BULDOŻERY?

Ostatnimi czasy gruchnęła wiadomość, że rada miasta sili się z zamiarami na zburzenia willi Januszów, zasłużonej rodziny rzeszowskich fotografów. Niczym w antyku, kiedy Rzymianie rozprawili się z Kartaginą poprzez zburzenie ich stolicy, a następnie posypali solą w obawie przed ponownym wskrzeszeniem swych wrogów, w Rzeszowie podejdą do tego mniej brutalnie, bo albo zagospodarują miejsce na parking (który i tak istnieje obok galerii handlowej…, przepraszam, pasażu), albo na miejscu willi wybudują nowy budynek.

Sprawa o tyle oburzająca, że przecież nasz ukochany Rzeszów wcale nie błyszczy, jeśli idzie o posiadanie zabytków. Jest to co prawda miasto o rodowodzie średniowiecznym, ale zabytków tu jak kot napłakał. No dobrze, oprócz ładnych kompleksów sakralnych oraz bardzo dużego zamku, zabudowa starówki i jej okolicy jest, najoględniej mówiąc, skromna. Potrafimy cieszyć się niemal każdym budynkiem, którego dzieje sięgają dalej niż II wojna światowa, a jeszcze jeśli zachowa się jakaś ciekawa historia z tym miejscem związana, tudzież z osobami je zamieszkującymi, to tym bardziej wywołuje to dość duże podniecenie. Dlatego staramy się chuchać i dmuchać na to, co mamy. Odnawiamy, dokonujemy rewitalizacji, konserwujemy. Opowiadamy w artykułach, książkach, reportażach telewizyjnych i internetowych. Rzeszów ma być perełką w koronie Podkarpacia, gdzie prężnie rozwijającemu się ośrodkowi miejskiemu pod względem gospodarczym, wtórować ma estetyka oparta również o tradycję, kulturę i historię. No to o co chodzi? Dlaczego w radzie miasta pada taki pomysł? Jak to jest możliwe, że w miejscu, w którym pisze się historię miasta coś takiego występuje? Dlaczego w ogóle rozmawia się w takich kategoriach? Co jest tego powodem? Jaką takie myślenie ma genezę? Pytania można mnożyć. Wydaje się, że jest na to odpowiedź – może jedna z wielu – otóż nasz ukochany Rzeszów nie ma tradycji akademickiej, w której, niczym w ochronnym kokonie, dba się o wartości takie, jak choćby niedopuszczanie, aby w takiej instytucji jak rada miasta padł choć cień podobnego pomysłu. Niestety nie ma. Nie ma wielowiekowego lub co najmniej wiekowego uniwersytetu. Nie ma potężnego ruchu studenckiego, który wpływałby na koloryt miasta, nie tylko pod względem swojej liczby i radowania z tego tytułu, no właśnie, rady miasta. Rado miasta! Pomyśl co utracisz jeśli zrealizujesz swój pomysł. Stracisz zabytek, a to już wiele!

Więcej w tej kategorii: « WISŁOK
Powrót na górę