Ch. Niedenthal, Wybrane fotografie. 1973-1989 (2014)

nidentalW zeszłym roku nakładem Wydawnictwa BoSz oddana została do rąk czytelników najnowsza publikacja Chrisa Niedenthala, która jest przekrojem jego działalności fotograficznej w latach 1973-1989. To wybitny fotograf, urodzony w Londynie acz z polskimi korzeniami, który specjalizuje się w fotografii życia społecznego, życia codziennego i wydarzeń przełomowych, odciskających ślady w historii.

 

Niedenthal zasłynął fotografiami Polski doby PRL-u, a także bratnich nam krajów byłego bloku socjalistycznego. Recenzowany tu album chrakteryzuje się wyjątkową szatą graficzną, imponująco zreprodukowanymi zdjęciami i nietuzinkową oprawą edytorską. Album cenny jest tym bardziej, że autorem słowa wstępnego jest jeden z najwybitniejszych ostatnimi laty polskich pisarzy, Jerzy Pilch. Wydaje się, że Pilch jak najbardziej celnie określił działalność fotograficzną Niedenthala, pisząc m.in. o tym, że „tak, jak najlepiej piszą ci, co potrafią napisać więcej niż wiedzą, tak też najlepiej fotografują ci, którzy uwieczniają więcej niż widzą”. Taka właśnie jest twórczość Chrisa Niedenthala. Fotograf przybył do Polski lat 70., kraju zupełnie mu nieznanego, tajemniczego, obcego kulturowo. Mimo tego wszystkiego zadomowił się w nim, odnalazł tu swe miejsce, a emocje pozostawił na kliszy. Niedenthal poznawał Polskę i Polaków fotografując ich. Robiąc zdjęcia w najróżniejszych sytuacjach, począwszy od chwil wzniosłych, jak święta państwowe czy wydarzenia kryzysów społecznych, kończąc na zwykłych momentach, odnoszących się do prozy życia.

W pewnym sensie jego poznawanie nowego domu, a już fotografia na pewno, nabierała swoistego kolorytu, bo i czasy oraz system polityczny na to pozwalał. To wszechogarniająca atmosfera PRL-u uchwycona tak mocno na zdjęciach. Temat zdjęć wyselekcjonowanych w recenzowanym tu albumie aż kipi od tego specyficznego klimatu, atmosfery szarzyzny, na pokaz kreowanego, wyidealizowanego świata, pełnego propagandy i wiecznych niedomówień. A jednak uchwycony na kliszy obraz nabiera kolorytu, ożywa, staje się cieplejszy, przytulny można by rzec, swojski. Swój szczególnie jeśli dotyczy Polaków, a odkryty na nowo, kiedy opowiada losy socjalistycznej zagranicy. Okres ten był sexy, parafrazując Pilcha ze wstępu.

 

Jakub Pawłowski

 

Powrót na górę