POP BEKSIŃSCY

  • Napisane przez  BARTŁOMIEJ SKUBISZ

Nie każdy twórca, osobowość, artysta jest pamiętany po śmierci, nie każdego twórczość przetrwa próbę czasu. Jeśli staje się ona elementem popkultury to sytuacja wręcz idealna. To, że Zdzisław Beksiński i jego twórczość są częścią popkultury nie ulega chyba dyskusji. Zainteresowani życiem malarza i jego rodziny otrzymali ostatnio kilka pozycji książkowych, a także głośny film „Ostatnia Rodzina”. Wszystko to potwierdza tezę o „popkulturowości”. Żyje wśród ludzi również pamięć o Tomku Beksińskim, ekscentrycznym synu malarza, wokół którego osoby narosło wiele mitów.

Generalnie losy rodziny Beksińskich to fascynujący temat na książki czy filmy i bardzo dobrze, że takowe powstają. Pewnie dzięki nim część odbiorców sięgnie głębiej w twórczość i życiorys bohaterów. Nie da się ukryć, że film „Ostatnia rodzina” z tak świetnym startem może liczyć na dużo większy odbiór niż literatura (taki znak czasów), ale warto zapoznać się również z nią. Wybierając się na film z bagażem przeczytanych „Beksińscy. Portret Podwójny”, „Dzień po dniu kończącego się życia” i „Tomek Beksiński. Portret prawdziwy” wyszedłem z kina dosyć rozczarowany. Zastrzegam, że nie znam się na sztuce filmowej, nie oglądam zbyt wielu filmów i, o ile uważam grę Andrzeja Seweryna i Aleksandry Koniecznej za wspaniałą, tak już Dawid Ogrodnik w roli Tomka Beksińskiego „odleciał” za daleko. W tej kwestii odsyłam do mocnego, emocjonalnego wstępu Wiesława Weissa w biografii „Tomek Beksiński. Portret prawdziwy”. Bohaterowie filmu są ukazani dosyć jednowymiarowo, a akcenty rozłożone w kierunku jak największej drastyczności, skrajności, kontrowersji. Być może tak trzeba, żeby film zyskał uznanie, jednak mając jakąkolwiek wiedzę (zaczerpniętą z kilku źródeł) o życiu bohaterów, można poczuć się po obejrzeniu filmu skonfundowanym. Życie Beksińskich było dużo bardziej wielowymiarowe. Mam wrażenie, że na Podkarpaciu ten temat jest nam bliższy, czujemy się w jakiś sposób związani z losami rodziny Beksińskich poprzez ich sanockie czasy i ślady, jakie zostawili w naszym regionie. Może dlatego w taki sposób zareagowałem na film? W każdym razie warto go obejrzeć i skonfrontować z obszerniejszą wiedzą zawartą w ww. książkach, a także w innych źródłach. Moja opinia o filmie należy chyba jednak do mniejszości. Tak czy inaczej, pamięć o Beksińskich żyje. Oby przekładała się na jak najszerszą znajomość twórczości Zdzisława i dokonań Tomasza.

Więcej w tej kategorii: « CZY JA ŚNIĘ? PRZEGADANY KONCERT »
Powrót na górę