Fot. Paweł Trześniowski Fot. Paweł Trześniowski

POWRÓT MAGDY M.

ROZMOWA Z RADOSŁAWEM FIGURĄ, AUTOREM HISTORII MAGDY M. ORAZ JOANNĄ BRODZIK, AKTORKĄ WCIELAJĄCĄ SIĘ W POSTAĆ KULTOWEJ PRAWNICZKI, KTÓRZY W RAMACH TEGOROCZNEJ EDYCJI ŚWIĄTECZNYCH TARGÓW KSIĄŻKI POJAWILI SIĘ NA SPOTKANIU AUTORSKIM W MILLENIUM HALL W RZESZOWIE.

 

Zwykle najpierw powstaje książka, a na jej podstawie ekranizacja. Tutaj mamy sytuację odwrotną. Skąd pomysł na taki zabieg?

Radosław Figura: Gdy skończyła się emisja serialu, jeszcze długo docierały do mnie głosy zawodu ze strony widzów. Wtedy wpadłem na pomysł, żeby wracać do Magdy M. co 10 lat. Czyli sprawdzić, jak ówczesne pokolenie Magdy M. radzi sobie w okolicy czterdziestki. Była to jednak zupełnie luźna myśl, potem zająłem się innymi projektami. Aż tu nagle, w 2015 roku przez media przetoczyły się rocznicowe teksty, że to już 10 lat od premiery tego kultowego serialu. Że Magda była wyjątkowa, że już nigdy żaden serial nie był tak ważny dla widzów. W dodatku dowiedziałem się, że nie tylko media o tym pamiętają, ale na TVN Player. utrzymuje od lat najlepszą oglądalność, więc pomyślałem, że może warto pociągnąć dalej tę historię? Ponieważ TVN miał już do przodu zarezerwowane terminy na wiele produkcji, zrozumiałem, że nie ma co czekać. A ponieważ zawsze chciałem pisać powieści, uznałem to za idealny moment.

Nie sposób nie zadać tego pytania, zwłaszcza odtwórczyni roli serialowej Magdy M. Jak zmieniła się Magda M. po latach?

Joanna Brodzik: Przede wszystkim nie możemy zobaczyć, jak dokładnie wygląda, bo rzecz dzieje się w książce, co jest dobre, bo nie zobaczymy tych wszystkich rzeczy, których nie chciałybyśmy widzieć. Wyobrażam sobie, że w warstwie wizualnej nadal jest podobna do aktorki Joanny Brodzik, jeśli chodzi o charakter, nie zmieniło się nic. Magda M. nadal wyznaje proste i jasne zasady odnośnie samej siebie i świata, w którym żyje, nadal najważniejsze są dla niej uczciwość, prawdomówność, lojalność. Wciąż jest także osobą, która wierzy w marzenia. Jednak los doświadcza ją bardzo mocno. Nie ukrywam, że było to dla mnie bardzo trudne przeżycie, gdy dotarłam do słynnej strony 67. Świat mojej bohaterki się załamał. Osobiście, tak jak wiele czytelniczek, musiałam odłożyć książkę, żeby dać radę złapać oddech i powiedzieć sobie: „Ok, skoro Ty, Radku Figuro, postanowiłeś tak, to ja czytam dalej i zobaczę, co z tego wyniknie”. Magda na pewno wybiła się również na pewien poziom samodzielności, którego nie da się osiągnąć bez trudnych doświadczeń.
Radosław Figura: Zanim zacząłem pisać, musiałem na nowo rozeznać się w świecie bohaterów serialu i upewnić się, jacy oni są dzisiaj. Wtedy byli ludźmi, którzy patrzyli na świat przez różowe okulary, którym świat jawił się jako bezpieczne miejsce. Miałem do wyboru albo kontynuować ten lukrowany świat, albo spróbować oddać prawdę o tym, gdzie się dzisiaj znajdujemy. Nie każdy, kto sięgnął po książkę, zgodził się z moim wyborem. Ktoś nawet stwierdził, że ta książka nigdy nie powinna powstać. Mocne słowa, ale wolę tak drastyczne reakcje niż obojętność. Tym bardziej, że ogromna większość czytelników docenia, że przeniosłem bohaterów z nieco lukrowanego świata do rzeczywistości, dzięki czemu Magda i przyjaciele są im jeszcze bliżsi. W wieku 30 lat patrzy się na świat bardziej optymistycznie, niż w okolicy czterdziestki. Mamy już więcej zobowiązań, a mniej siły, niektórym jest już bliżej do „tamtej” strony, coraz częściej doświadczamy śmierci bliskich osób. I już wiemy, że świat nie jest tak doskonały i bezpieczny, jak się wydawało. Dlatego bohaterowie nie są już tak beztroscy, jak wtedy. Przede wszystkim dotyczy to Magdy, która w książce staje wobec bardzo ciężkiej próby. Cięższej, niż przejście przez ucho igielne. Co się w niej nie zmieniło, to idealizm, który jest jej élan vital.

Czy trzeba znać serial, żeby zanurzyć się w książkową historię Magdy M.?

Joanna Brodzik: Nie trzeba. Autor tak nakreśla postaci, że pozwala je bez problemu poznać, oswoić. Jako czytelnik jesteś po prostu w środku historii. Bardzo łatwo możesz zbliżyć się, a nawet zaprzyjaźnić z jego bohaterami.

Jak odnajdujesz się w nowej rzeczywistości Magdy M.?

Joanna Brodzik: Jak w życiu. Czasami trudno jest zaadoptować zmiany, ale najlepsze co możemy zrobić, to je zaakceptować i spróbować z nich wyciągnąć wnioski dla siebie na przyszłość. Bardzo się cieszę również z tego, że książka nie jest oczywistą kontynuacją losów Magdy M., nie ma tutaj przesłodzonej rzeczywistości. Są za to kontrowersje i to dobrze. Dla mnie największą przyjemnością zaraz po tym, jak pokonałam pierwszą, ogólną panikę związaną z tą książką, było czytanie monologów wewnętrznych książkowych przyjaciół Magdy M., których w filmie brakowało no i oczywiście momenty, których w serialu emitowanym o 21:30 nie mogło być (śmiech).

A co w Magdzie nie zmieniło się wcale?

Joanna Brodzik: Niewinność, która jest różna od naiwności. Bo naiwność to stan nie do końca świadomy, a niewinność jest świadomym wybieraniem słonecznej strony. Na pewno też pewien rodzaj przekory, poczucie humoru, wiara w to, że będzie dobrze, a także ta niezachwiana ludzka dobroć.
Radosław Figura: Magda jest wciąż tą samą ciepłą, serdeczną osobą, która przejmuje się innymi, pomaga innym. Bohaterowie są związani ze sobą mocnymi więzami serdecznej przyjaźni. Świat Magdy M. ciągle więc istnieje. I będzie istniał, bo piszę już ciąg dalszy jej historii.

Książkowa Magda M. prowadzi bloga, co jest nie tylko ciekawym urozmaiceniem fabuły, ale też ukłonem w stronę obecnych czasów.

Joanna Brodzik: Magda w przestrzeni okołoserialowej prowadziła bloga, ale nie robiła tego w samym serialu. Radosław pisząc książkę uwzględnił oczywiście to, jak zmienił się świat. To, że Magda to robi, to też najlepszy dowód na to, że wydarzenia dzieją się tu i teraz. Dzięki blogowi bohaterka ma też okazję wytłumaczyć wiele zagadnień, które ma w głowie i sercu. W opisie książki pada ważne pytanie: Czy szczęście może być dane raz na zawsze? Czy jest na nie odpowiedź?
Joanna Brodzik: Szczęście to są chwile, momenty, które mijają. Jednak szczęście może być stanem ducha, a wtedy jest permanentne.
Radosław Figura: W idealistycznym założeniu, gdy zdobywamy szczęście, ono nigdy nie powinno zostać nam odebrane. Ale jest inaczej. Zresztą, sami czasem nie do końca wiemy, co jest dla nas tym prawdziwym szczęściem. Niekiedy wydaje się, że osiągamy jego pełnię, podczas gdy tak naprawdę nie widzimy nawet zalążka. Kora, wielka artystka i wspaniała nauczycielka życia śpiewała: „szczęśliwe chwile to motyle”. Bo są niezwykle piękne i żyją niezwykle krótko. Cudem jest ich nie przegapiać. Piotr wydawał się być tym szczęściem ostatecznym dla Magdy. Tymczasem pojawia się ktoś inny, kto ma zupełnie inny zestaw cech, a nagle okazuje się, że to jest poziom wyżej, w innym wieżowcu miłości, na innym piętrze, to inne wyzwanie. Dlaczego himalaiści ciągle zdobywają nowe szczyty? Nie dlatego, że poprzednie ich zawiodły. Tylko dlatego, że tych nowych jeszcze nie znają.

Pisanie o dalszym losach Magdy M. po 11 latach wymaga odwagi. A już pisanie o dalszych losach Magdy M. bez Piotra, to w obliczu rzeszy fanów tej pary – kamikadze…

Radosław Figura: Jest szok. To prawda. Napisała do mnie dziewczyna, która doczytawszy do słynnej strony 67 wpadła w histerię, zalała się łzami i nie była w stanie wydusić słowa odpowiedzi na pytanie swojego narzeczonego, o co chodzi. Kiedy w końcu wskazała mu książkę, chciał ją wyrzucić przez okno. Oczywiście, książkę. Na co dziewczyna rzuca się na ratunek książce (śmiech). Ale do ponownej lektury zabrała się dopiero po miesiącu. Rekord żałoby, z tego co do mnie dotarło, to trzy miesiące. Mogę być z siebie dumny, że tak mocno ta powieść działa na Czytelników. Nazwałem to sobie testem strony 67. Ten kto przetrwa, przekona się, że po najciemniejszej i najdłuższej nocy przychodzi w końcu świt. I, może nie od razu, ale za którymś razem znowu będzie wspaniały. Tak naprawdę, długo zastanawiałem się nad losami Piotra. Na moją decyzję złożył się szereg powodów. Po pierwsze, Piotr Korzecki w interpretacji Pawła Małaszyńskiego stał się ideałem skończonym – partnera, kochanka, mężczyzny na życie. Wręcz mitologicznym. Żeby ta postać była prawdziwa, trzeba byłoby  go „pobrudzić”. Ale czy można sobie wyobrazić sytuację, gdzie ten doskonały Piotr Korzecki zdradziłby Magdę? Taki ideał? Nie była to łatwa decyzja, ale uznałem w końcu, że najlepiej będzie, jeśli na zawsze pozostanie w świecie mitologicznych herosów (śmiech). Poza tym, Paweł Małaszyński wiele razy zdradzał, że nie do końca lubił tę postać. No to uwolniłem go od kłopotu.

Czy Czytelnik, który 11 lat temu został ukojony happy endem w serialu, będzie w stanie się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości Magdy M.?

Joanna Brodzik: Są tacy, który nie dają rady. Ale to są ci, którzy nie przerabiają lekcji danej przez autora oraz nieprzewidywanych sytuacji w życiu, na które nie zawsze jest się gotowym a one i tak nadchodzą. Jeśli ktoś obraża się na książkę, że toczy się nie tak, jak by sobie życzył, to ma do przemyślenia pewne sprawy.
Radosław Figura: Ktoś mi zarzucił, że napisałem tę książkę tak, jakbym nie znał serialu. Chyba nie można było powiedzieć nic bardziej absurdalnego. Pracowałem nad scenariuszami prawie 3 lata. Każda scena, każdy wątek, sytuacja, uśmiech, czy łzy bohaterów były zależne ode mnie. Ja mam te postaci w krwioobiegu. A ponowne wejście do świata Magdy M. było dla mnie ogromną przyjemnością. Od Czytelników wiem, że ten świat wciąż wzrusza, rozśmiesza, inspiruje… Myślę więc, że Czytelnik, który przejdzie całą drogę z bohaterami, znajdzie znowu ukojenie. Na następnym szczycie. W kolejnej chwili szczęścia.

Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA-SĄDEK

 

Powrót na górę