RZUCAM KAMIENIEM

Mając na sumieniu występki rozmaite oraz dobrze będąc zaznajomionym z drobnymi nieprawościami, jakie pospolici grzesznicy trzymają za uszami, dzierżę w dłoni kamień w pełnej gotowości, aby użyć go w akcie ostatecznej desperacji. Bo tak się niefortunnie składa, że moje położenie nie jest do pozazdroszczenia. Jak zresztą każdego człowieka, którego próbuje się zaszczuć za pomocą metod tyleż wyrafinowanych, co perfidnych. Obawiam się, że Wasza sytuacja jest identyczna, chociaż zapewne nie wszyscy to sobie uświadamiają.


A zatem przejdźmy do rzeczy. Otóż niedawno dowiedziałem się, że nie zasługuję na miano chrześcijanina, gdyż nie chcę przyjąć tzw. emigrantów. Z siłą autorytetu głowy Kościoła, obwieścił to papież Franciszek, stawiając sprawę jasno; kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam. Słowa Franciszka wybrzmiewają tym donośniej w kontekście gestu obmycia nóg muzułmanom w Wielki Czwartek. W ten oto sposób wysyła nam Franciszek jednoznaczny komunikat, przybrany dla wywarcia lepszego efektu w szaty symbolu. Tyle, że ten nadmuchany do granic wytrzymałości symboliczny balon, można z łatwością przebić. Chrystus obmył nogi swoim uczniom w przeddzień swojej męczeńskiej śmierci, którą poniósł za odkupienie także ich win. Tymczasem Franciszek w obliczu exodusu, jaki zalewa Europę, de facto proponuje rozwiązanie na zasadzie dolewania oliwy do ognia. W swojej działalności upodabnia się do pasterza, który
w akcie „miłosierdzia” wpuszcza na noc do zagrody watahę wilków, licząc na ich przyjazne współprzebywanie z owcami. Oczywiście znajdą się tacy, którzy - jak to już niejednokrotnie miało miejsce - z wielką gorliwością będą dokonywać ekwilibrystyki intelektualnej, tłumacząc, że w istocie Franciszek trochę co innego miał na myśli, że chciał dobrze, tylko tak jakoś niefortunnie to zabrzmiało. Jeśli tak, to oni sami muszą mieć Franciszka za idiotę. Oczywiście fakty są zgoła inne, Franciszek doskonale panuje nad swoim przekazem, który to nie potrzebuje żadnej pokrętnej egzegezy, gdyż jest absolutnie klarowny. A także przerażający. Co szczególnie złowieszczo wygląda w przeddzień zbliżających się wielkimi krokami Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Z jakim bowiem orędziem skonfrontowana zostanie pełna ufności i dobrej woli przybyła tam młodzież, nietrudno się domyślić.

Więcej w tej kategorii: « IDZIE KU LEPSZEMU LECIMY W KOSMOS »
Powrót na górę