Fot.  Katarzyna Michno Adelto.pl Fot. Katarzyna Michno Adelto.pl

MARTA PÓŁTORAK - HONOROWY OBYWATEL MIASTA RZESZÓW

 

Rozmowa z Martą Półtorak, Honorowym Obywatelem Miasta Rzeszowa, bizneswoman, która sama o sobie mówi: „Jestem osobą zadaniową". W rozmowie z Day&Night, przytaczając żart o kozie, opowiada m.in. o zaangażowaniu w liczne przedsięwzięcia, różnorodnej działalności, imponującej karierze zawodowej, swoim podejściu do mody i marzeniach.

 

 

Jak to jest być Honorowym Obywatelem Miasta jako pierwsza w historii kobieta?

W moim życiu praktycznie nic się nie zmieniło. Natomiast zaskoczyła mnie informacja, że w tak długiej historii przyznawania tego tytułu faktycznie nie było żadnej kobiety. Biorąc pod uwagę, że średnio 50% populacji to płeć piękna, to nawet statystycznie rzecz ujmując, trudno uwierzyć, że wśród wyróżnionych nie było dotąd żadnej z pań. Dla mnie osobiście jest to bardzo miłe i szczególne wyróżnienie. Przyznam , że spotykam się też w związku z tym z wyrazami sympatii, ale czasami, ku mojemu zdziwieniu przekonuję się, że są ludzie, u których fakt ten wzbudza bezinteresowną zawiść.

Taki tytuł jest sporym wyróżnieniem. Czy w praktyce wiąże się z pewnego rodzaju uprzywilejowaniem, a może wręcz przeciwnie?

Jeżeli człowiek robi coś w życiu i usiłuje to robić jak najlepiej, a jego działania w jakiś sposób zostają dostrzeżone, to w tych kategoriach ten tytuł jest potwierdzeniem słuszności obranej drogi i podejmowanych wysiłków. Wielokrotnie podkreślam, że mam szczęście w życiu spotykać na swojej drodze wyjątkowych ludzi. W pojedynkę nie jesteśmy w stanie zrobić nic szczególnego, a jedynie osiągnąć tylko pewien poziom kompetencji. Mówiąc o rzeczach wielkich, prowadzeniu firmy czy działalności społecznej, powinniśmy widzieć zespół ludzi, którzy na to pracują. Jednak tak jak wspomniałam, człowiek, który za swoje osiągnięcia został w pewien sposób zauważony, podwójnie stara się na to zasłużyć.

Swoje przemówienie podczas gali wręczenia statuetek rozpoczęła pani od żartu podsumowującego może trochę niedocenioną czasami pozycję kobiet. Skąd to wynika? Dlaczego zasługi kobiet tak często przegrywają z zasługami mężczyzn?

Myślę, że to bardzo złożony problem. Wpływ na niego mają po pierwsze uwarunkowania kulturowe. Od stuleci przekazywany jest pewnego rodzaju schemat, dotyczący roli kobiet i mężczyzn, najpierw bawiących się lalkami dziewczynek i samochodami – chłopców, kolejno kobieta to postać odpowiedzialna za dom, mężczyzna zaś za utrzymanie go. Rozdzielając w ten sposób role, można łatwo popaść w stereotyp. Stąd właśnie kobiety bardzo często zamiast kariery wybierają rodzinę, błędnie zakładając, że nie mogą, nie są w stanie pogodzić obu ról. Niekiedy też po prostu się boją. Okazuje się, że często kobiety pracując na tych samych stanowiskach co mężczyźni, zarabiają mniej, a z drugiej strony, jeśli zasiadają w zarządach lub radach nadzorczych, to te jednostki funkcjonują lepiej. To nie jest tak, że każda płeć jest zupełnie inna. Faktem jednak jest, że mamy różne predyspozycje, a ta różnorodność dobrze się sprawdza. Kiedyś mając wykład na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie bardzo się zdziwiłam, że studentki uzależniają swoją przyszłość od znalezienia odpowiednego kandydata na męża.

mp 2

Lista pani zasług względem Rzeszowa jest długa. Co jeszcze jest do zrobienia w naszym mieście?

Trzeba przyznać, że nasze miasto jest bardzo dobrze zarządzane. Od lat mamy dobrego gospodarza. W związku z tym, nie tylko my mieszkańcy, ale też przyjezdni oceniają Rzeszów jako miasto niezwykle schludne, ładne, czyste, przyjemne do mieszkania. Pod względem zanieczyszczenia środowiska również wypadamy bardzo pozytywnie. Czego jeszcze nam trzeba? Uważam, że takiej prawdziwej wizji Rzeszowa, miasta, które rozwija się w zrównoważony sposób. Warto  wykorzystać położenie geograficzne, zwłaszcza, że jesteśmy coraz lepiej skomunikowani a Polska to centrum Europy.

Co dla pani oznacza bycie przedsiębiorczym, wpływowym?

Pracę i to ciężką (śmiech). Jestem osobą, która dużo pracuje, natomiast z uwagi na fakt, że bardzo lubię to co robię, nie przeszkadza mi to. Wręcz nie wyobrażam sobie, jak mogłabym funkcjonować nie robiąc nic. Wychodzę z założenia, że osoba przedsiębiorcza nie poszukuje tematów, to one ją znajdują. Wyzwania rodzą się same. Jestem osobą zadaniową. Jeśli jest jakiś problem, wiem, że trzeba go rozwiązać. Z pracą jest dokładnie tak, jak w żarcie o kozie i mieszkaniu, gdzie: kiedy wydaje nam się, że mamy zbyt małe mieszkanie, to należy sobie do niego dokupić kozę. Później, gdy się jej z mieszkania pozbędziemy, lokum nagle wydaje się bardzo przestronne. Analogicznie, jeśli wydaje nam się, że mamy zbyt dużo pracy, należy przyjąć na siebie jeszcze więcej obowiązków. Jeśli chodzi o bycie wpływowym, według mnie może takim być każdy, kto ma choćby wpływ na otoczenie, w którym się znajduje, potrafi uporać się z problemami. Najgorzej jest, gdy człowiek wstaje z łóżka rano z przekonaniem, że nic mu się nie uda. Wtedy na pewno się nie uda. Jeśli czegoś w życiu chcemy, to już jest pierwszy krok. Nie zawsze udaje nam się to osiągnąć, ale zawsze należy próbować. Dla mnie od zawsze nie było rzeczy niemożliwych, takich, których nie da się zrobić. Jeśli na swojej drodze napotykamy ścianę, nie zawsze trzeba ją rozbić głową. Czasami wystarczy ją po prostu obejść.

m4

Intensywnie angażuje się pani w działalność lokalną. Marma Polskie Folie, wsparcie dla kultury i sportu, a także wyrwanie obszaru Pogórza Dynowskiego z gospodarczego letargu za sprawą tworzenia lokalnych, rodzinnych winnic, które są niewątpliwie atrybutem tamtego rejonu.

W każdej dziedzinie, czy to w sporcie czy w kulturze, potrzebni są mecenasi i sponsorzy, którzy pomagają pod kątem organizacyjnym czy też finansowym. Bez tego nie byłby możliwy rozwój tych dziedzin. Jeśli chodzi o wątek Pogórza Dynowskiego, to domena mojego męża, gdzie najpierw na Pańskiej Górze powstała urocza winnica Wine & Spirit Półtorak. Zaczęło się niewinnie od produkcji wina, ale uważam, że zaletą Podkarpacia jest turystyka ekologiczna i enologiczna. Na Podkarpaciu mamy w końcu najwięcej winnic w Polsce co jest niewątpliwie naszym atutem. Przykładowo w przypadku beaujolais, gdzie zachowane są duże tradycje, wypromowano się na  młodym winie. Wielu sympatyków zyskało również prosecco. Biorąc pod uwagę uroki Pogórza Dynowskiego, które jest przepiękną lokalizacją pod kątem krajobrazowym, dołożyć do tego małe winnice, mamy sytuację, w której młodzi ludzie zamiast wyjeżdżać na zmywak do Anglii, mogliby zostać i pracować na miejscu. Oczywiście należy znowu podkreślić, że nie da się tego  zrobić samemu, ale mając wsparcie miejscowych władz, możemy przy okazji hobby, wypromować region i rozwinąć turystykę. Ciężko było by rywalizować choćby z Krakowem czy Warszawą pod względem zabytków kultury, dlatego należy dostarczyć ludziom innego rodzaju rozrywki.

Firma Marma Polskie Folie powstała w 1991 roku. Lata rozwoju sprawiły, że dziś jest prawdziwym potentatem na skalę Europy i świata. Jak rozpoczęła się działalność firmy? Dziś śmiało można stwierdzić, że jej założenie było niezwykle trafnym uzupełnieniem pewnej niszy.

Zdecydowanie tak. Marma wyrosła jako firma rodzinna. Trzeba przyznać, że pomysł na tego typu przedsięwzięcie wyszedł od mojego męża, zawsze chciał pracować u siebie i dla siebie. Sukcesem okazało się to połączenie: on, wizjoner, kreator, ja – zajmująca się bardziej ekonomią i marketingiem. Oboje pracowaliśmy bardzo ciężko i stworzyliśmy firmę, która w tej chwili jest jedną z większych w Europie, a i spokojnie możemy konkurować też ze światem. Marma zajmuje się przetwórstwem tworzyw sztucznych, biorąc pod uwagę przekrój asortymentowy, chyba nie ma w Europie drugiej firmy, która miałaby tak szeroki wachlarz produkcji. Zaczynając od prostych rozwiązań technologicznych, przeszliśmy do czegoś, co jest ewenementem na skalę światową. Teraz robimy też rzeczy, których wcześniej sami uczyliśmy się od największych. Przedsiębiorca w Polsce dawniej nazywany był kombinatorem, gdzie na zachodzie pracowano na to by tworzyć kapitał, marki. Tutaj było to znacznie trudniejsze, ale wykorzystaliśmy pewną niszę. Ważni są też ludzie, którzy współtworzą firmę. Dzięki nim wygraliśmy konkurencję i ciągle musimy ją wygrywać, będąc częścią tak wymagającego rynku.

m45

Przez lata wraz z mężem sponsorowała pani rzeszowski żużel. W jednym z wywiadów przeczytałam, że zgadzając się na to, nie znała pani natury tego sportu.

Można więc chyba powiedzieć, że było to spore ryzyko.

To prawda. W żużlu znaleźliśmy się właściwie przez przypadek. W tamtych czasach żużel był w pierwszej lidze, dziś jest w drugiej. Już wtedy groził ten spadek. Brakowało sponsorów, nie było też sponsora tytularnego. Tak się składa, że otrzymaliśmy wtedy propozycję. Na tamten moment nie wiedziałam nic o żużlu, ten temat był mi  zupełnie obcy. Nie do końca też widziałam potencjał tego sportu. Na prośbę męża zajęłam się jednak tym tematem, pomyślałam, że gdy podamy niewysoką cenę, to może wybrany zostanie ktoś inny. Tak się złożyło, że to my zostaliśmy zaproszeni do współpracy. Okazało się, że sytuacja była dramatyczna a nasi zawodnicy przegrywali niemal wszystkie biegi. Nasza firma była już w nazwie drużyny. Mieliśmy dwa wyjścia. Albo zostawić pieniądze, ale zupełnie się nie udzielać, albo się tym na poważnie zająć. Ta druga koncepcja zwyciężyła. To było żmudne uczenie się od podstaw. Gdy na początku prowadziłam rozmowy z zawodnikami proponując im jazdę w Rzeszowie, pytali, gdzie jest Rzeszów. Z czasem Rzeszów stał się rozpoznawalny na żużlowej mapie, a klub był stabilny, budził zaufanie. Udało nam się osiągnąć stabilną markę budowaną przez lata. Jeździli u nas top zawodnicy Jason Cramp, Nicki Pedersen. Nie mieliśmy okazji mieć w swoich szeregach Tomka Golloba, ale zawsze chętnie przyjeżdżał do Rzeszowa na turnieje. W tej chwili życzę mu, by jego życie, które runęło z powodu wypadku, wróciło na właściwe tory i żeby odnalazł się w nowej rzeczywistości.

Czyli to ryzyko się opłaciło?

Tak. Byliśmy kojarzeni z żużlem, doprowadziliśmy drużynę do ekstra ligi. Poznałam masę ciekawych ludzi i wiele mnie ten okres nauczył. Do tej pory bywam kojarzona i rozpoznawalna z uwagi na żużel, co jest bardzo miłe.

Co było głównym powodem rezygnacji ze wspierania rzeszowskiego żużla?

Skończył się pewien etap. Ekstraliga żużlowa poszła w innym kierunku, który do końca nie był moim kierunkiem. Zawsze kładłam nacisk na czyste, jasne zasady, a w pewnym momencie niektóre zachowania czy interpretacje przepisów regulaminowych nie były tym, z czym chciałabym mieć do czynienia na co dzień. Stwierdziłam, że czas odejść i pozwolić komuś innemu ze świeżym spojrzeniem prowadzić żużel dalej. Czasami, mimo że jesteśmy z czymś związani, dochodzimy do momentu, w którym mamy pewność, że zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy i czas iść dalej. Tak było właśnie w tym przypadku. Żużel zawsze będzie dla mnie sportem ciekawym, barwnym i budzącym emocje.

Millenium Hall jest dalekie od zwyczajnej „galerii”czy to również przejaw oryginalnego podejścia do inwestycji?

m6

Koncepcja Millenium Hall wiązała się ze stworzeniem placówki, która nie będzie jedynie spełniać tych podstawowych, handlowych funkcji, ale będzie czymś więcej. I zaczęliśmy już od architektury. Chodziło nam o to, by w Rzeszowie powstała galeria z prawdziwego zdarzenia, taka jak te, które są w Mediolanie, Paryżu czy Barcelonie. Millenium Hall to jedyna galeria w regionie, która została zrobiona z takim rozmachem, poczynając od szlachetnych materiałów, które zostały użyte podczas budowy, np. szkło, kamień, po szeroko pojętą wielofunkcyjność.

Czy właśnie taki rozmach i niecodzienne podejście do tej inwestycji  może być powodem wciąż pojawiających się kontrowersyjnych newsów na temat Millenium Hall?

Odnoszę wrażenie, że odkąd zainteresowaliśmy się Millenium Hall rozpoczął się symboliczny proces demonopolizacji rynku handlowego w Rzeszowie, wymuszający jednocześnie dostosowanie do odpowiednich standartów obowiązujących w branży. Pewnie dlatego od lat podejmowane są różne próby dyskredytowania tego obiektu, inicjowane przez osobę, która do tamtego czasu mogła czuć się monopolistą. Kupując tą inwestycję w licytacji komorniczej nabyliśmy rozpoczętą i niedokończoną  budowę po spółce Conres, w której udziałowcami byli m.in. panowie Ryszard Podkulski i jego zięć Marcin Biedroń. Przejmując rozgrzebaną, niszczejącą budowę  z odpowiednimi pozwoleniami otrzymaliśmy również od Spółki Conres dokument zapewniający, że spółka ta dysponuje prawem do wszystkich działek na których realizowany był projekt Millenium Hall. Po prawie ośmiu latach okazało się, że właśnie jeden z byłych udziałowców, chcąc zagarnąć część ściany obiektu, próbuje podważyć to co zostało de facto zrobione przez firmę Conres, w której był udziałowcem.

Mimo wszystko nie przeszkadza to w realizowaniu wielofunkcyjnych działalności obiektu?

Pamiętam, że na początku funkcjonowania Millenium Hall zostałam zaproszona na Forum Shopping Center do panelu związanego z funkcjonowaniem nowoczesnych obiektów handlowych, gdzie dużo mówiło się o obiektach szóstej generacji, które spełniają wielorakie funkcje. Oprócz funkcji handlowej ważna jest też kulturalna, sportowa i społeczna, którą u nas pełni chociażby Siemacha, czyli „nowoczesne podwórko”. Jak się okazało udało nam się wpisać w trend, który na świecie dopiero się pojawiał. Na skwerze Millenium Hall odbywają się koncerty, imprezy sportowe, a na co dzień jest to miejsce przeznaczone dla rodzin, gdzie  korzystając z bogatej oferty gastronomicznej , latem można odpocząć pod palmami przy fontannie, a zimą poszaleć na lodowisku. Centrum jest kojarzone z kulturą, ze sportem, z zakupami. Działa ulubiony przez bywalców klub muzyczny Lukr, a w Dagart Galery możemy podziwiać dzieła znakomitych artystów i uczestniczyć w wernisażach. Bardzo ważnym udogodnieniem jest, że w Millenium Hall można załatwić wiele spraw, np. wyrobić dokumenty w urzędzie. To jest w pełni funkcjonalna placówka, do której można przyjść, spędzić cały dzień, załatwić ważne sprawy, a na koniec nawet przenocować, bo mamy też hotel Hilton Garden Inn. Niektórzy, ze względu na jej charakter, nazywają galerię pieszczotliwie Millenium Home. Sama czuję się tutaj jak w domu, mam ulubione potrawy, miejsca, jak tylko czas pozwala bywam na wernisażach, koncertach a  formę zdarza mi się szlifować w klubie fitness oraz na ściance wspinaczkowej.

m7

W licznych pani wystąpieniach publicznych obecny jest pierwiastek modowy. Nie sposób nie zapytać: jacy są ulubieni projektanci pani Marty Półtorak? Kolory, fasony? Jaki styl preferuje pani na co dzień?

Jak każdy człowiek, ewoluuję, Staram się śledzić panujące w modzie trendy na bieżąco i wybierać to, w czym dobrze się czuję. W modzie najlepsza jest jej różnorodność. Oczywiście na co dzień, ze względu na charakter mojej pracy, nie mogę sobie pozwolić na wielkie szaleństwa zarówno jeśli chodzi o fasony jak i kolory, bo powinna to być jednak klasyka, strój odpowiedni do biura, który też pośrednio wyrazi mój stosunek do moich partnerów biznesowych. Co do projektantów, bardzo lubię tych, którzy są dostępni w Millenium Hall. Moją ulubioną jest Elissabetta Franchi, która potrafi łączyć kobiecość z takim modowym pazurem. Uważam, że jej kreacje są fantastyczne, potrafią wydobyć z każdej kobiecej sylwetki to co jest najładniejsze i ukryć mankamenty. Bardzo dobrze czuję się nosząc tę markę. Preferuję klasykę w wydaniu Bossa, Armaniego. Bardzo się cieszę, że to wszystko można znaleźć w Millenium Hall. Jestem oddaną klientką m.in. salonu May Way. Oczywiście można też bardziej poszaleć, wybierając bardziej młodzieżową, świeżą modę, np. Liu Jo, Love Moschino. Wcześniej chcąc kupić coś unikatowego, trzeba było wybrać się poza Rzeszów, teraz w stolicy Podkarpacia jest to dostępne, dodatkowo w atrakcyjnej cenie. Jak każda kobieta, mam swoje słabości. Niektóre z nas lubią torebki, buty – ja też je lubię (śmiech). Dodatkowo mam taką wadę, że trudno mi jest  rozstać się z odzieżą, ze względu na moje wspomnienia z daną rzeczą i historią, która się za nią kryje. Mam bardzo sentymentalne podejście do rzeczy. A moda to styl bycia i nasz wygląd, dlatego jak tylko mogę to zaglądam do salonu The Stylist pani Agnieszki Bereś, która dba o moją fryzurę i korzystam z bogatej oferty beauty, która jest dostępna w Millenium Hall.

Można śmiało stwierdzić, że w swoim życiu osiągnęła pani bardzo wiele. Jakie są pani marzenia? Te jeszcze niezrealizowane?

Gdyby człowiek przestał marzyć, to moim zdaniem, powinien się nad sobą bardzo poważnie zastanowić. Od marzeń wszystko się zaczyna. Ja wychodzę z założenia, że te wypowiedziane niekoniecznie się spełniają. Dzielę się tymi zrealizowanymi. Pracując zawsze marzy mi się aby spotykać wyłącznie mądrych ludzi. Na swojej drodze zawodowej z uwagi na to, że Marma jest firmą europejską, miałam przyjemność współpracować z ludźmi z całego świata, gdzie biznes trzyma się pewnych zasad.  Od czasu Millenium Hall funkcjonuję poniekąd w światach dwóch wartości. Z konkurencją nie powinno się walczyć. Konkurencję powinno się szanować i z nią zdrowo rywalizować, niekoniecznie przy tym nawet ją lubiąc. W końcu bez rywalizacji nie nastąpiłby postęp cywilizacyjny, dzięki któremu jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Walka podjazdowa szkodzi naszemu miastu, bo inni inwestorzy się temu przyglądają. Nikt z nas nie lubi nieczystej gry. A może w tej kwestii się mylę…? Być może jest to trudne do zrealizowania marzenie. Ale nie przestanę marzyć.

Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA

Powrót na górę