PRZESIADKA NA ROWER

Mój tata ma 88 lat i kupił sobie rower. Zawstydził mnie. On po trzech zawałach, ja zdrowa, a od lat przesiaduję za kierownicą auta. I wiecznie się spieszę i często się spóźniam. Ale z drugiej strony - czy to właśnie nie jest tak, że w mieście autem dojeżdża się wolniej niż rowerem? Pamiętam taki przypadek, kiedy moja koleżanka, zaprawiona rowerzystka – ścieżkami dla jednośladów przejechała ten sam odcinek z jednej  strony Rzeszowa na drugą – szybciej, niż ja autem. Czas nadrabiała wtedy, kiedy ja stałam na światłach i w korkach.

Co prawda Rzeszów nie jest jeszcze „Rowerowem” na miarę Kopenhagi czy Amsterdamu, ale zza szyb auta widzę coraz więcej fanów świeżego powietrza, wiatru we włosach i wolności w prędkości. A zatem rower…Co można robić, mając w Rzeszowie rower? – Przede wszystkim pilnować, żeby go ktoś nie ukradł – żartują  moi znajomi. Ale ja widzę, że przemierzają rowerami dziesiątki i setki kilometrów po stolicy regionu i okolicy. Karolina – moja znajoma z pracy ma rower od roku. Poleca trasy nad Wisłokiem, choć  tam robi się coraz tłoczniej. Z przyjemnością też jeździ do Kamionki, gdzie wyżywa się na wielce satysfakcjonujących trasach rowerowych. Takich szlaków jest pod dostatkiem, pięknych widoków też. Moja znajoma Iwona jeździ rowerem od kilku lat. Uwielbia Lisią Górę i widoki z góry Magdalenka. W każdej wolnej chwili jest w stanie wskoczyć na rower i gnać przed siebie. Ciągła zmiana miejsca, fantastyczne widoki – to właśnie jest to, co ją pociąga najbardziej. Nie cierpi nudy. Z kolei mój kolega Radek – nie boi się dłuższych dystansów. Rowerem dojechał m.in. do Tomaszowa Lubelskiego, czyli w nasze rodzinne strony. A z tras okołorzeszowskich poleca najbardziej okolice Niechobrza, Zgłobnia, Iwierzyc i Pstrągowej. Pociągają go tam przede wszystkim górki. A przecież u nas jest jeszcze Green Velo. Tam można spotkać ludzi zakochanych w wypadach rowerowych.  A zatem szybki wywiad zrobiony i jasna myśl jest taka: przymusowa przesiadka na rower! A wracając do pierwszej myśli – mój tata będzie jeździł rowerem po najbliższej sobie okolicy: do sklepu, do pasieki pszczelej, może gdzieś do sąsiada czy na targ. To pokolenie przedwojenne tak ma: wyzwanie podjęte, czas dopiąć swego! Podziwam tę chęć życia i tę radość z zakupu zwykłego roweru. A zatem: Aleja Lubomirskich, Pod Kasztanami, okolice fontanny multimedialnej, cmentarza przy Targowej – czy to nie są najpiękniejsze zakątki  do rowerowych wypadów w Rzeszowie? A Wy jakie polecacie?

Więcej w tej kategorii: « NAJDROŻSZE KWIATY ŚWIATA
Powrót na górę