RANDKA W CIEMNOŚĆ NOCNY KOCHANEK Stowarzyszenie Studentów i Absolwentów Uniwersytetu Rzeszowskiego. 2018.

Ta recenzja będzie zupełnie na poważnie. Bo i sprawa zdaje się być śmiertelnie poważna. W końcu nie kto inny, jak sam Roman Kostrzewski śpiewał, że „Prawda to metal”. Spójrzmy zatem prawdzie prosto w oczy.

Bowiem plan był zupełnie inny. Nocny Kochanek wyłonił się jako muzyczne alter ego heavy metalowego zespołu Night Mistress, który dla chłopaków ze Skarżyska Kamiennej był priorytetem. Tymczasem ironia losu sprawiła, że o Night Mistress pamiętają już dzisiaj chyba tylko najwierniejsi fani. A Nocny Kochanek święci tryumfy na listach przebojów rockowych stacji, rankingach sprzedaży płyt i - przede wszystkim - wyprzedanej praktycznie na pniu, trasie koncertowej obejmującej cały kraj. W czym tkwi tajemnica tak spektakularnego sukcesu Nocnego Kochanka? Niewątpliwie jest to temat na rozprawkę dla socjologa kultury. Bo przepis na muzykę Nocny Kochanek ma banalnie prosty. Melodyka, gitarowe riffy oraz motoryka, żywcem zapożyczone od Iron Maiden oraz innych prekursorów gatunku spod szyldu New Wave Of British Heavy Metal. Szczypta rock’n’rollowego luzu i teksty śpiewane w ojczystym języku. I bez wątpienia to ten ostatni element zaważył na takim, a nie innym obrocie spraw. Bo warstwa liryczna - przynajmniej w intencjach twórców - ma być śmieszna, tudzież prześmiewcza. Najwyraźniej jestem pozbawionym poczucia humoru tetrykiem, bo jakoś nie w smak mi rechotać, podrygując w rytm patatajców Nocnego Kochanka. Trzeba jednak oddać chłopakom sprawiedliwość, że mają do siebie dystans i potrafią skutecznie przekłuć balonik metalowego patosu. Czy się komuś to podoba, czy nie. Gdyby tak jeszcze równie śmiało pofolgowali sobie w warstwie muzycznej, to mogło by być naprawdę fajnie. Tymczasem Randkę w ciemność wypełniają kompozycje w niczym nie odbiegające od heavy metalowej średniej. Sympatyczne, tylko że do bólu generyczne. Ale jak widać połączenie takich dźwięków z nie do końca poważnym przekazem (a nawet bardzo niepoważnym…), jakie zapewniło Nocnemu Kochankowi powodzenie na dwóch poprzednich płytach, w pełni satysfakcjonuje grupę, która najwyraźniej doskonale czuje się w tej konwencji. Tym bardziej, że przyciągnęło to do zespołu rzesze młodych ludzi, którzy zapewne z szeroko pojętą muzyką metalową dotychczas do czynienia nie mieli. Czy statystyczny fan Nocnego Kochanka sięgnie po płyty największej inspiracji wokalisty Krzysztofa Sokołowskiego, czyli Iron Maiden? Śmiem wątpić. Dzieciakom zapewne wystarczy ersatz w postaci Nocnego Kochanka. Taka prawda. 

DANIEL KOWALCZYK

Powrót na górę