NIE SŁUCHAM DISCO POLO!

Zadziwia mnie fenomen popularności muzyki disco polo, ale jeszcze bardziej zadziwia mnie standardowa śpiewka słuchaczy tego gatunku, która brzmi zazwyczaj mniej więcej tak: „Ja słucham disco polo i się tego nie wstydzę. Tak naprawdę każdy słucha, tylko nie każdy ma odwagę się do tego przyznać”.

Otóż nie jest to prawdą drodzy wyznawcy disco polo. Jest cała masa świadomych słuchaczy muzyki, którzy absolutnie nie słuchają i nie chcą mieć nic wspólnego z Waszym ulubionym gatunkiem, aczkolwiek rośniecie w siłę, trzeba to niestety przyznać. Oczywiście, uprzedzając często podnoszone kontrargumenty, zdarzyło mi się, jak pewnie wielu, potupać nóżką na weselu będąc pod wpływem, ale raczej pod jakiś szlagier z lat minionych niż pod „Ona tańczy dla mnie”. Nie mogłem się nadziwić, kiedy na tegorocznych „Kulturaliach” (sic!) otwierający imprezę biletowany koncert Zenka Martyniuka był wyprzedany na długo przed terminem, a na darmowy koncert Voo Voo ze znakomitymi gośćmi (m.in.: Organek, Tomek Makowiecki, Justyna Święs) przyszło pewnie połowę mniej ludzi! Niby nie powinienem się dziwić, bo szmira i tania rozrywka zazwyczaj lepiej się sprzedaje (patrz. Gang Albanii), ale jednak po studentach można (czy już nie?) spodziewać się czegoś więcej. W każdym razie protestuję przeciw wydawaniu publicznych pieniędzy na gaże dla zespołów disco polo, choć wiem, że mój protest nie obejdzie psa z kulawą nogą. Apeluję o intensywniejszą edukację artystyczną już od najmłodszych lat. Nie odmawiam grającym disco polo racji bytu. Jest na nich popyt, a rynek weryfikuje ich działalność, ale przy tej ilości słuchaczy spokojnie poradzą sobie sami, bez zapraszania ich na juwenalia czy dni miast i gmin. Mam nadzieję, że moi znajomi słuchający disco polo nie obrażą się na mnie śmiertelnie. Nie czuję się od Was lepszy ani mądrzejszy. Mamy chyba tylko emocjonalnie inny stosunek do muzyki i inne miejsce zajmuje ona w naszym życiu. Chyba.

Powrót na górę