POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

Czereśnie i jabłka jedzone prosto z  drzewa, chleb ze smalcem i ogórkiem, świeży miód, serniki z domowego sera i mąki, a do tego woda pita prosto z kranu albo lemioniada w proszku. – Tak zapamiętałam dietę mojego dzieciństwa.

Do tego oczywiście były jeszcze obiady mojej mamy pachnące na cały dom i spiżarnia pełna smakołyków na zapas.  Kto wtedy myślał o szkolnych sklepikach i 5 złotych na pierwsze czy drugie śniadanie? W szkołach nie było żadnych punktów sprzedaży  chipsów, drożdżówek i coca-coli, które ostatnimi czasy spędzają sen z powiek dyrektorom  placówek oświatowych, całemu ministerstwu zdrowia, handlowcom i dietetykom… Co wspominam jeszcze? – Zajęcia wuefu do późnych godzin wieczornych, bo sami sobie je wydłużaliśmy grając w piłkę, bawiąc się w wojnę, chodząc po płotach i wspinając się na drzewa.  A do tego oczywiście pomagając  w pracach rodzicom. Kto wtedy przypuszczał, że to dieta cud i najzdrowszy styl życia? Dziś cierpimy na nadmiar żywności. Podnosimy larum nad otyłością  u dzieci i młodzieży, straszymy się zawałami, udarami  i cukrzycą, a jednocześnie uganiamy się po hipermarketach, wypychamy lodówki do granic możliwości, gonimy za rarytasami z czekolady, zapraszamy dzieci na fast food’y, hot-dogi i kebaby, serwujemy im gazowane napoje i dajemy przykład picia kawy z automatu. Wpadamy w skrajności i bijemy na alarm, gdy dzieci są grube i gdy wpadają w pułapkę  anoreksji. Rewolucja w szkolnych sklepikach bulwersuje mnie i  bawi jednocześnie.  Już słyszę o sklepikowym podziemiu i coli spod lady, o wychodzeniu po śniadanie poza budynek szkoły… Bo przecież nic nie działa  na młodych bardziej prowokująco jak zakazy i  przymusowa  zmiana nawyków.  Po wielu latachzachłystywania się kalorycznym przepychem Zachodu,  uganiania się za wielkim zarobkiem w jak najkrótszym czasie zgubiliśmy gdzieś mądrość poprzednich pokoleń. Czas dla rodziny, wspólne obiady, przyzwyczajanie maluchów do jedzenia owoców i warzyw, wspólne prace. Rokuję, że po aferze sklepikowej w szkołach pojawi się kolejne novum - dodatkowy przedmiot  „Teoria dietetyki”, a do tego zajęcia praktyczne z obsługi wagi. Oby tylko nie na dziewiątej godzinie lekcyjnej, bo siedzenie w szkole to przecież też bezruch! A może by tak dla zdrowia powrócić jednak do przeszlości?

Powrót na górę