NICZYM GWIAZDA ROCKA

Kultura popularna nie znosi próżni. Nieustannie wytwarza bohaterów masowej wyobraźni. Niektórzy z nich to ludzkie efemerydy, mające swoje pięć minut sławy, których gwiazda wypala się w tempie sztucznego ognia. Istnieją jednak postaci ikoniczne, których sława nie jest uzależniona li tylko od pomysłowości speców od kreowania wizerunku, wywoływanych z mniejszą lub większą premedytacją skandali albo permanentnym parciem na szkło, za którym tak naprawdę nie stoją żadne przymioty intelektu albo talentu.

I chociaż najczęściej talentu im nie brakuje, to swój status zawdzięczają charyzmie lub temu czemuś, co tak na dobrą sprawę trudno zdefiniować, a co zwykło określać się mianem „X factor”. Takie indywidualności mogą liczyć na nigdy nie kończącą się obecność w mediach wszelakiej maści. Mogą dyskontować swoją sławę, użyczając (dla obopólnej korzyści) wizerunku, na przykład znanym magazynom muzycznym. I tak na okładce marcowego numeru włoskiej edycji miesięcznika „Rolling Stone” znalazł się nie Mick Jagger, nie Dawid Bowie, nie George Michael i nie Bono, lecz… papież Franciszek. Gwoli ścisłości trzeba zaznaczyć, że to już druga okładka „Rolling Stone” z papieżem Franciszkiem, bo aktualna głowa kościoła katolickiego pojawiła się już w styczniu roku 2014 w wydaniu amerykańskim. Zaiste fajny musi być ten papież Franciszek, skoro lansuje go lewicowy magazyn muzyczny. Ale skoro Franciszek sam definiuje siebie jako komunistę, to nagle wszystko staje się jasne i klarowne. Zresztą wystarczy przyjrzeć się, jakiego autoramentu doradcami otacza się Franciszek, żeby zapaliła się - nomen omen - czerwona lampka. Niejaki Leonardo Boff, były ksiądz, marksista i twórca tzw. teologii wyzwolenia (łączącej teologię chrześcijańską z lewicowym aktywizmem politycznym) jest współautorem „ekologicznej” encykliki „Laudato Si”, na mocy której palenie węglem zaliczone zostało w poczet grzechów. Co innego depopulacja Ziemi za pośrednictwem aborcji, którego to rozwiązania gorącym orędownikiem jest inny dżentelmen, członek Klubu Rzymskiego, dr Paul Ehrlich, który był prelegentem podczas lutowej ekologicznej konferencji w Watykanie. Dr Ehrlich otwarcie nazywa katolików terrorystami, a zatem uzasadnione jest pytanie, jak na takie dictum, skierowane siłą rzeczy przecież i do papieża, odpowie głowa Kościoła katolickiego. Niewykluczone, że Franciszek uczyni to w wywiadzie na łamach jakiegoś znanego magazynu. Pora zatem wypatrywać papieża Franciszka na okładce „Playboya” lub nawet „Hustlera”.

Powrót na górę