Wakacje wakacjom nierówne

bartek skubiszRóżne są patenty na udane wakacje i upodobania wypoczywających, ale mam wrażenie, że wczasy w stylu all inclusive to niekoniecznie najlepszy sposób na urlop, choć taką opcję wybiera ponoć około 70% kupujących wycieczki. No tak, ale są jeszcze ci, którzy sami organizują sobie wyjazdy, planują trasy, znajdują klimatyczne miejsca, noclegi etc.

Jakiś czas temu dzieliłem miejsca w autobusie z czwórką około 20-letnich chłopaków wybierających się na wakacje. Wybierali się stopem do Rumunii, głównie w celu chodzenia po górach. Mieli ze sobą trochę prowiantu, planowali przyrządzanie jedzenia na ogniu, a nocować mieli w namiotach lub u miejscowych, u których chcieli też popracować w zamian za ser czy mleko. Jeden z nich zajmował się rysowaniem i miał ze sobą odpowiednie przybory. Drugi wziął ukulele. Chcieli zahaczyć o Bukareszt, żeby tam na ulicy pograć i posprzedawać rysunki. Mieli skrupulatnie zważone plecaki, kompas, mapy i chyba ogromną chęć przeżycia przygody. Oczywiście, choć dla ciężko pracującego przez cały rok 30-, 40- czy 50-latka perspektywa takiego urlopu jest cokolwiek abstrakcyjna, to jednak pokazuje, że niekoniecznie trzeba popadać w skrajność leżenia do góry brzuchem. Również rówieśnicy napotkanych przeze mnie chłopaków gustują raczej w wyjazdach dających możliwość tzw. melanżu. Jednak kiedy słuchałem tych chłopaków, żałowałem, że w ich wieku nie zrobiłem czegoś takiego. Im człowiek jest starszy, tym bardziej mu się nie chce, staje się coraz bardziej wygodny i ma coraz więcej obaw lub przeszkód, które stają na drodze do zrobienia czegoś niestandardowego, jednak w kwestii wakacji naprawdę da się wziąć część spraw w swoje ręce i przeżyć coś więcej niż tylko widok palm i zachodzącego słońca z perspektywy drinka spoczywającego na brzuchu. Inna sprawa, że niektórzy z nas nie mają na tyle odwagi, żeby przeżyć przygodę i wziąć część odpowiedzialności na siebie, za to mają „odwagę” (ja bym to nazwał inaczej), żeby jeździć całymi rodzinami na all inclusive do krajów, w których trwa wojna domowa „bo myśmy zapłacili i my się niczego nie boimy”.

Powrót na górę