Fot. Mosive Agency Fot. Mosive Agency

MOTOCYKLE - pasja która nie przeminie nigdy

DLA ROBERTA SADOWY JAZDA NA MOTOCYKLU JEST PASJĄ, KTÓREJ POŚWIĘCA SERCE I DUSZĘ. POCZĄTKI TEGO ZAMIŁOWANIA NARODZIŁY SIĘ KIEDY MIAŁ OKOŁO 13 LAT. WTEDY TO PO RAZ PIERWSZY WSIADŁ NA MOTOCYKL KOMAR SPORT, KTÓRY NALEŻAŁ DO JEGO DZIADKA. Z BIEGIEM LAT POJAWIAŁY SIĘ CORAZ TO INNE MODELE, AŻ NAGLE POZOSTAŁA JEDYNIE MIŁOŚĆ DO MOTOCYKLI. PO DŁUGIEJ PRZERWIE ZNÓW WSIADŁ NA MOTOCYKL. I OD LAT WIERNY JEST JUŻ TYLKO HARLEYOWI DAVIDSONOWI.

 

Zaczęło się od fascynacji motocyklem dziadka, później miał Pan kolejne motocykle: WSK, Javę, Mz, ETZ, i nagle nastąpiła przerwa w jeździe na jednośladzie. Co się stało? Wypadek i złe wspomnienia?

- Nie, po prostu zaczęło się normalne życie: praca, rodzina. Ta przerwa trwała aż 15 lat. Ale nigdy nie przestałem myśleć o motocyklach. Te lata poświęciłem tylko rodzinie, żeby później wrócić do tego, co bez reszty mnie interesuje, pasjonuje, wciąga.

Kiedy ta pasja powróciła?

W 2006 roku kupiłem cięższy motocykl o pojemności 800. Szybko wymieniłam go na kolejny i w przeciągu roku przeskoczyłem na motor o pojemności 1800. I od tego motocykla na dobre w to  brnąłem. Poznałem kilku chłopaków i wspólnie zaczęliśmy jeździć w Bieszczady. Tak dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie, że postanowiliśmy założyć pierwszy w Rzeszowie klub motocyklowy. Dwa lata później zaczęliśmy organizować pierwsze zloty, imprezy.

A kiedy przesiadł się Pan na wymarzony motor czyli Harley Davidson?

W 2011 roku po raz pierwszy wsiadłem na Harleya i już po chwili wiedziałem, że muszę sobie taki motocykl sprawić i tak się też stało. Obecnie posiadam dwa motocykle tej marki. Tak jak większość miłośników tych maszyn należę do elitarnego klubu H.O.G. (Harley Owners Group) zrzeszającego ponad milion posiadaczy tych wyjątkowych maszyn na świecie.

Co takiego daje Panu przynależność do tego klubu?

Przede wszystkim poznanie wielu sympatyków, miłośników tych motocykli na całym świecie. W tym klubie nie ma dziwnej polityki tylko czysta pasja. Nie ma podziału tak jak w innych klubach czy na motocyklu siedzi kobieta czy mężczyzna.

Gdzie się spotykacie?

Jeździmy wspólnie na zloty po całej Europie. Jest ich w sezonie bardzo dużo, nawet co tydzień, więc wiadomo, że nie możemy być wszędzie.  Każdy z nas pracuje, czymś się zajmuje. Ale staramy się bywać na tych najważniejszych jak choćby na Faaker See w Austrii gdzie przyjeżdża około stu tysięcy Harleyów. Jeździmy także na zloty np. na Węgry, Chorwację, Ukrainę. No i oczywiście dużo jeździmy po Polsce: na Hel, do Krynicy czy Kalwarii Pacławskiej.

Motocykle, ubiór, częste wyjazdy – to sporo kosztuje. Jest to pasja, na którą nie każdy może sobie pozwolić.

Są wśród nas takie osoby, które odkładały na tą pasję całymi latami, kupili motocykl i wciąż  liczą każdy grosz, bo jazda z jednego zlotu na drugi kosztuje. Ale są też osoby majętne, które spełniają  swoje marzenia.

Czym się Pan zajmuje na co dzień?

Prowadzę salony meblowe oraz hurtownie półproduktów akcesorii meblowych. Placówki mojej firmy rozsiane są na Podkarpaciu, więc wsiadam na motocykl i jeżdżę z jednej do drugiej.

Jak pracownicy firmy patrzą na Pana pasję – szef na Harleyu zamiast w Mercedesie?

Myślę, że już się przyzwyczaili.

A rodzina toleruje częste wyjazdy?

Rodzina również często ze mną podróżuje. Pakują się w auto i podążają za mną na rożne imprezy. Ale przyznaje, że w większości są to imprezy w których biorą udział tylko mężczyźni, a więc męskie towarzystwo. Jak to bywa mamy tylko jeden temat rozmów – motocykle.

Zdarza się Panu wsiąść na motocykl i pojechać po prostu przed siebie?

Oczywiście, że tak. Na przykład w ubiegłym roku pojechałem do Malborka, później do Trójmiasta. Tam odwiedziłem kolegę, również zapalonego motocyklistę. Wspólnie pojeździliśmy po Kaszubach. Następnie wróciliśmy do Sopotu. On tam został, a ja pojechałem jeszcze do Szczecina i wróciłem z powrotem przez zachodnią Polskę.

Ile najdłużej jechał Pan motocyklem?

Bywało, że nawet 11 godzin. Krótka przerwa na tankowanie i w drogę.

Zdarzył się Panu jakiś poważny wypadek?

Motocyklem jeżdżę już tyle lat i muszę przyznać, że miałem tylko jedną stłuczkę i to nie z mojej winy. Wymuszenie samochodowe. Przeleciałem przez auto. Ja trochę się potłukłem ale motor nadawał się do kasacji. Każdy motocyklista ma taki instynkt, że po wypadku natychmiast łapie się za zapięcie od kasku. I jak ściągnie go, to znak, że nic poważnego się nie stało. Po tym zdarzeniu, a minęło już parę lat, wciąż włącza mi się taki hamulec - jak zbliżam się do skrzyżowania zwalniam do minimum.

Jako rzeszowski klub Ronin Riders chętnie bierzecie udział w rożnych akcjach mających na celu ratowanie życia. Skąd taka potrzeba?

Staramy się pomagać każdemu, kto tej pomocy potrzebuje i komu możemy pomóc. Organizujemy rożne zbiórki, mamy kontakt z RCKiK Rzeszów, który jak potrzebuje danej krwi informuje nas, a my apelujemy do motocyklistów i jest błyskawiczna reakcja. Po prostu lubimy pomagać.

Na otwarcie i zamknięcie sezonu motocyklowego w Kalwarii Pacławskiej przyjeżdżają setki miłośników motocykli. Jest ich z roku na rok coraz więcej. Też Pan ma takie wrażenie?

Trudno mi powiedzieć ilu nas jest, ale na pewno są to już tysiące osób. Widać to właśnie w Kalwarii gdzie na zakończenie sezonu 2015 zjechało nas ponad dwa tysiące motocyklistów. Cieszy mnie taki fakt.

Wielu z Was przyjedzie zapewne do Millenium Hall już 21 i 22 maja. Będzie bowiem okazja do zobaczenia, a nawet przejechania się wyjątkowymi modelami Harleya.

Dokładnie. Do Rzeszowa po raz pierwszy przyjedzie firmowy truck Harley-Davidson wypełniony najnowszymi modelami. Do bezpłatnych testów będzie ponad 20 maszyn - od zwinnych, miejskich motocykli z rodziny Sportster i buntowniczych Dyna, poprzez klasyczną linię Softail i moc modeli VRSC aż po wielkie krążowniki turystyczne z serii Touring. Imprezę mamy zamiar rozpocząć paradą około trzydziestu motocykli Harley-Davidson. Ponadto będzie można zobaczyć prywatne motocykle, zapytać o szczegóły, wymienić doświadczenia. Serdecznie zapraszam wszystkich miłośników motocykli, tych obecnych i przyszłych.

Do zobaczenia zatem na placu eventowym Millenium Hall. Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała KATARZYNA MICAŁ

 

Powrót na górę