JAK TRAFIŁEM DO D&N?

Pamiętam, jak trafiłem do miesięcznika Day&Night. Jeszcze zanim wyszedł pierwszy numer, starałem się o miejsce w redakcji. Jednak znalazłem się tam chwilę później dzięki Łukaszowi Osowiczowi, można powiedzieć, że tylnymi drzwiami, jako przedstawiciel serwisu imprezy.rzeszow.pl. Redakcja współpracowała wtedy z serwisem i mieliśmy swoje autonomiczne miejsce w gazecie. Wtedy zaczęło się pisanie felietonów o nocnym życiu miasta, przedstawianie sylwetek rzeszowskich dj-ów i muzyków, co z czasem przerodziło się w stałą współpracę.

Od trzeciego numeru D&N mam to szczęście być obecnym w każdym wydaniu i jeszcze większe szczęście pisać o ludziach, sprawach i rzeczach, które mnie interesują. Mam możliwość prezentowania na przykład niszowej muzyki, a przede wszystkim lokalnych twórców, co obrałem sobie lata temu za misję, którą udaje się z powodzeniem realizować w D&N. Sam, funkcjonując po obu stronach sceny, doskonale rozumiem potrzebę istnienia mediów, w których lokalne środowisko artystyczne może zaprezentować swoje dokonania. Cieszę się, że moje propozycje są w redakcji akceptowane. To duży komfort. Najlepiej zapamiętam wydanie z jedyną "moją" okładką, na której znalazł się Tomasz Stańko, a w środku wywiad z wybitnym muzykiem (było ich w historii D&N kilka). Następnie z tą okładką udaliśmy się z ówczesną naczelną Roksaną Głowińską do prezydenta Tadeusza Ferenca, którego udało się przekonać do nadania Tomaszowi Stańko tytułu Honorowego Obywatela Miasta Rzeszowa. Gazeta z pewnością w tym pomogła. Mile wspominam też cykliczne comiesięczne Day&Night Party w klubie Live, kiedy graliśmy dla Was i prezentowaliśmy kolejne wydania miesięcznika. No i te setki rozmów z ciekawymi ludźmi pełnymi pasji. Przy okazji setnego wydania dziękuję wszystkim koleżankom i kolegom z redakcji i wydawcy za 9 lat współpracy. Sto wydań bezpłatnego miesięcznika na lokalnym rynku to duży wyczyn. A ja? Ja tu tylko piszę :).

Więcej w tej kategorii: « CZYSTY LOT Kiedyś to było... »
Powrót na górę