JANUSZ MUNIAK KING!

Zapamiętam go jako niezwykle ciepłego, pogodnego człowieka, w kapeluszu, przechadzającego się po krakowskiej starówce w ciemnym płaszczu i z fajką w dłoni, z którą rozstawał się chyba tylko wtedy, kiedy chwytał za saksofon. Osobiście udało mi się zamienić z nim dosłownie kilka zdań, ale za każdym razem, kiedy graliśmy koncert w Krakowie Pan Janusz Muniak pojawiał się w klubie lub nieopodal.

Czy to po próbie, czy po koncercie, ale zawsze był i cieszył się na widok moich kolegów, jak ich określam: „dzieci Muniaka”, bo każdy z nich pobierał nauki w jedynej w swoim rodzaju szkole, czyli w krakowskim jazz clubie „U Muniaka”. To godne najwyższego szacunku, że tak wspaniały artysta oddał siebie i swoje doświadczenie kilku pokoleniom młodszych od siebie muzyków, poświęcając im przez wiele lat swój czas kosztem większej ilości zagranicznych podróży, tras koncertowych czy nagranych płyt. Tego oczywiście również doświadczył, ale jego nazwisko i „kariera” zdawały się być gdzieś na drugim planie. Kochały go te pokolenia muzyków, wychowanków, których oprócz bezcennej wiedzy raczył niezliczoną ilością anegdot, krążących później po całym muzycznym światku (nie przypominam sobie ani jednego wyjazdu w trasę z zespołem ani żadnej dłuższej rozmowy ze Zbyszkiem Jakubkiem, podczas których nie byłyby owe anegdoty przytaczane z pełnym ciepła wspomnieniem). To właśnie w nich i w przepięknym brzmieniu saksofonu Janusz Muniak będzie żył nadal. Pamiętam, kiedy otrzymał w zeszłym roku Złotego Fryderyka za całokształt działalności. Obok niego siedział kolega z zespołu, Kuba Płużek. Nigdy nie widziałem Kuby tak szczęśliwego jak wtedy, kiedy jego mentor odbierał statuetkę. Być może są w kraju jazzmani bardziej podziwiani, utytułowani, spektakularni, ale żaden nie był i nie będzie tak uwielbiany przez tak wielu kolegów po fachu i publiczność. Na pewno Kraków nie będzie już bez niego taki sam, ale żebym mógł go nadal spotykać, kiedy będę w dawnej stolicy, życzyłbym sobie gdzieś w okolicach Rynku Głównego małego pomniczka, sylwetki Pana Janusza, np siedzącego przy stoliku z fajką i filiżanką kawy, a obok niech spoczywa futerał z saksofonem. Myślę, że nie jestem w tym życzeniu odosobniony.

Więcej w tej kategorii: « ZŁOŻONOŚĆ PRIORYTETOWO KULTURA »
Powrót na górę