ŻÓŁCIĄ GRUZ OBLANY

Żółć to słowo składające się tylko ze znaków spotykanych w polskim alfabecie. To wydzielina z wątroby o brunatnożółtym lub zielonym kolorze o gorzkim posmaku. Żółć wydostaje się na wszystkie strony, kipi oblewając wszystkich i wszystko dookoła. Żółć zatyka oczy, uszy i usta wszystkim tym, którzy są w pobliżu chlastającym żółcią. Żółć w dodatku ciągle się wylewa i nie ma szans na jej zakorkowanie. Ona się sączy i sączy i wysączyć nie może. Ciągle jest produkowana, ciągle jej w brud. Żółć nas otacza, prześladuje, jest naszym cieniem.

Ten ciągły nadmiar żółci powoduje namakanie twardych, wydawać by się mogło, nieprzepuszczalnych fundamentów. Wżerając się wszędzie wypełniając każdą powierzchnię. Jej jest tyle, że przenika odnajdując nawet najmniejsze szczeliny solidnych podstaw, na których trzyma się cała konstrukcja. Jest siłą sprawczą gnicia, zepsucia i dysfunkcji. Jest jak erozja, która powoduje powolną destrukcję poszczególnych elementów składowych fundamentów. Te fundamenty przemoczone totalnie w żółci zmieniają się w gruz, na którym trudno cokolwiek budować. Lepiej go zostawić w spokoju i szukać lepszego, oddalonego, bezpiecznego przez to miejsca. Czym dzisiaj jest żółć gruz oblewająca? Szczególnie widać to w internecie, na forach dyskusyjnych, czatach, całych stronach poświęconych danej tematyce, a co najważniejsze na portalach społecznościowych, do których każdy z nas zagląda codziennie. Zauważcie, że tutaj nie może się obejść bez inicjatywy, by żółć się nie pojawiła, a ta z kolei rzygnęła na wszystko, by wszystko to zniweczyć. Zawsze znajdą się malkontenci, wiecznie niezadowoleni ludzie niepotrafiący zrozumieć, że w przeciwieństwie do nich, inaczej spędzić można czas, niż tylko na igrzyskach plucia żółcią i niszczenia fundamentów. Zygmunt Miłoszewski napisał, że termin ten dobrze pasuje do naszego narodu. Bardzo to przykre, ale jednocześnie prawdziwe. Nie chcę aby tych dwadzieścia kilka zdań miało wydźwięk polityczny, albo uderzały w tony aktualnych nastrojów społecznych, ale tutaj inaczej się nie da. Piszę te słowa w dzień, w którym od dwóch ciosów nożem zginął Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz kwestujący i cieszący się z tysiącami gdańszczan z finału WOŚP. W chwilę później ze stanowiska prezesa Fundacji WOŚP ustępuje Jerzy Owsiak, człowiek któremu zawdzięczamy 27. edycji finałów WOŚP i ponad miliard złotych zebranych przez te niemal trzy dekady! Wszystko zamienia się w gruzy. A wcześniej, jak co roku niestety, fala żółci na WOŚP, na Owsiaka i wszystkich tych, którzy oficjalnie podjęli współpracę pod patronatem czerwonego serduszka, jak Adamowicz. Co się stało? Nic. Tylko żółć gruz oblała. Znowu.

Więcej w tej kategorii: « BYĆ CTFROWYM? KLAKIEROWANIE »
Powrót na górę