(CHYBA) NIE JESTEM ROBOTEM

Zaglądam do e-dziennika mojego syna, komputer każe mi odfajkować, że „nie jestem robotem”. Kupuję e-bilet miejskiej komunikacji – to samo. Rezerwuję e-coś tam… i też nie jestem robotem. Coraz częściej muszę udowadniać, że ja to ja i nawet zaczęło mi się to podobać. Ja rozumiem, że firma komputerowa potrzebuje mnie zweryfikować, że się nie podszywam jako martwa jednostka pod konkretną usługę. Od czasu do czasu tylko zastanawiam się, czy ja naprawdę nie jestem robotem…? Dajmy na to dzisiaj.

Dzisiaj jako rzadko pojawiająca się w kuchni „pani domu” wparowałam między garnki, gotowałam barszcz, do tego ziemniaczki, do tego smażyłam szklistą cebulkę na masełku, zagniatałam ciasto na kruchy placek z szarymi renetami, w tym samym czasie myłam naczynia, gruntownie sprzątałam tzw. komórkę obok kuchni, właściwie to ją odgruzowywałam, do tego wietrzyłam pokoje, a w łazience nastawiałam pranie rzeczy białych, do tego dwa razy karmiłam kota, bo przed zimą chce pożreć wszystko, co tylko widzi. W tym samym czasie odebrałam kilka telefonów, umyłam podłogę i jeszcze zawiozłam dziecko do fryzjera.
I już, już mi się nawet wydawało, że chyba ja jednak jestem tym „robotem”… Do momentu, kiedy mąż zapytał: „A gdzie są jajka do barszczu?". Cisza. "No, nie ma. Zapomniałam" - powiedziałam. Masz ci los! Jajka do barszczu rzecz ważna.  I tak to cała moja robotyka „poszła się paść”. Robotyka maszyn mobilnych, a dokładnie krocząco – latających. Czeski pisarz Karel Čapek jako pierwszy użył słowa „robot” w 1920 roku. Chodziło mu o urządzenie, które zastępuje człowieka w pracy.  Nazwa podobno wywodzi się od czeskiego słowa „robota”, czyli praca pańszczyźniana. No, zajęć tego typu jest w życiu trochę, przyznam. A najwięcej jest roboty, która nie ma końca. Osobiście nie cierpię np. prasować, do tego bardzo nie lubię wyrywać chwastów w ogródku, trochę mniej, ale też nie lubię ścierać kurzu, no i sprzątać samochodu. Dźwigać zakupów też nie lubię, zwłaszcza, gdy brakuje mi wolnej ręki, żeby otworzyć drzwi domu. Przy tych „robotach” wszystko inne to cienki, czerwony barszcz z jajkami lub bez. Przydałoby mi się tak z pięć różnych robotów. Cztery z nich do tych prac, których tak nie znoszę, a piąty oczywiście do gotowania jaj.  

Więcej w tej kategorii: « TO BYŁ SEN HIBERNACJA »
Powrót na górę