A KTO BOGATEMU ZABRONI?

Dawno już nie widziałam takiego pędu do zakupów jak przed niehandlowymi niedzielami. I tak wypełnionych po brzegi  i po sufit ogromnych koszy! I takich kolejek do kas! I na koniec takich pustych, sklepowych półek. No niby mówi się: ”a kto bogatemu zabroni”, ale ja się pytam: ludzie, a kto to przeje? Hektolitry wody, napojów, tony pieczywa, wędlin, nabiału, słodyczy.

Zakupy jak dla wojska, całej armii, jak na wesele na pół tysiąca gości, jak na siedem komunii naraz! Szok!!! Korporacje hipermarketowe zacierają ręce ze szczęścia. Gdyby podliczyć ich utarg  w soboty przed - niehandlową niedzielą – to jest to z pewnością  ocean grosza! Żeby było jasne – jestem jak najbardziej ZA niedzielą wolną od pracy, ale przeciw niedzieli przy suto zastawionym stole, grillu na każdej posesji i przeciw poniedziałkowi, wtorkowi i środzie z koszami pełnymi zmarnowanej żywności. Wychowałam się w niechlubnej epoce PRL-u. Wtedy w sklepach były pustki. W niedzielę można tam było pocałować  klamkę. Ale to właśnie puste, sklepowe półki  zmuszały ludzi do myślenia, inspirowały do przygotowania czegoś z niczego. Potrzeba  była autentycznie matką wynalazku. Zaradni Polacy mieli ogródki działkowe, a w każdym domu były zapasy mąki, kaszy, cukru, soli, miodu, czy smalcu. Każdy umiał z mleka zrobić masło i ser, kefir i maślankę, upiec chleb, proziaki i ciasta, ugotować obiad!  Kilka tygodni temu odwiedziłam jedno z gospodarstw rolnych w Dębowcu na Podkarpaciu. Jego właściciele sami pieką chleb, mają własne warzywa, hodują zwierzęta na mleko i mięso, wysiewają wiele gatunków prymitywnych zbóż (czyli takich, których nie ulepszali genetycy). Ba! – Mają nawet własny młyn. Robią domowe mąki, otręby, makarony, masło, jogurty, kefiry i przetwory.Do hipermarketów chodzą tylko po gwoździe. Dzisiaj to ewenement ! Fanom nadmiernych zakupów przed niehandlowymi niedzielami polecamy pozostawienie części żywności w lodówce dla biednych „Jadłodzielnia” w pubie Kultura. A także w jadłodajni dla ubogich Caritas przy ulicy Styki w Rzeszowie. Czasem mniej znaczy lepiej.

Powrót na górę

GOŚĆ WYDANIA