FELERNY GEN

Gdyby tak wyłączyć gen smutku i zniechęcenia – tak go nazwałam na własny użytek – świat byłby radosny, a życie o wiele prostsze. – Zapytaj Polaka,- co słychać,-  co u ciebie ? Murowane, że włączy gen smutku. Choroby, śmierć bliskich, przepracowanie, brak pieniędzy, coś, co w życiu nie wyszło, niespodziewane sytuacje, ktoś kogoś rozczarował, zawiódł, prawo fatalne, przepisy nie do życia, głupie urzędy – to wszystko wykrzywia usta w podkówkę. Gdyby tak się dało wyłączyć gen smutku! Człowiek wstawałby z uśmiechem, zarażał optymizmem, cieszył się z prostych rzeczy, miał odwagę do realizacji marzeń.

Świadoma skutków dziedziczenia genu smutku, postanowiłam ćwiczyć się w niemówieniu „NIE”. Idę na całą noc do kina. Na ten wariacki pomysł moich znajomych odpowiedziałam „Czemu nie?”, choć wiem, że seanse kończą się o 6 rano i prawdopodobnie na trzecim z nich już zasnę. – „A następnego dnia do pracy przyjdziesz na 7.45?” –  „Ależ czemu nie?" – odpowiedziałam koleżankom. Co z tego wyjdzie – jeszcze nie wiem, ale wyłączam gen smutku i zniechęcenia! Noc, kino, spotkanie z przyjaciółmi – to już jest plus, można nadrobić zaległości w kinematografii, można się przenieść w świat 2, 3 i 4 D, wreszcie można, siedząc w kinowym fotelu, przenieść się w inne czasy i przestrzeń. Nie mówię „NIE”. W dalszej kolejności zamierzam znaleźć czas na odpoczynek, wyjazd na wakcje (choć jest  już jesień), wcale nie stresować się nadmiarem pracy, częściej spotykać się ze znajomymi, robić sobie wypady w ciekawe miejsca w Polsce i nie żałować pieniędzy na poprawę samopoczucia! W dłuższej perspektywie nie powiem „NIE” fitnessowi, saunie, piciu wody, która oczyszcza organizm, dietetycznemu jedzeniu.Odpoczynkowi nie powiem „NIE”. Poszukam go w spotkaniach z ludźmi, których nie widziałam już kopę lat, w spacerach z psem, w bieganiu, w czytaniu książek, które czekają na półce od roku i koniecznie w podróżach do co najmniej kilku miejsc, które mnie fascynują. Jest wśród nich miasto Asyż, które chcę kiedyś wreszcie zwiedzić na spokojnie, bez pośpiechu. Jest też Swanetia w Gruzji, gdzie marzy mi się wędrówka po  górach. Islandia i Szkocja aż się proszą o przyjazd na dłużej. Już teraz uśmiecham się na tę myśl. Wyrzucam gen smutku. W to miejsce wstawiam optymizm, odwagę, uśmiech i chęć do działania. I chcę zarazić tym wszystkich, którzy czytają Day&Night!

Więcej w tej kategorii: « WAKACJE Z DUCHEM NIECH ŻYJE NAM! »
Powrót na górę