Dlaczego powinniśmy próbować zaprzyjaźnić się z kryzysem?

Mnie słowo kryzys zafascynowało. Wiedziałam, jak nie lubimy tego słowa, jak przed nim uciekamy. Nie doceniamy wartości, które niesie ze sobą. Nie znam nikogo, kogo rozwinął sukces, ale znam wiele osób, które rozwinął kryzys. Pomiędzy sukcesem i kryzysem jest jeden łącznik, czyli moment, w którym się wydarza. Najważniejsze jest to, co zrobimy potem i to jest najważniejsze przesłanie tej książki: „z każdej sytuacji jest wyjście, tylko to my sami musimy je znaleźć”. Możemy liczyć na pomoc, ale ostatecznie to my sami podejmujemy decyzję czy zostajemy w grze, czy z niej wychodzimy. Jeśli wychodzimy, to siadamy na ławce rezerwowych i obserwujemy, jak ktoś inny gra nasze życie. Ja jestem zwolenniczką tego, żeby mieć wpływ na własne życie.

Historie różnych kobiet opisane w książce to też chyba w pewnej mierze twoje własne przeżycia…

Faktycznie większość historii zainspirowana jest moimi przeżyciami, ale nie są one przedstawione jeden do jednego. To zbiór różnych doświadczeń i wątków. Nie chciałam żeby to był poradnik. Nie chciałam mówić ludziom jak mają żyć, tylko opowiedzieć im prawdziwe historie. Każda z nich ubrana w formę opowiadania, pokazuje inny sposób wyjścia z kryzysu. Historie nie kończą się happy endem, tylko momentem, w którym bohaterka zaczyna robić coś ze swoim życiem i wychodzić z kryzysu. Ważna też jest diagnoza powstania kryzysu. Jak pokazują badania, w 90 procentach to my przyczyniamy się do jego wystąpienia swoimi decyzjami.

Wspomniałaś o oparciu książki na własnych doświadczeniach. Ostatnio pojawia się wiele osób mówiących innym jak żyć i postępować, nie mając za sobą prawie żadnego bagażu doświadczeń. Co o tym myślisz?

Przyszła do nas taka moda ze Stanów w stylu: „ja ci powiem jak możesz kupić sobie marzenia”. Ludzie stają na scenie i mówią: „zwizualizuj swoje szczęście i sukces, a potem one spłyną na ciebie”. Potem wracamy do domu, wizualizujemy sukces, a on nie przychodzi. Myślę, że lepiej powiedzieć, że będzie trudno i że sukces, to krew, pot i łzy. Może dlatego, że upadłam w życiu tyle razy, że życie doświadczyło mnie bardzo boleśnie, czego może nie widać, bo nie zatrzymuję się i idę dalej, to jestem w stanie opowiedzieć ludziom, co może ich spotkać i jakimi sposobami można z tego wyjść. Wybór sposobu już należy do nich. Wolę przekazać ich możliwie najwięcej w oparciu o własne doświadczenia, niż podawać jeden złoty środek.

Historie, które przedstawiasz w książce dotyczą zazwyczaj mieszkanek dużych miast, pracownic korporacji. Czy ten przekaz może trafić do mieszkanek wsi czy małych miast, które być może borykają się z nieco innymi problemami?

Myślę, że przypadki przedstawione w książce są na tyle uniwersalne, że mogą trafić do każdej kobiety. Opisuję m.in. kryzysy typowe, kiedy ktoś traci pracę, nie ma pieniędzy, zostaje porzucony i  nie ma motywacji do życia. Takie problemy występują wszędzie.

W wywiadach wspominasz o pozytywnej roli muzyki w życiu. Jaki wpływ ma na Ciebie?

Muzyka jest naturalnym elementem mojego życia, ponieważ z wykształcenia jestem skrzypaczką, ale nigdy nie chciałam grać na skrzypcach. Chciałam natomiast śpiewać i do śpiewu powoli wracam. Mam nadzieję, że jeszcze was zaskoczę (śmiech). To prawda, że muzyka łagodzi obyczaje i potrafi na nas wpłynąć pozytywnie. Może nam się dobrze kojarzyć, może nas zmotywować, uspokoić. Ja też mam kilka ulubionych piosenek, np. „One moment In time” Whitney Houston. Kiedy ostatnio przeżywałam jeden ze swoich kryzysów i kompletnie nie miałam siły żeby z niego wyjść, moje dziecko chodziło z zabawkowym radyjkiem i przeskakiwało na kolejne stacje, zatrzymując się właśnie na tej piosence. Uśmiechnęłam się wtedy do losu i pomyślałam, że nie mogę się poddać. Muzyka ma niesamowitą moc.

Czy w Twoim życiu ważny jest cel, czy droga, która do niego prowadzi?

Moim mottem jest to, żeby skupić się na próbowaniu. Zobrazuję to na podstawie nawigacji samochodowej. Kiedy poruszamy się z punktu A do punktu B, który jest naszym celem i źle skręcimy, nawigacja przelicza i podaje nową trasę. To jest moje motto. Jeżeli nie udało mi się dojechać do punktu B po linii prostej, to może trzeba dojechać tam przez punkt C, albo nawet przez cały alfabet. A może po drodze zmienię cel? Na pewno ta podróż będzie fascynująca.

Rozmawiał BARTŁOMIEJ SKUBISZ

 

Powrót na górę