KLAKIEROWANIE

W życiu bywa tak, że napotyka się różne sytuacje i ludzi za nimi stojących. Tym razem natknąłem się na wcale nie tak miłe zdarzenie. Rzecz dotyczy Facebooka, na którym jak wiecie, dzieją się różne epizody. Są jednak i takie, za których pomocą możecie wyciągnąć wnioski przydatne na przyszłość. Są grupy ludzi, którzy traktują siebie jako wyrocznie, jedyne i wiarygodne źródło wiedzy, a robią to w tak nachalny sposób, że nie da się tego zignorować. Przy tej okazji stosują mechanizmy inne, jak choćby na siłę popularyzowanie jakiegoś zagadnienia, łamiąc przy tym kilka istotnych zasad, jak choćby najważniejszą… merytorykę.

Oczywiście taka osoba robiąc wokół siebie niezłą zamiechę wzbudza zainteresowanie innych i osiąga swój cel, a więc traktowanie siebie jako omnibusa. W pewnym momencie tworzy wokół siebie krąg swoistych wyznawców, którzy zafascynowani są wiedzą i sposobem jej przekazywania, stają się klakierami tejże. Dodać należy, że zatwardziałymi klakierami. I można by było przejść obok tego ignorując to i owo, kątem oka tylko looknąć na ewidentne wpadki merytoryczne jedynego, nieomylnego oraz krzykacza, ale nie, nie tym razem. Nie można ignorować faktu licznych lapsusów, przeinaczeń oraz sromotnych w swym wyrazie wpadek, gdy w grę wchodzi popularyzacja, edukacja oraz rzesza niezdających sobie sprawę z tego użytkowników, wpisów hochsztaplera. Do tego jeszcze cały ten anturaż ochów, achów i echów na temat swej wiedzy, tego co to nie osiągnął i co ludzie by mieli, gdyby nie on właśnie. Przyglądając się sprawie, wyłapując jedno i drugie, zwracam wreszcie uwagę na nie. Przy tym jeszcze upominam o istocie tej metody, którą wedle mnie przejrzałem, piszę stosowny komentarz pod którymś z kolei wpisem omnibusa. Riposta przyszła błyskawicznie. Lektura jej nie pozostawia złudzeń: wszechwiedzący nadal zostaje wszechwiedzącym, w sposób mały krytykuje mnie, że jak śmiałem, stosując przy tym zasadę, że niech mnie rozdziobią kruki i wrony. O dziwo nie rozdziobały mnie, no może poza wzmożoną reakcją na komentarz - ripostę autora megalomańskich postów. Stała się rzecz inna. Ten człowiek nadal miał swoich wyznawców! Ludzie ślepo wierząc we wszystkie słowa, jakie wypadły z klawiatury jego telefonu lub komputera, wciąż jeszcze grali rolę klakierów, gorliwie i obłudnie chwaląc go, pewnie też licząc na jego poparcie.

Więcej w tej kategorii: « ŻÓŁCIĄ GRUZ OBLANY
Powrót na górę