A MOŻE BY TAK W DRUGĄ STRONĘ?

"Pięknie tu u was, ale nie mogłabym tu na stałe zamieszkać z powodu braku dostępu do kultury" - powiedziała jedna mieszkanka stolicy mojemu znajomemu z Bieszczadów, po czym nie potrafiła powiedzieć, kiedy ostatni raz była w teatrze, mając niejeden na wyciągnięcie ręki. A co w tych Bieszczadach?

Zespoły przyjeżdżają koncertować i pracować, funkcjonują lokalni artyści, powstają kolejne świetne miejsca, do których przyjeżdżają ludzie z dużych miast, aby zażyć kultury i duchowej strawy, a nie tylko biernego wypoczynku. Ludzie żyjący w Bieszczadach często mnie zawstydzają i mobilizują. Widzę i znam sportowe, wręcz ekstremalne wyczyny moich koleżanek i kolegów, podziwiam kolejne wdrażane z wielkimi sukcesami w życie pomysły moich przyjaciół, którzy stworzyli Zagrodę Magija, Bieszczadzkie Drezyny Rowerowe, a teraz organizują muzeum ginących zawodów czy wydają unikatową płytę, gdzie śpiew mamy Andy`ego Warhola przenika się z muzyką skomponowaną tu i teraz. Wydaje się, że dla tych ludzi nie ma rzeczy niemożliwych. Mam też wrażenie, że przyjmują życie z większą pogodą ducha i są bardziej odporni na wszelakie trudności niż ja. Dużo się od nich uczę i czerpię motywację. Zastanawiam się z czego wynika ich postawa. Czy to tylko okoliczności przyrody, klimat, cisza i świeże powietrze, czy może też pewien system wartości wpajany od dziecka i doświadczenia życiowe. Trochę rozmawiamy na ten temat, ale wiem, że musiałbym pomieszkać tam dłużej, żeby przekonać się, czy to miejsce ma wpływ na człowieka czy to tylko moje wyobrażenie. Mam zresztą taki plan na przyszłość, ale czy uda się wprowadzić go w życie? Czas pokaże. Tak czy inaczej stawiam pod rozwagę tezę, że może zamiast ze średniego miasta do dużych metropolii, można z korzyścią migrować w drugą stronę. Za każdym razem, kiedy ktoś zacznie narzekać na zaściankowość czy niedostatek możliwości Rzeszowa, niech popatrzy na południe ku połoninom i przyglądnie się wielkim rzeczom, które się tam dzieją nie od wczoraj.

Powrót na górę