Fot. Archiwum Antoniego Kota Fot. Archiwum Antoniego Kota

ANTONI KOT - KONSERWATOR ZABYTKÓW, ARTYSTA, MALARZ - WYBITNY

ARTYSTA, MALARZ, KONSERWATOR NAJBARDZIEJ ZNANYCH ZABYTKÓW W NASZYM KRAJU. OD PODHALA AŻ PO BAŁTYK JEGO PRACE, ODRESTAUROWANE MEBLE, REKONSTRUKCJE ZAMKÓW SĄ ZNANE I PODZIWIANE. ABSOLWENT ASP W KRAKOWIE, KTÓRY DOKONAŁ RENOWACJI OKIEN I WITRAŻY NA SAMYM ZAMKU W MALBORKU. POCHODZĄCY Z NASZYCH STRON, A DOKŁADNIE Z PRZEWORSKA. WYBITNY ANTONI KOT.

 

Czy pasja do malarstwa była w Pana sercu od zawsze? Jak rozpoczęła się przygoda ze sztuką?

Malarstwo to nie hobby, tego się nie wybiera, tak jak się nie wybiera alergii. Działania plastyczne w dzieciństwie osoby przeciętnie wrażliwej, z wyobraźnią, to reakcja na bezsilność, niedostatek, brak zrozumienia (to czego mi brakuje, to sobie narysuje). Otoczenie wmówiło mi, że powinienem robić to bardziej profesjonalnie, toteż bez wielkiego oporu znalazłem się w Jarosławskim Liceum Sztuk Plastycznego, była tu naturalna zlewnia tych dolegliwości w tym rejonie. Piękne przygody i piękne przyjaźnie, tam też wdrukowano mi marzenie studiowania na Krakowskiej ASP. Na szczęście na ASP był Wydział Wzornictwa Przemysłowego, gdzie ze swoim „mało kudłatym rysunkiem i obrazami” zdałem niestety za pierwszym razem. Wydział wzornictwa to też piękne przygody i przyjaźnie. Zwłaszcza z profesorem Andrzejem Pawłowskim, który nauczył mnie istoty projektowania i opowiedział o dziejach Bohemy Krakowskiej od wyzwolenia po współczesność.

a kot 2

Konserwowanie zabytków to niezwykle żmudna ale przede wszystkim ciężka praca…

Konserwacja zabytków to nie pasja, ale pragmatyzm tamtego okresu, kiedy wchodziłem w życie zawodowe. Projektowanie w naszym kraju to zajęcie niszowe, ponieważ wszystko mamy chińskie. W konserwacji potrzebna jest cierpliwość leniwca i nie da się tego pogodzić z moim ADHD. Po osiedleniu się w Krakowie na stałe (duży rynek tej pracy) pobudowałem odpowiednie obiekty, gdzie ja i moi koledzy o podobnych dolegliwościach, możemy sprostać wyzwaniom konserwacji i odbudowy obiektów stylowych. Dzięki współpracy z prężnymi firmami konserwatorskimi mogłem uczestniczyć w pracach renowacyjnych i rekonstrukcyjnych na terenie całego kraju. Katedra kielecka, lubelska, radomska, łowicka, bazylika miechowska, kościoły krakowskie, okna i witraże na zamku malborskim – to niektóre z obiektów, przy których pracowałem. Dużą częścią mojego zawodowego życia były też nowe polichromie na Podhalu, w Krakowie i na Kielecczyźnie.

Tworzy Pan wspaniałe meble, rekonstruuje zabytkowe elementy wystroju wnętrz. Nie jest to zajęcie typowe i codzienne…

Rozległą dziedziną, która mnie też pochłonęła jest konserwacja i rekonstrukcja mebli. Zaczęło się od współpracy z muzeami regionalnymi, a skończyło na wykonywaniu kopii mebli na rynek niemiecki - bardzo wymagający np. tego, żeby obiekty te nie różniły się od oryginałów. Na szczęście miałem do dyspozycji wysokiej klasy meble do zakonserwowania, więc było się na czym wzorować, by móc opanować to rzemiosło. Bardzo rozległa to dyscyplina, gdyż meble te, przeważnie pałacowe - intarsjowane, inkrustowane, a na końcu politurowane wymagały wielu gatunków odpowiedniego drewna, własnych grubych fornirów i oczywiście korpusów wykonanych według sztuki danej epoki i regionu. Sekreterę, szafę, biurko wysokiej klasy pałacowej wykonuje się kilka miesięcy, sama politura i montaż okuć to kilka tygodni. Obcowanie z drewnem, rozpoznawanie go po usłojeniu i zapachu bez analizy dendrologicznej to piękne doznanie (zazdrośćcie urzędnicy), dlatego też w stolarni mając do dyspozycji partyturę w głowie, lub w postaci rysunku technicznego czuję się jak w sali koncertowej. Drobne koncerty lubię też wykonywać dłutem przy pracach snycerskich.

Pana obrazy można zobaczyć na terenie naszego kraju ale i całego świata. Oprócz malarstwa ogromną pasją Pana są pociągi…

Mając ręce zawsze przyozdobione jakąś farbą lub pigmentem jestem o krok od malarstwa sztalugowego. To był zawsze sposób na dodatkowy zarobek, lub niepokojenie otoczenia. Inspiracją do tzw. swoich tematów w malarstwie sztalugowym jest ludzka mądrość lub głupota, czasem moja. Często tematem są motywy kolejowe - nie mogę się uwolnić od tego piękna i logiki. Przyznam się też, że od zawsze jestem modelarzem kolejowym. Makieta kolejowa to też fragment lepszej rzeczywistości. Obrazek powstaje najpierw w głowie, noszę go tam czasami długo, lub gotowy jest natychmiast. Taki gotowy projekt moja ręka drukuje bardzo szybko. Maluję wszystkimi technikami, jednak najbardziej polubiłem tę najszybszą i bezzapachową, czyli akrylową. Z niektórych obrazków jestem w miarę zadowolony, nad niektórymi muszę jeszcze popracować. Chcę dociągnąć do około stu i jakoś tam pokazać. Mam możliwość wykonania blejtramu i ramy o dowolnym kształcie, więc trochę się tym pobawię.

Rozmawiała MAŁGORZATA LEŚNIAREK

 

Powrót na górę