WSZYSCY ARTYŚCI…

W górnym lewym rogu okładki „Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band”  The Beatles, widnieje podobizna pewnego łysego jegomościa. Człowiekiem tym jest niejaki Aleister Crowley, angielski oklultysta, który za swojego życia uznawany był za zło wcielone. Centralne miejsce zajmuje natomiast sama Norma Baker, znana niektórym jako Marilyn Monroe. Jest też Marlon Brando w charakterystycznej motocyklistówce, brodaty Karol Marks, Fred Astaire, Aldous Huxley i Bob Dylan.

Zresztą kogo tam nie ma. Chyba tylko wszędobylskiej Maryli Rodowicz. Ale jej absencję na tym kultowym patchworkowym dziele rozpatruję jedynie w kategoriach kuriozalnego niedopatrzenia, bądź fatalnego zaniedbania. Innej opcji po prostu nie ma. Zapewne Pani Maryla pojawiłaby się osobiście na sesji zdjęciowej, ale już wtedy artystką była niesłychanie wręcz rozchwytywaną. Tak się jakoś dziwnie składa, że, podobnie jak płyta The Beatles, o której okładce mowa, Pani Maryla obchodzi w tym roku jubileusz. 50-lecie działalności estradowej Pani Maryli miało być celebrowane na corocznym Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Miało być, ale nie będzie, o czym już powszechnie wiadomo. Zadecydowały względy polityczne. Pani Maryla w geście solidarności z Katarzyną Szczot, znaną niektórym jako Kayah, postanowiła nie wystąpić. Asumpt dla tak dramatycznej decyzji dało ocenzurowanie Kayah przez szefa Telewizji Publicznej Jacka Kurskiego. Miała to być zemsta Kurskiego za zaangażowanie polityczne Kayah i krytykę obecnej ekipy rządzącej. Pytanie tylko, które konkretnie polityczne zaangażowanie ze strony Kayah miał na myśli Kurski. Niewykluczone bowiem, że aktualny prezes telewizji ma pamięć sięgającą dalej wstecz, niż tylko czarny protest kobiet, w którym czynnie brała udział Kayah. Pamięć sięgającą np. roku 1988, w którym to Kayah - bynajmniej nie pod przymusem - wystąpiła na Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze. A jeśli nawet nie pamięta, to warto tutaj przypomnieć, że i Pani Katarzyna dołożyła swoją cegiełkę w budowanie przyjaźni polsko-radzieckiej. Zapewne jednak należy zrzucić ten mało chwalebny fakt na typowo artystyczną dezynwolturę, którą wykazała się dziesięć lat wcześniej także i sama Pani Maryla, śpiewając komunistycznemu dyktatorowi Kuby, Fidelowi Castro. To się nazywa wiedzieć, jak ustawić się do sprzyjającego wiatru historii. Chociaż Kazik, cytowany w tytule tego felietonu, ująłby to mniej eufemistycznie.

Więcej w tej kategorii: « Gra w kolory Dance Macabre »
Powrót na górę