UROCZE BIBELOTY

Nie przepadam za sprzątaniem, bo to robota bez końca. I podziwiam ludzi, którzy stale pucują meble, dywany, posadzki i tysiące domowych bibelotów. Są jednak takie porządki, które  sprawiają mi niemałą frajdę. Raz na jakiś czas odkurzam dzwonki przywożone z  podróży. Są moim oczkiem w głowie. Kupuję je wszędzie, gdzie tylko udaje mi się dotrzeć. A potem… wspominam chwile spędzone gdzieś z dala od domu. Jeden z moich domowych skarbów to dzwonek z Betlejem. Przypomina mi małe miasteczko z Grotą Narodzenia Jezusa i konkretny punkt otoczony złotą gwiazdą. To właśnie tam miał przyjść na świat maleńki Jezus. To miejsce ma tak wielką moc, że każdy przyłożony tam przedmiot uważa się za poświęcony.  


Pośrodku mojej półki stoi dzwonek z Budapesztu, przepięknej europejskiej stolicy, skąpanej pewnego letniego wieczoru w blasku sztucznych ogni. W okolicy najpiękniejszego w Europie budynku parlamentu, światełka odbite w Dunaju robiły niezapomniane  wrażenie.  Dzwonek z Tbilisi przypomina mi nieziemską architekturę gruzińskiej stolicy, otoczonej wzgórzami, banie – czyli łaźnie z wodą z gorących źródeł, ale też wspaniałych ludzi. Ten wyjątkowy kraj jest gościnny jak żaden inny na świecie. I wyjątkowo ciepły. Zimy tam jak lekarstwo... Porządkując setki bibelotów wspominam też Rygę, Tallin i Wilno. Tygrysy Europy warto było odwiedzić choćby dla wyjątkowej architektury. Czego nie można powiedzieć na przykład o stolicy Finlandii. Dalej odkurzam wspomnienia ze Sztokholmu - to miasto tak cudne, że nie wiem czy nie zamieniłabym go z Wenecją. Wdzierają się tu słone wody  Bałtyku i słodkie z jeziora Melar. Inny cud to szkocki Edynburg z wieloma szkołami, jakby wyjętymi z klimatu Harry’ego Pottera, do tego wystawa impresjonistów w Muzeum Narodowym i dzieł Rubensa – ogromnych, o wiele piękniejszych niż na stronach kolorowych albumów o sztuce... Stoi tu jeszcze pamiątka z sycylijskiej Katanii, francuskiego Metz, z wysp Chorwacji, klimatycznej  Werony, cudownej polskiej Krynicy i Torunia… i najnowszy dzwonek z Huculszczyzny - krainy gdzie nie dociera jeszcze masowa turystyka, a pięknej, jak tylko świat piękny być może. A teraz czekam na moment, kiedy postawię na półce kolejną, 96-tą pamiątkę.  A za parę tygodni zetrę z niej wspomnień kurz. O! Takie sprzątanie domu to ja lubię!

Powrót na górę