FOT. MAREK STRASZEWSKI FOT. MAREK STRASZEWSKI

ANIA KARWAN "PRAWDA ZAWSZE DZIAŁA, A JA ZROBIŁAM DOKŁADNIE TO, CZEGO CHCIAŁAM"

JEJ NAZWISKO ZNANE JEST W BRANŻY MUZYCZNEJ OD LAT, ALE JAK SAMA PRZYZNAJE, DOPIERO TERAZ DOJRZAŁA DO TEGO, ABY BYŁO O NIM GŁOŚNO. A WSZYSTKO ZA SPRAWĄ DEBIUTANCKIEJ PŁYTY, KTÓRA WŁAŚNIE UKAZAŁA SIĘ NA RYNKU. JAK WYGLĄDAŁA DROGA DO JEJ POWSTANIA? W ROZMOWIE Z DAY&NIGHT, ANIA KARWAN.

Właśnie wydajesz debiutancką płytę,  teledysk „Głupcy” ma na YouTubie już 9 milionów odsłon, a najnowszy, „Czarny Świt”- 2 miliony. To świadczy o tym, że dotarłaś do bardzo wielu odbiorców. Spodziewałaś się takich wyników?

Przede wszystkim na nic się nie nastawiałam. Moim celem nie była liczba wyświetleń. Oczywiście robię wszystko, co w moim mniemaniu jest dobre i zgodne z wartościami, które wyznaję, żeby dotrzeć do jak największej ilości słuchaczy, ale nie robię niczego na siłę. Zaczynam od siebie, tworzę coś z nastawieniem na najlepszą jakość, a potem oddaję to w ręcę ludzi. Jestem szczęśliwa, że idzie za tym popularność i dumna, że nie jest ona pusta.

Każda piosenka na płycie to konkretna historia i chyba nie przypadkowo te historie przedstawiane są w odpowiedniej kolejności na płycie. Czy mam rację?

Zgadza się. Ułożyłam kolejność piosenek zgodnie z czasem ich powstania i zupełnie niespodziewanie ułożyła się ona w chronologiczną historię mojego życia. Takim przypadkiem - nieprzypadkiem - stworzyliśmy tak zwany concept album.

„Czarny Świt” to piosenka z dramaturgią, stopniowaniem, to historia, która wciąga i działa na emocje. Tak samo jak nietypowy teledysk. Czy właśnie tak wyobrażałaś sobie jego koncept, podczas tworzenia tego utworu?

Od samego początku czułam, że ten teledysk powinien być skromny, intymny i emocjonalny. W międzyczasie nasz producent Bogdan Kondracki wymyślił wspaniały, historyczny scenariusz, ale z przyczyn od nas niezależnych nie udało nam się go zrealizować, więc kiedy pojawił się Marek Straszewski ze swoją piękną i wrażliwą duszą,  opowiedziałam mu o czym jest piosenka i o tym, że chciałabym wystąpić sama, bez scenografii, bez scenariusza i że chciałam po prostu mowić do widza. Uznaliśmy wszyscy, że najlepszym rozwiązaniem będzie, jak usiądę przed kamerą i sfilmujemy moje emocje jednym ujęciem. Myślę, że prawda zawsze działa, a ja zrobiłam dokładnie to, czego chciałam. Jestem sobą w tym teledysku i czuję się spełniona w tym zadaniu na 100%.

„Mówią teraz jest Twój czas” – te słowa z „Czarnego Świtu” okazały się prorocze. Opowiedz o swojej muzycznej drodze, którą przeszłaś, by dotrzeć do miejsca, w którym właśnie jesteś.

Ojej, chyba musielibyśmy poświęcić cały magazyn na to :). Moje początki nie były łatwe, ale były najlepszą szkołą, jaką dostałam. Zaczynałam od śpiewania po centrach handlowych, weselach, małych knajpkach. Potem weszłam do branży muzycznej, nie mając 18-stu lat i na jakiś czas zadomowiłam się jako chórzystka. Cieszyłam się, że dostałam szasnę być tak wysoko. Oczywiście marzyłam o tym, żeby stać na froncie, ale nigdy nie wierzyłam, że takiej zwykłej dziewczynie jak ja, może się to udać. Przez wiele lat byłam drugim głosem, potem śpiewałam do filmów, reklam, seriali. Przeszłam długą drogę grania i śpiewania wszystkiego. No może poza reggae i salsą :). Właściwie cała branża wiedziała kim jestem, ale nikt nigdy nie usłyszał nic mojego, bo rozmieniałam się na drobne i nie wierzyłam, że mogę zrobić coś dobrego. Wyjściem było śpiewanie czyjegoś repertuaru. Chwała Bogu, że nie jest to karalne, inaczej zwariowałabym sama ze sobą. Program The Voice of Poland był moim pożegnaniem z karierą, a jak się później okazało, ratunkiem. Do dzisiaj nie pamiętam swojego wykonania „Purple Rain”, ale czułam, że naprawdę ktoś tam z góry kieruje moim sercem i mam tam masę wsparcia. Wyśpiewałam sobie drugie życie tym utworem. Po programie myślałam, że pójdzie już wszystko z górki, a szczerze mówiąc zaczęły się takie schody, że właściwie do dzisiaj nie wierzę, że trzymam swoją płytę w rękach. Moja managerka cierpliwie pracowała dla mnie, przy mnie i ze mną, wierząc, że mi sie uda. A ja klęłam co chwilę, że mam już tego wszystkiego serdecznie dość. Pewnego dnia kompletnie zaryczana napisałam smsa do Bogdana Kondrackiego, że jest jedynym producentem, o którym tak bardzo marzyłam, ale też jedynym, który może mnie uratować. Bogu dzięki, że zgodził się doprowadzić mnie do miejsca, w którym dzisiaj jestem. To była bardzo długa i trudna droga i kiedyś wściekałam się na swoje życie. Dzisiaj uczę się być z siebie dumna. Nie wyśmiewać błędów, nie wstydzić się  za wtopy. Ta płyta jest dla mnie dowodem, że jestem dobrym człowiekim i doczekałam się pięknej przemiany samej siebie, a wdzięczność Izie, Bogdanowi, Sławkowi, Karolinie, Tomaszowi i całej naszej załodze nie ma końca.

Jak z perspektywy czasu wspominasz programy typu talent show, w których brałaś udział?

Wspominam to jako wielką lekcję pokory, ale przede wszystkim szansę jaką dostałam od wszystkich produkcji, w jakich brałam udział. Nie z każdej umiałam skorzystać. Dzisiaj się do tego przyznaję, że mój ból i strach były silniejsze niż wiara w siebie i robiły niezłe spustoszenie. Dopiero w The Voice of Poland zrozumiałam po co tam jestem, że to jest 5 minut, które mogę wykorzystać, albo znowu marudzić i widzieć wszędzie jakąś pułapkę.

W „Nie Boję Się” śpiewasz „wolniej nudzę się, częściej wychodzę z ram” – czy płyta, którą właśnie wydałaśi w której nie brakuje bardzo osobistych doświadczeń i skrajnych emocji, uważasz za swoje wyjście z ram?

Na pewno ta płyta jest wyjściem ze strefy komfortu, który to nigdy nie był komfortem. Ona jest moim rozliczeniem z przeszłością, przyznaniem się do słabości, zrzuceniem złości i gniewu. Opłakałam na niej wiele strat i postanowiłam stanąć na nogi jak Scarlett O’Hara i zawalczyć o swoje szczęście.

„Myślisz, że skórę mam, ze stali, ze stali, nie wsiąka we mnie nic i nie pali, nie pali” – słuchając piosenki „Babilon” zaczęłam zastanawiać się, jaki masz stosunek do głośnego zwłaszcza ostatnio, tematu hejtu w sieci. Czy ten problem dotyka Cię bezpośrednio?

Nie wyrażam zgody na hejt. Jestem bezlitosna w tym temacie. Nie ma dla mnie żadnego logicznego wytłumaczenia na to. Kiedyś jeszcze bardzo usprawiedliwiałam samotnych i skrzywdzonych ludzi, którzy właśnie w ten sposób wyrażają swój ból i frustrację. Dzisiaj wiem, że jeśli spotkała Cię krzywda, trauma, zaznałaś porażki, tragedii, to są na to rozwiązania. Rodzina, przyjaciele i dobry psycholog. Jest we mnie ogrom współczucia dla pokrzywdzonych ludzi, bo jestem osobą empatyczną i wiele cierpienia również zniosłam. Jednak na własnej skórze przekonałam się, że Ci zranieni potrafią najbardziej ranić. Nieświadomie podnoszą broń i uderzają z całych sił, żeby kogoś bolało tak bardzo, jak bolało ich. Nie daję przyzwolenia na zatruwanie ludziom ich szczęscia dlatego, że samemu się go nie zaznało. Zrozumiałam to podczas terapii, że sama potrafiłam kaleczyć słowami za własne cierpienie. Jeśli ktoś potrzebuje, to niech weźmie z tego przykład, bo da się znaleźć przyczynę tego cierpienia, przepracować ją i na zawsze uwolnić się z rąk tego bólu. W ludziach świadomych, tych, którzy nauczyli się wybaczać i kochają samych siebie, nie ma miejsca na nienawiść, pogardę i znęcanie się, bo to wszystko odbiłoby się głównie na nich, a przecież nikt celowo nie chce robić sobie krzywdy. Dlatego walka z hejtem zaczyna się od nas samych, a nie od wołania, że wszyscy wokół są źli i zawistni. Niech w końcu nadejdą czasy, kiedy najpierw sami zadamy sobie pytanie, czy komuś czegoś szczerze nie zazdrościmy i zaczniemy zamieniać tę zawiść w podziw i wsparcie. Pan Bóg nie jest głupi. Nagradza dobro.

Nie da się ukryć, że w Twojej muzyce jest coś doniosłego. Jak określiłabyś rodzaj muzyki, którą tworzysz?

Nie potrafię tego określić jednym słowem, nie sądzę też, żebym stworzyła jakiś nowy gatunek. Zależało mi na stworzeniu dobrych kompozycji z przesłaniem. Chciałam, żeby po wysłuchaniu tej płyty odbiorca miał poczucie, że zabrałam go na tę niecałą godzinę w swój świat, w którym mogł się spotkać nie tylko ze mną, ale też sam ze sobą i swoimi emocjami. To jest po prostu dobra, popowa płyta, którą sama chętnie bym kupiła gdyby nie była moja i słuchała na co dzień, bo jest prawdziwa, życiowa i pełna głębokich emocji.

Prywatnie jesteś mamą, tworzysz, piszesz, wydajesz płytę i rozpoczynasz trasę koncertową. Jak udaje Ci się to wszystko połączyć?

Przede wszystkim bardzo wierzę w swoje marzenia, ale wiem też, że bez dobrej organizacji, dobrych ludzi i oddelegowywania obowiązków nie ma szans na powodzenie. Przyznaję, że nie jest to łatwe, ale czy ktoś obiecywał, że będzie? Im szybciej zdamy sobie sprawę z tego, że po sukces idzie się ciernistą drogą, tym mniej bólu i rozczarowań, a ewentualne porażki będą lekcją, a nie załamaniem nerwowym. Żyję w tak zwanym kontrolowanym chaosie. Potrafię mieć wysprzątany dom i odhaczone wszystkie obowiązki, a już dzień później dom jest jak po przejściu tajfunu, 100 maili wisi z tytułem „pilne” i zasypiam z dzieckiem na kanapie w pełnym makijażu. Budzę się pokręcona o 3 nad ranem, piszę piosenkę, myję naczynia, odpisuję fanom i kładę się o 5 na 2h do swojego łóżka. Jest dużo obowiązków, ale ja lubię takie życie. Mam duże wsparcie w rodzinie, mojej managerce, która ratuje mi nie raz życie. Wiem, że wsparcie w życiu jest nieocenione i jestem wdzięczna wszystkim moim bliskim, że mogę na nich liczyć.

Jakie masz zawodowe plany na obecny, 2019 rok? Czy skupiasz się teraz przede wszystkim na promocji płyty, czy równolegle możemy spodziewać się innych odsłon Ani Karwan?

Skupiam się na promocji płyty, trasie koncertowej, szkoleniu głosu i planowaniu trasy letniej i jesiennej. Myślę, że w międzyczasie pojawi się jeszcze mnóstwo innych zobowiązań koncertowych, więc mój 2019 to będzie piękny, wypełniony po brzegi muzyką rok. Jestem gotowa na to.

Już 30 marca odbędzie się Twój koncert w Rzeszowie, w klubie LUKR, ale to nie będzie pierwsze spotkanie z rzeszowską publicznością, bo występowałaś tutaj już niejednokrotnie. Jak myślisz, czy Fani Twojego ogromnego talentu, choćby z klubowych klimatów pojawią się na koncercie?

To jest pytanie do nich w takim razie :). Ja mam ogromną nadzieję, że spotkam się ze wszystkimi fanami tego dnia i liczę też na zupełnie nowych odbiorców. Nie mogę się doczekać koncertów, jesteśmy w trakcie prób
i przygotowań, każdego wieczora kiedy kładę się wymęczona dniem, wizualizuję ten moment kiedy staję na scenie i zaczyna się koncert. Układam myśli, planuję co i jak zaśpiewam, podejrzewam, że i tak wywrócę wszystko do góry nogami jak usłyszę pierwsze dźwięki, ale te marzenia senne są tak piękne, że jeśli uda mi się zrealizować choć część, to będę bardzo szczęśliwa.

Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA-SĄDEK

Więcej w tej kategorii: « KREATORKA EVA MINGE
Powrót na górę