CZYSTY LOT

Pamiętam, że kiedy kilka lat temu z wielkim zapałem i przyjemnością czytałem biografię Tomasza Stańko "Desperado", pośród wielu znakomitych anegdot i cytatów w pamięć zapadło mi stwierdzenie trębacza o tym, że żadne używki nie są w stanie dać człowiekowi takiego "haju", jak życie i muzyka. Choć z całego zbioru używek tego świata, wiele pozostaje do tej pory dla mnie nieznanych, coraz częściej skłaniam się ku temu stwierdzeniu. Nie jeden raz łapię się na tym, że podekscytowanie z jakiegoś ważnego dla mnie powodu towarzyszy mi nieustannie przez cały dzień.

Również na koncertach, czy stojąc na scenie, czy chłonąc muzykę z drugiej strony, zdarza mi się totalnie odpłynąć. Wiem, że wielu z nas w podobny sposób stymulują podróże, sport, pokonywanie własnych słabości, czy wreszcie narodziny i wychowanie dziecka. Powody i bodźce mogą być różne, najważniejsza jest radość czerpana z wszelakich aspektów życia. Kiedy patrzę na wspomnianego już Tomasza Stańko, Michała Urbaniaka czy, zaglądając za ocean, na niezmordowanych Quincy Jonesa i Herbie Hancocka, widzę w nich nieustającą pasję, momentami wręcz euforię, która pcha ich cały czas do przodu od tak wielu lat. To jest właśnie ten "haj", który napędza i którego nigdy nie jest dość. Zawsze jest kolejny utwór do skomponowania, kolejny koncert do zagrania w miejscu, w którym jeszcze się nie było. Zawsze są kolejni ludzie, których można poznać. Kiedy człowiek miewa skłonności do nadużywania alkoholu czy narkotyków, a jednocześnie posiada silną życiową pasję, w pewnym momencie staje przed dylematem, co wybrać. Odpowiedź jest prosta, choć pewnie nie zawsze tak łatwa w realizacji. Jeżeli pasja jest prawdziwa, może dać większy lot niż wszystkie używki świata i jest w stanie nakręcić do energicznego i produktywnego działania. Mniej używek, a więcej "czystego lotu" owocującego wymiernymi efektami - tego życzę Czytelnikom, jak również sobie w 2018 roku.

 

Więcej w tej kategorii: « ZA SZYBKO, ZA WOLNO?
Powrót na górę