NA JĘZYKACH

Dopadł mnie deadline na dostarczenie materiałów do numeru Day&Night, który macie przed oczami. „Deadline” – tak właśnie pomyślałem. Nie pomyślałem, że „dogonił mnie termin”, tylko pomyślałem „deadline”. Uświadomiwszy sobie ten fakt, struchlałem. Komunikat, jaki pojawił się na tablicy wyświetlającej w mojej głowie, brzmiał: „Edgy alert!”. I w tym samym momencie na plecach poczułem zimny oddech naszych martwych narodowych wieszczów. Cały zaś ugiąłem się pod coraz bardziej napierającym ciężarem ich literackiej spuścizny.

Poczułem taki ciężar, jakbym na swoim grzbiecie targał fortepian Szopena (nie pamiętam już jednak, czy pomyślałem Szopena, czy jednak Chopina) przez całe stepy Akermanu. „Wpłynąłem na wstydu przestwór oceanu… ”Traciłem oddech i mógłbym przysiąc, że za chwilę utonę. Do czego to doszło, że myślimy w obcych językach? Ambroży Korczbok Rożek, patrząc na te czasy, pewnie nie tyle przewraca się w grobie, co wiruje w nim niczym (kręć się, kręć!) wrzeciono. Ambroży Korczbok Rożek to był prawdziwy kozak (i to nie w sensie, że pochodził z Zaporoża, bo – jak powszechnie wiadomo – pochodził z Nagłowic). Mógł przecież nadać sobie pseudonim Nicholas The Great, albo – co bardziej prawdopodobne – zgodnie z obowiązującymi wówczas standardami lingwistycznymi Nicolaus Maximus. Ale skoro powiedział że: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają”, to z żelazną konsekwencją przybrał Mikołaj Rej tak finezyjny pseudonim w języku ojczystym. A teraz wiruje w grobie, widząc jaki poziom absurdu osiągnęliśmy pięćset lat później. Wystarczy rzucić okiem na ogłoszenia, które zamieszczają pracodawcy o naborze pracowników. Na ten przykład poszukiwany jest Executive Sales Manager w sklepie mięsnym. Czy naprawdę taki tytuł doda splendoru panu lub pani sprzedającym karkówkę i boczek? Śmiem wątpić. Mój wujek dwadzieścia lat pracował jako nocny stróż w dużym zakładzie pracy. Mogę się założyć, że teraz na piersiach nosiłby plakietkę z napisem „Night Shift Watchman”. Czy nosiłby ją z dumą, tego nie wiem. Gwoździem do trumny (Mikołaja Reja) jest tendencja, jaką da się zauważyć wśród naszych rodaków przebywających na emigracji zarobkowej za granicą. W ramach zadośćuczynienia Mikołajowi Rejowi, opiszę ją w formie nieudolnego limeryka; „Jechałem highwayem, wracając z shoppingu i posprzątałem mój garden przed trudami clubbingu / Jestem już całe dwa miesiące w U.K., ale do rodaków mówię „sugar" zamiast mówić „cukier".

Więcej w tej kategorii: « MUZYKA A PATRIOTYZM ZNAK CZASU »
Powrót na górę