MIĘDZY DREWNEM DŁUTEM CZERNIĄ I BIELĄ

BOHATERKA NINIEJSZEGO ARTYKUŁU TO MŁODA ARTYSTKA, SYLWIA ZAWIŚLAK, POCHODZĄCA Z OLIMPOWA MIĘDZY ROPCZYCAMI A WIELOPOLEM SKRZYŃSKIM. JEDNAKŻE CAŁĄ SWĄ KARIERĘ ARTYSTYCZNĄ ZWIĄZAŁA Z RZESZOWEM, GDZIE UKOŃCZYŁA STUDIA NA WYDZIALE SZTUKI PRZY UNIWERSYTECIE RZESZOWSKIM. SPECJALIZUJE SIĘ W GRAFICE, LECZ W NIETYPOWY SPOSÓB.

Na czym polega nietypowość w podejściu do sztuki Sylwii Zawiślak? Rodzaj sztuki, którą uprawia. Na pierwszy rzut oka powinniśmy ją określać jako rodzaj rzemiosła, choć ono też osiąga artystyczny wymiar. W tym przypadku mówimy w 100% o artyzmie. Zawiślak para się linorytem. Jest to technika graficzna, którą zestawia się z technikami druku wypukłego. W linorycie uzyskuje się odbitki, które odciska się na różnego rodzaju materiale. Odbitki powstają z formy, którą wcześniej się przygotowuje. I to jest właśnie kwintesencja tego gatunku sztuki: materiał, na którego powierzchni, używając różnego kalibru dłut, uzyskuje się pożądany obraz. Ten zaś nanosi się na wspomniany wyżej materiał typu płótno czy papier przy pomocy tuszu. Tą nietypową techniką Zawiślak zainteresowała się na studiach, gdzie wybrała specjalizację graficzną pod kierunkiem prof. Krzysztofa Skórczewskiego i dr Łukasza Cywickiego. Co ciekawe, wcześniej nie ukończyła żadnej szkoły średniej, która miałaby ją przygotować do studiów wyższych z dziedziny sztuki. Zawiślak była samoukiem i sugerowała się tym, co powiedzieli zaufani ludzie, a także tym, co grało jej w duszy. „Od zawsze” zakochana w Chagallu, próbowała pogodzić swój świat artystyczny z tym, który propagował w swej twórczości ulubiony artysta. Jeszcze dzisiaj Sylwia powtarza, że chciała pogodzić ze sobą dwa światy – realny z abstrakcyjnym. W tej materii pomocny był, wspomniany już, Marc Chagall.

zawislak

W ŚWIECIE BAŚNI I LUDOWOŚCI

Tak, jak technika, w której praktykuje, Sylwia Zawiślak jest charakterystyczna. Charakterystyczny jest też temat. Otóż młodą artystkę inspiruje świat realny i nierealny w postaci starych baśni i legend, przypowieści i klechd, które były i są nadal obecne w polskim folklorze. Zawiślak idzie jednak dalej, bowiem sięga do tematu życia codziennego, duchowego i magii Słowian z okresu przedchrześcijańskiego, a także zaraz po przyjęciu chrztu, ale jednak z zachowaniem dawnych wierzeń i zwyczajów. Zawiślak dostrzega, że w folklorze jest ten specyficzny wytrych do zagadnień związanych z duchowością słowiańską. Wie, że często deprecjonowane, wyśmiewane i powoli określane jako niemodne, folkowe zwyczaje, uchwytne na przeglądach grup tanecznych, śpiewaczych i obrzędowych, to jednak kwintesencja tego, co było wiele wieków temu. Stąd też zainteresowanie tematem obrzędów, starych praktyk magicznych, przypowieści, ludowych bajęd i porzekadeł. W twórczości Zawiślak często występują takie postaci jak: Mamuna, Topielec, Latawiec, Rusałka, Południca, Marzanna… To tylko kilka z wielu, znanych z mitologii słowiańskiej, ale też z tzw. mitologii polskiej, którą spisywał Jan Długosz i inni kronikarze doby średniowiecza i renesansu. To też niezłe zestawienie, bowiem linoryt wtedy właśnie przeżywał lata świetności. Zawiślak zdaje sobie z tego sprawę i mamy oto powrót do starych tematów, a jednocześnie do starego gatunku sztuki.

zawislak2

CZY SZTUKA JĄ ZAWODZI?

Temat zestawienia folkloru ze słowiańską obrzędowością i życiem duchowym to nie jedyny, jaki figuruje w zainteresowaniach Sylwii. Wartym podkreślenia jest cykl linorytów odnoszących się do tematyki ginących zawodów, jak np.: zabawkarz, zdun czy kołodziej. Sylwii poszukiwania dziejów dawnych ewoluują. Podobnie, jak stworzony przez nią kalendarz z przedstawieniami poszczególnych miesięcy, inspirowanymi stereotypami ludowymi w patrzeniu na pory roku i miesiące. Interesujące, że w stworzonym przez nią kalendarzu, brakuje lipca. Dlaczego? Bo wówczas „sztuka ją zawiodła”, a ponieważ tak się jej to hasło spodobało, ot tak dla artystycznego nieładu, dla efektu, pozostawiła puste miejsce. Być może kiedyś domaluje lipiec. To jednak pozostawmy samej zainteresowanej, podobnie jak i przyczynę tego dlaczego sztuka ją zawiodła. Sylwia Zawiślak jest rozpoznawalną artystką w rzeszowskim środowisku. Świadczy o tym fakt, że stosunkowo często można ją spotkać na wernisażach prac, których jest autorem. Nie tak dawno zobaczyć ją można było w klubie „Drukarnia” – właśnie z „dziurawym” kalendarzem. Niebawem, bo 16 grudnia odbędzie się wystawa z jej udziałem w Muzeum Etnograficznym w Rzeszowie. W 2015 r. zdobyła pierwszą nagrodę na międzynarodowym konkursie w Katowicach, gdzie wygrała nawet ze swoim mistrzem od linorytu, dr Łukaszem Cywickim… Potem posypały się inne, ale też uczestnictwo w krajowych i zagranicznych wystawach – Rumunia, Węgry, Włochy i Japonia. Odnosząc się jeszcze do sformułowania o sztuce, która zawodzi… Może był to chwilowy brak weny, który zaakcentowany został do tego stopnia, że lipiec nie został stworzony, a pomogła w tym wrażliwość Sylwii. Chyba tak. Nic to jednak odkrywczego jeśli stwierdzimy, że jednak sztuka ją nie zawodzi.

zawislak3

JAKUB PAWŁOWSKI

Powrót na górę