Fot. Karol Mańk Fot. Karol Mańk

MAMY SENTYMENT DO RZESZOWA

BRACIA JAKUB I DAWID LUBOWICZ. PIERWSZY JEST SZEFEM MUZYCZNYM WARSZAWSKIEGO TEATRU ROMA, DRUGI JEDNYM Z NAJLEPSZYCH JAZZOWYCH SKRZYPKÓW W KRAJU. PIERWSZE MUZYCZNE SZLIFY ZDOBYWALI W RZESZOWIE. TERAZ RAZEM SKOMPONOWALI MUZYKĘ DO SPEKTAKLU "PILOCI", KTÓREGO PREMIERA JUŻ JESIENIĄ W TEATRZE ROMA.

Wojciech Kilar właśnie w Rzeszowie odkrył, że chce komponować, a co Wy muzycznie zawdzięczacie temu miastu?

Jakub: Nasz tata pochodzi z Rzeszowa i tutaj mamy całą rodzinę z jego strony, spędzaliśmy tu sporo czasu w dzieciństwie, później uczyliśmy się w rzeszowskim Liceum Muzycznym. Ja tutaj poznałem profesora Mikołaja Piatikowa, świetnego pianistę i nauczyciela, który otworzył przede mną tajniki gry fortepianowej i miał ogromny wpływ nie tylko na rozwój mojej pianistyki, ale i na całą moją osobowość muzyczną. Do dziś się przyjaźnimy i często spotykamy.
 
Dawid: Ja natomiast miałem duże szczęście, że moim nauczycielem w rzeszowskim liceum był Orest Telwach, któremu zawdzięczam bardzo wiele. Czas spędzony w Liceum Muzycznym, w bardzo ważnym momencie, jakim jest okres dorastania, miał duży wpływ na mój rozwój jako muzyka, wykonawcy i kompozytora.

Każde z waszego rodzeństwa (Nika, Dawid, Kuba) podąża własną ścieżką, ale co jakiś czas łączycie siły. Odczuwacie potrzebę wspólnej gry i pracy?

Jakub: Oczywiście, dowodem tego są już dwie wydane płyty Niki (Nika’s Dream oraz Noc nad Betlejem), gdzie obaj występujemy i regularnie koncertujemy z tym materiałem. Natomiast z Dawidem właśnie skomponowaliśmy muzykę do najnowszej produkcji Teatru Muzycznego Roma w Warszawie - musicalu "Piloci".

Kuba, dlaczego akurat w przypadku spektaklu "Piloci" Dawid wydał Ci się najlepszą osobą do współpracy?

Z Dawidem gramy, aranżujemy i współpracujemy przy różnych wydarzeniach muzycznych, w zasadzie odkąd pamiętam. Mamy podobne spojrzenie na muzykę i tutaj rzeczywiście jest ogromne porozumienie. Natomiast każdy mimo wszystko jest inny i siłą rzeczy ma inne pomysły na to samo zagadnienie, a to pozwala nam połączyć siły i zwiększa szanse na stworzenie czegoś naprawdę wyjątkowego.
 

Jaka wizja muzyki urodziła się w Waszych głowach, kiedy poznaliście fabułę spektaklu? O czym opowiada?

Fabułę poznaliśmy około półtora roku temu, natomiast szczegółowy scenariusz ewoluował równocześnie z komponowaniem muzyki. Wspólnie z Wojciechem Kępczyńskim - autorem libretta, Michałem Wojnarowskim - autorem tekstów piosenek, bardzo intensywnie pracowaliśmy nad tym, aby wszystkie elementy były spójne. Piloci to pełna emocji musicalowa opowieść o miłości, brutalnie przerwanej przez II wojnę światową. Wielkie uczucie łączące Jana, młodego polskiego pilota wojskowego i Ninę, warszawską aktorkę kabaretową i piosenkarkę, rozgrywa się na tle wydarzeń historycznych lat 30. i 40. ubiegłego wieku, przede wszystkim Bitwy o Anglię, w której niezwykle doniosłą rolę odegrali polscy piloci. Tę historię opowiadamy współczesnym językiem muzycznym, nie jest to spektakl historyczny ani dokumentalny. Muzyka jest nowoczesna, usłyszeć będzie można typowe dla musicalu songi, oparte na długiej melodyjnej frazie, będą momenty, w których oddamy charakter tamtych lat, ale też nie boimy się sięgać po takie gatunki, jak hip hop czy rock. Już można w serwisach społecznościowych posłuchać i zobaczyć teledysk z piosenką "Nie obiecuj nic" promującą musical. Aktorom będzie towarzyszyła 20-osobowa orkiestra.

Kuba, kierownictwo muzyczne Teatru Roma to absorbujące zajęcie. Na przestrzeni lat napisałeś sporo muzyki do spektakli, które również niezliczoną ilość razy grałeś. Jaki procent Twojego muzycznego życia wypełnia teatr i czy znajdujesz czas na inne aktywności?

Na pewno ten procent jest wysoki. Mam to szczęście, że spektakle z moją muzyką, takie jak "Księga dżungli" czy "Adonis ma gościa" cieszą się dużą popularnością. Natomiast samo kierownictwo muzyczne w tak dużym teatrze, jakim jest Roma, to wiele obowiązków. Wyprodukowanie dużego musicalu jak, np. Mamma Mia!, który akurat tydzień temu zszedł z afisza po dwóch i pół roku grania (zagraliśmy prawie 560 spektakli, a płyta z piosenkami osiągnęła status potrójnej platyny), to wiele miesięcy intensywnych prób, spotkań produkcyjnych, poprzedzonych castingami, na których do przesłuchania jest zwykle 500-700 osób. To duża odpowiedzialność, za przygotowanie wokalne aktorów, za przygotowanie orkiestry, za wyprodukowanie płyty, etc. Wszystko musi działać jak w dobrym zegarku, jeden element gdzieś się potknie i cała maszyna staje. Wiąże się to też ze stresem, bo poprowadzenie 3-godzinnego spektaklu w roli dyrygenta daje owszem ogromny zastrzyk adrenaliny i radości, ale wymaga dużego skupienia. Mimo wszystko znajduję jeszcze czas na pracę dydaktyczną, jestem wykładowcą na UMFiC (Uniwersytet Muzyczny im. F. Chopina w Warszawie), a także nauczycielem w Zespole Szkół Muzycznych II st. im. F. Chopina w Warszawie. Współpracuję z fundacją Okularnicy, której celem jest propagowanie twórczości Agnieszki Osieckiej. Wykonuję sporo aranżacji muzycznych na zamówienie różnych teatrów muzycznych, filharmonii i innych instytucji kulturalnych w Polsce. Staram się nie zamykać na jedną dziedzinę, zawsze ciągnęło mnie do różnorodności w muzyce i, na ile czas pozwala, koncertuję z różnymi artystami.

Dawid, główną osią Twojej muzycznej działalności jest Atom String Quartet. Opowiedz proszę o najnowszym krążku zespołu pt. "Seifert" z kompozycjami Zbigniewa Seiferta.

Jest to już nasza czwarta płyta, jako pierwsza w naszej dyskografii zawiera utwory innego muzyka, a nie nasze. Jest to album monograficzny. Zdecydowaliśmy się na to nagranie, gdyż Zbigniew Seifert jest dla nas wielkim idolem. Uważamy go za jednego z największych skrzypków jazzowych w historii. Poprzez ten album chcieliśmy oddać hołd mistrzowi i przypomnieć jego twórczość, która nadal – po prawie czterdziestu latach od jego śmierci, zachwyca i inspiruje kolejne pokolenia skrzypków jazzowych. Było to dla nas duże wyzwanie, aby przedstawić jego kompozycje językiem kwartetu smyczkowego. Mamy nadzieję, że nasze wykonania znajdą uznanie wśród miłośników twórczości Zbigniewa Seiferta, a ta część publiczności, która dopiero tę twórczość odkrywa, dostrzeże jej piękno i duży walor artystyczny.

Co powiedzielibyście na rodzinny koncert w bliskim Wam Rzeszowie? Jak mógłby wyglądać?

Z największą przyjemnością. Mamy wielki sentyment do tego miasta, często tu bywamy, tu jest nasza rodzina, przyjaciele i piękne wspomnienia. Jak mógłby wyglądać? - hmmm… to by już zależało od wspólnych uzgodnień z kimś, kto chciałby nas tutaj zaprosić (śmiech).

Rozmawiał BARTŁOMIEJ SKUBISZ

 

Więcej w tej kategorii: « LADY DAY ŚPIEWA BLUESA
Powrót na górę