FESTIWAL IM. FREDA ZINNEMANNA W RZESZOWIE

 „W SAMO POŁUDNIE. FRED ZINNEMANN WRACA DO RZESZOWA” POD TAKIM HASŁEM W RZESZOWIE ROZEGRAŁA SIĘ SZEROKO ZAKROJONA AKCJA, POD KTÓRĄ KRYŁO SIĘ WIELE INICJATYW REALIZOWANYCH W DNIACH 15-19 SIERPNIA BR. PIERWSZA I NAJWAŻNIEJSZA ZARAZEM, TO UCZCZENIE 111. ROCZNICY URODZIN FRED ZINNEMANNA, HOLLYWOODZKIEGO FILMOWCA, KILKUKROTNEGO ZDOBYWCY OSCARA, WYWODZĄCEGO SIĘ Z… RZESZOWA.

 

Wygląda na to, że miasto Rzeszów ma następnego mieszkańca, który stać się może, o ile już nie jest, jego symbolem. Fred (wł. Alfred) Zinnemann przyszedł na świat w rodzinie żydowskiej w jednej z kamienic rzeszowskiego rynku. Co ciekawe, nawet swojej rodzinie nigdy nie przyznał się, że rodem jest z galicyjskiego Rzeszowa, a wszystkim wmawiał o Wiedniu, jako miejscu urodzenia. Nie wdając się w szczegóły decyzji hollywoodzkiego reżysera, powiedzieć trzeba, że osiągnął niebywały wręcz sukces za oceanem, a w jego filmach, które nota bene przeszły do historii nie tyle amerykańskiego, co w ogóle światowego kina, chcieli i grali najwięksi. Wystarczy tylko wspomnieć o Garym Cooperze, Audrey Hepburn, Franku Sinatrze, Grace Kelly czy Burt’cie Lancasterze. Jako twórca filmowy otrzymał łącznie cztery Oscary, a „zrobił” takie obrazy, jak: „W samo południe”, Stąd do wieczności”, „Oto głowa zdrajcy” czy „Dzień szakala”. Fred Zinnemann wpisał się do historii światowego kina największymi zgłoskami. Postać Zinnemanna dała asumpt Fundacji im. Rodziny Ulmów SOAR, Podkarpackiej Komisji Filmowej oraz Radiu Rzeszów, by powołać do życia festiwal oscylujący wokół jego twórczości, ale jak się okazuje, nie tylko.

fz 1

Fot. Grzegorz Bukała

MURAL

Na niemal dwa tygodnie przed oficjalnym otwarciem imprezy zaprezentowany został specjalnie stworzony na potrzeby Festiwalu, mural autorstwa Kamila Kuzko z krakowskiej ASP. Mural zlokalizowany został na jednej z kamienic na skrzyżowaniu ulic Jagiellońskiej i Lisa Kuli, tuż obok komendy policji. Lokalizacja, poza rzecz jasna doskonałą widocznością, ma symboliczny wymiar, gdyż nawiązuje do oscarowego filmu Zinnemanna – „W samo południe” i przedstawia już ikoniczną postać szeryfa Willa Kane’a, w którą wcielił się Gary Cooper. Szeryf obok rzeszowskich stróżów prawa? Czemu nie! Przy tej okazji miasto zyskało kolejny i prawdopodobnie największy mural. Kompozycja przedstawia plan filmowy, moment wyjścia filmowego szeryfa z kadru, a nawet ze scenografii. Obok klasyczne krzesło reżyserskie, a na nim napis: FRED ZINNEMANN. Mural jest bezpośrednio poświęcony reżyserowi.

CZASOWA WYSTAWA

W ramach Festiwalu im. Freda Zinnemanna, podczas którego na powrót symbolicznie witano hollywoodzkiego reżysera w Rzeszowie, na płycie Rynku miejskiego stanęła czasowa wystawa pt. „Na Twojej ziemi przyszło mi śpiewać pieśń Twojego kraju”. To planszowe prezentacje nawiązujące tematycznie do żydowskiego Podkarpacia, ale w sposób szczególny, bo przedstawiono za tym pośrednictwem szesnaście postaci, które wiązały dwie wspólne cechy. Po pierwsze pochodzenia, czyli przyjście na świat na Podkarpaciu lub posiadanie korzeni podkarpackich w żydowskiej kulturze. Po drugie wreszcie sława wynikająca z osiągnięć w różnych dziedzinach począwszy od filmu, poprzez naukę, sport, dyplomację, na sztuce skończywszy. Okazuje się, że region podkarpacki może się naprawdę poszczycić niebywale interesującymi postaciami. Oprócz Freda Zinnemanna związanego ze światem filmu, podkarpackie korzenia mają inni związani z tą dziedziną: Eli Wallach znany z wielu klasyków kina, czy wreszcie pisarz, dramaturg, scenarzysta, a prywatnie i mąż ikony kobiecego piękna, Marlyn Monroe. Chodzi o Arthura Millera, którego rodzice pochodzili z okolic Mielca. Z Podkarpacia bezpośrednio pochodzą współpracownicy Sigmunda Freuda (Abraham Brill, Helena Deutsch), a także Alberta Einsteina (Jakób Laub). W Rymanowie przyszedł na świat jedyny podkarpacki noblista – fizyk Izydor Izaak Rabi, który znał się z Einsteinem, Bohrem i innymi tuzami świata nauki. Opisywana tutaj wystawa prezentuje dokonania wielu innych osób. Wystawę przygotował zespół pracowników Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej, jako swoistą odskocznię od codziennych tematów okupacyjnych i Polaków niosących pomoc przedstawicielom społeczeństwa żydowskiego. Muzeum z Markowej popularyzuje dzieje relacji polsko-żydowskich również w regionalnym ujęciu.

fz 3

Fot. Anna Stróż-Pawłowska

NIEMAL MARATON FILMOWY

Naturalnie, jak na prawdziwy festiwal przystało, organizatorzy zadbali o coś w rodzaju maratonu filmowego, który oscylował wokół twórczości Freda Zinnemanna. Nie trzeba dodawać, że filmy emitowane w różnych lokalizacjach miasta, okazały się produkcjami najwyższych lotów. Trzeba jednak dodać, że sporo spośród nich okazało się być filmami oscarowymi. Punktem kulminacyjnym była znakomita projekcja filmu-motywu głównego Festiwalu, a więc „W samo południe” z 1952 r., obrazu za który Zinnemann otrzymał Oscara, a całość projektu stała się niemal sztandarem dla wszystkich twórców westernów.

fz 2

Fot. Kamil Kopera

KONCERTY, TEMATYCZNE SPACERY MIEJSKIE, PANELE DYSKUSYJNE, WYKŁADY, WARSZTATY FOTOGRAFICZNE

Twórcy Festiwalu na tym nie poprzestali. Impreza i jej żydowskiego pochodzenia bohater - Fred Zinnemann to niewątpliwa okazja do pochwalenia się historią polsko-żydowskiego Rzeszowa. Świata, który niestety już nie istnieje, został bowiem zniszczony przez II wojnę światową, a był zupełną normalnością w grodzie nad Wisłokiem. Właściwie do wybuchu wojny Rzeszów był i polski i żydowski, z kolei na przełomie XIX i XX w. określany mianem „Mojrzeszów” lub „Jerozolimą Północy”. Spacery miejskie odbywały się śladami Freda Zinnemanna i żydowskiej społeczności. Koncerty również obrały cechy nawiązujące do kultury żydowskiej. Wykłady oraz panele dyskusyjne z kolei nawiązywały tematycznie do dziejów relacji polsko-żydowskiej nie tyle Rzeszowa, co i podkarpackiego regionu. Dyskusje prowadzone były też w kontekście twórczości filmowej Zinnemanna. Wydarzyły się też warsztaty starej fotografii, tzw. techniką cyjanotypii. Wszyscy liczymy na to, że Festiwal będzie miał swoją kontynuację. To co, widzimy się w przyszłym roku?

JAKUB PAWŁOWSKI

Powrót na górę