Odświeżanie wspomnień

anna tomczykWzięło mnie na wspomnienia z ogólniaka w Tomaszowie Lubelskim, bo oniemiałam, jak wyszperałam w internecie wpisy o tym, że moja kochana szkoła to teraz szczyt... nazwijmy to... złego smaku.

Dyrekcja każe zamykać wszystkie zewnętrzne drzwi nie tylko przed obcymi, ale przed spóźnialskimi też. Przwdopodobnie też każe uczniom wnosić specjalne opłaty w zamian za zgodę na parkowanie aut przed „budą”. Słowem wprowadza reżim niesprzyjający skutecznemu wbijaniu wiedzy do głowy.

Ja i moich dwudziestu kilku kumpli i kumpelek mamy zupełnie inne wspomnienia. I dziś, kiedy dawno wybrzmiały już echa konsekwencji, śmiało mogę opowiedzieć Wam, że z ogólniackimi przyjaciółmi masowo imprezowaliśmy z naszą nauczycielką od łaciny.

Pani Renatka była najfajniejszą belferką pod słońcem. Po obowiązkowym zakuciu odmian słówek „terra terrum, amo, amat, amas”... lądowaliśmy w jej służbowym mieszkaniu na własnych lub wspólnych imprezach.

Czy ktoś jeszcze miał tak fajnie? ...A na profesora od polskiego, wybitnego oryginała, gustującego niemal wyłącznie w ocenie „2 z wykrzyknikiem” pisaliśmy wiersze, które kruszyły jego serce – lodowate dla klasy średniej. Wychowawcy – profesora od biologii, baliśmy się jak ognia. Gdy otwierał dziennik, drżały nam kolana. Do odpowiedzi szliśmy trójkami. To były chwile wielkich nerwów.

Za to weekendy były lekarstwem na szkolny stres. Wszystkie osiemnastki spędzaliśmy tłumnie – razem. Wiele zimowych popołudni oblegaliśmy Siwą Dolinę, zjeżdżając na foliowych reklamówkach z wielkiej góry. Frajda była taka, że brzuchy nas bolały ze śmiechu. Coś co teraz nazywa się szumnie „integracją”, w naszej klasie codziennie się działo. Dziwne tylko, że nauczyciele nas nie lubili do tego stopnia, że na radach pedagogicznych podnosili temat IV b jako problem społeczny. Jedna

z nauczycielek zrezygnowała z uczenia nas, bo – jak stwierdziła – nie rokujemy nadziei na sukces pedagogiczny.

Do dziś pamiętam całą alfabetyczną listę nazwisk w dzienniku... Dziś to nazwiska znanych lekarzy, prawników, weterynarzy, nauczycieli, dziennikarzy. Mamy w swoim gronie również znanego współczesnego poetę Marcina Sendeckiego, który dla swojej ukochanej poezji porzucił studia medyczne. Ale za naszych czasów szkoła była otwarta! Nikt nie zamykał jej przed spóźnialskimi, ani przed nikim, kto przyszedł do niej w poszukiwaniu własnego „ja” na przyszłość.

Powrót na górę