NAJ… FELIETON ŚWIATA

Był taki skecz załogi Monthy Pythona o najśmieszniejszym dowcipie świata. W dużym skrócie fabuła traktowała o kawale tak śmiesznym, że ktokolwiek zdołał przeczytać go do końca, padał trupem ze śmiechu. Był to bowiem kawał zabójczy do tego stopnia, że postanowiła go wykorzystać brytyjska armia w działaniach wojennych przeciwko Trzeciej Rzeszy. Aby uniknąć strat we własnych szeregach, dowcip ów przekładany był na język niemiecki przez kilku tłumaczy, a żadnemu z nich - co oczywiste - nie wolno było przeczytać kawału w całości. Niniejszy felieton można, a nawet trzeba doczytać do końca.

 

A to dlatego, że śmieszny nie jest prawie w ogóle, a zatem potencjalnemu czytelnikowi nie grożą konsekwencje aż tak dotkliwe, jak nieszczęśnikom z przytoczonego skeczu Monthy Pythona. Co nie zmienia faktu, że tkwić tu może pewna pułapka. Taka mianowicie, że per analogiam w zamierzeniu miał to być najgłupszy felieton świata. Plan był niezwykle ambitny, czemu zaprzeczyć raczej się nie da, lecz niestety nasza polska rzeczywistość dostarczyła mi wystarczających powodów, abym swoje ambicje w tej materii musiał powściągnąć i zbity z pantałyku stanął w pokonanym polu. Otóż po tragicznym zajściu w Ełku, gdzie w sylwestrową noc został zadźgany nożem 21-letni chłopak (tak wiem, aniołkiem nie był, ale znaj proporcje mocium panie!), Ośrodek ds. Monitorowania Nacjonalizmu zaplanował manifestację wsparcia dla Muzułmanów, którzy - zdaniem organizatorów przedsięwzięcia - są w naszym kraju notorycznie prześladowani i dyskryminowani. Marsz zaplanowano na 6 stycznia na godzinę 21:37, co nosi znamiona podwójnej prowokacji. Kiedy piszę te słowa jeszcze nie wiadomo czy marsz dojdzie do skutku, ale środowiska znajdujące się po drugiej stronie barykady już zapowiedziały kontrmanifestację.  Jeśli dojdzie do zamieszek, ani chybi w świat pójdzie nius, jakim to ksenofobicznym i nazistowskim społeczeństwem jesteśmy. Świadomość tego wszystkiego musi być naprawdę trudna do zniesienia, skoro kreowany na lidera opozycji Ryszard Petru wraz z partyjną koleżanką zmuszony był przerwać heroiczną okupację Sejmu i udał się na słoneczną Maderę. Jak widać, nawet mąż stanu formatu Ryszarda Petru potrzebuje chwili wytchnienia od atmosfery totalitarnego ucisku, jaka panuje w naszym udręczonym kraju. Pozostaje tylko życzyć panu Petru, żeby nieformalnie ustanowione przez niego nowe święto Sześciu Króli przyniosło mu chociaż chwilę wytchnienia.

Powrót na górę