Jestem toporny i koślawy w sztuce - Marek Pokrywka

ZADZIWIAJĄCE JEST TO JAK SZTUKA POTRAFI BYĆ UNIWERSALNA W ODCZUCIACH. BALANSUJE MIĘDZY TYM CO REALNE, A NIEREALNE. MIĘDZY TYM CO PRAWDZIWE I NIEPRAWDZIWE, ALE I TAK WSZYSTKO SKŁANIA SIĘ  DO TEGO, ŻE NAJWAŻNIEJSZE SĄ ODCZUCIA NIE TYLE AUTORA, CO ODBIORCY. MAREK POKRYWKA UMOŻLIWIA TO DZIAŁANIE. PROSTA FORMA I MOCNA KOLORYSTYKA TO KLUCZ DO JEGO SZTUKI.

 

Artysta urodził się w 1956 r. w Rzeszowie. Jest absolwentem legendarnego liceum plastycznego w Jarosławiu, a także studiów w zakresie wychowania plastycznego na lubelskim UMCS pod kierunkiem prof. Mariana Stelmasika, a także studiów na krakowskiej ASP w zakresie scenografii pod skrzydłami prof. Jerzego Skarżyńskiego. Jest więc malarzem, rysownikiem, ilustratorem książek oraz scenografem teatralnym i łączy te dziedziny w jedną całość, uznając przy tym, że są one niejako przedłużeniem jego działalności artystycznej. Już jesteśmy przyzwyczajeni do tego typu podejścia do sztuki, zarówno obierając dziedziny jej praktykowania, jak i samego wydłużania jej istnienia. To przecież starszy brat bohatera niniejszego artykułu, Janusz, o którym mieliśmy zaszczyt pisać niemal dokładnie rok temu, uprawia taki właśnie artyzm. Obaj też oscylują wokół abstrakcji, więc można by uznać, że stylistycznie są identyczni. Na tym kończą się podobieństwa.

pokrywka1

BALANS MARKA POKRYWKI PO SZTUCE

Artysta podkreśla, że lubi szybko pracować. Jest jednak szkopuł w tym działaniu. Musi mieć absolutną ciszę, najlepiej puste pomieszczenie, albo człowieka, który jak on pochłonięty jest tylko samą pracą. Spod jego ręki wychodzą dzieła mocno nasączone kolorystyką, którą specjalnie podbija by spowodować jeszcze dobitniejszy odbiór. Forma jest prosta, lecz podkreśla, że była pierwsza. Ma ona związek z rysunkiem, który interesował go na samym początku, od którego wszystko się zaczęło. Marek Pokrywka szuka inspiracji w otaczającym nas świecie, sytuacji, szczególnie zwracają jego uwagę. Uwielbia naturę, jak np. ptaki, drzewa, domy – motywy często przewijające się w jego twórczości. Podkreśla swoje korzenie ludowe, lecz co ciekawe, zdaje sobie sprawę, że ta jego ludowość ma formę „koślawą” ale nie ma zamiaru jej zmieniać. Dziś Marek Pokrywka jest profesorem uczelnianym na kierunku plastycznym. Bardzo lubi pracować z młodymi. Mówi, że otrzymuje co rusz od nich impuls i to pozwala mu się spełniać jako pedagog i artysta. Jak każdy, którego pasją jest sztuka, ma swoich inspiratorów. Dla Pokrywki nieodmiennie jest to Van Gogh, Chagall czy Tarasewicz, twórcy charakteryzujący się niezwykłą kolorystyką swych prac.

pokrywka2

PRYMITYWIZM

Termin, jak ten powyżej, kojarzyć się nam będzie z czymś pejoratywnym. Tymczasem Marek Pokrywka nie widzi w nim nic zdrożnego. Więcej, powtarza, że im bardziej prymitywny i toporny, tym lepiej. Chętnie widziałby się w czasach prehistorycznych uprawiając sztukę. Twierdzi, że sztuka z tamtej epoki odzwierciedlała odczucia z głębi, z duszy, a więc z obszarów najważniejszych. Zupełnie nie obraża się kiedy ktoś waży się określić jego prace jako dziecinne, jakby wyszły z wielkiego brulionu przedszkolaka. Przeciwnie, bardzo by chciał malować jak dziecko. Tu zwraca uwagę na emocje jakie wyzwalają się u najmłodszych, ich prawdziwość, niekłamana szczerość oddawania szczegółów jakie podpowiada im umysł. Takie podejście do sztuki wyraża również w scenografii, chociaż też liczy się układ sceny, wymiary, to czy w danym miejscu zmieści się instalacja, oczywiście w jakiej formie i rozmiarze. Można rzec, że jest typem „inżyniera”, który w sposób klarowny i zrozumiały, dla siebie przede wszystkim, tworzy dzieła scenograficzne, aby w jasny sposób korespondowały z dziełem scenicznym. Różnica między malarstwem a scenografią według Marka Pokrywki jest następująca: malarstwo to płaszczyzna, z kolei scenografia to przestrzeń, którą trzeba wypełnić, w którą trzeba się wgryźć.

pokrywka3

I NA KONIEC

Marka Pokrywkę poznałem w Sołonce w trakcie tygodniowego pleneru artystycznego zima 2013 r. Któregoś dnia wybraliśmy się na wycieczkę w zaspach po kolana. Szliśmy szlakiem turystycznym, który kilka miesięcy temu przygotowałem na potrzeby wiejskiego muzeum. Na jednym z drzew namalowałem biało-czerwoną flagę. Chyba tylko dla siebie, małą, kilkucentymetrową, niemal niewidoczną. Marek ją wychwycił i na jednej z dwóch stworzonych wtedy obrazach, odszukałem ją na pniu namalowanego przez niego drzewa. Artysta to też baczny obserwator.

pokrywka4

LEON SZPUNAR

Powrót na górę