Fot. Jacek Deneka z Ultra Lovers Fot. Jacek Deneka z Ultra Lovers

KAMILA WRÓBEL: „DLA MNIE BIEGANIE JEST CZYMŚ, CZEGO CHYBA NIGDY NIE BĘDĘ W STANIE OPISAĆ…"

ROZMOWA Z KAMILĄ WRÓBEL, BIEGACZKĄ, PASJONATKĄ, MOTYWATORKĄ, KTÓRA MA JUŻ NA KONCIE OSOBISTE SUKCESY I APETYT NA WIĘCEJ.

 

Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z bieganiem? Pamiętasz jeszcze rzeczywistość przed tym, kiedy bieganie stało się Twoją pasją?

Biegać zaczęłam ponad 4 lata temu. Po urodzeniu pierwszego dziecka sporo ćwiczyłam w domu przed TV – były to dosyć ciężkie plany treningowe, które wylewały siódme poty, a już wtedy ich ukończenie było porównywane do przebiegnięcia maratonu. Moja mama, jako zapalona biegaczka, namawiała mnie, żebym spróbowała. Długo się opierałam, aż po jej urodzinach obiecałam wspólny marszobieg jako formę aktywnego spędzenia czasu z mamą. Zdziwiona byłam, jak lekko nam poszło. Nie zauważyłam nawet kiedy pokonałyśmy dystans 8 km, a ja miałam apetyt na więcej. Pamiętam bieganie jeszcze z podstawówki, gdzie na ocenę celującą trzeba było przebiec 6 okrążeń na stadionie. A jak wyglądało moje życie przed bieganiem? Wcześniej nie przepadałam za tą formą ruchu – wolałam rower, fitness, a bieganie zawsze wydawało mi się bardzo męczące. I tutaj się nie myliłam, bo oczywiście jest męczące, ale zmieniło się moje nastawienie do odczuwania wysiłku. Zmęczenie stało się dla mnie czymś bardzo przyjemnym, wręcz budującym. Wcześniej byłam osobą często narzekającą i niezadowoloną z siebie. Borykałam się też z problemami dotyczącymi niskiej samooceny oraz akceptacji własnego ciała. To było przed bieganiem i mam nadzieję, że ten rozdział dzięki mojej pasji już dawno zamknęłam.

Najbardziej męczącym dla Ciebie biegiem był…?

Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo każdy bieg jest inny i zależy od wielu czynników, jak ukształtowanie terenu, suma przewyższeń, pogoda, no i przede wszystkim dystans. Jednak to ostatnie coraz mniej ma dla mnie znaczenie. Taki, który szczególnie utkwił mi w pamięci i wycisnął ze mnie oprócz potu łzy wdzięczności, to 1. edycja TRIADY w 2016 roku, czyli etapowego biegu górskiego w Krościenku nad Dunajcem, jeszcze wtedy rozgrywanego tylko na dystansie 105 km. Był to mój pierwszy sezon startów w biegach ultra i dosyć intensywny, bo zaliczyłam w nim stosunkowo ciężkie biegi (Bieg Rzeźnika, Bieg 24 h, Triada). Polegał on na tym, że w ciągu dwóch dni trzeba było ukończyć 3 biegi: 63 km startujący o 4 w nocy, 11 km, czyli bieg nocą i na drugi dzień 32 km po sporych górkach. Pamiętam w Polsce przychodziły wtedy pierwsze fale upałów po 35 stopni, więc doskwierał duży gorąc, trzeba było pilnować nawadniania. Punkty żywieniowe były oddalone od siebie na tyle daleko, że zdarzały się momenty, gdy brakowało wody. Dodatkowo źle odczytałam oznaczenie trasy i zamiast zbiegać już do mety, zaczęłam biec dodatkową pętlę. Kiedy zbiegłam do znajomego już miejsca (pamiętam była to Ochotnica Dolna) zadzwoniłam do organizatorów, którzy poinformowali mnie, że jedynymi rozwiązaniami jest albo próbować dotrzeć do mety asfaltem, nadrabiając 18 km albo wdrapać się na tą górę jeszcze raz 8 km. Miałam wtedy w nogach około 55 km – czułam się bezradna, ale wiedziałam, że się nie poddam i nie zrezygnuję. Udało mi się dotrzeć z powrotem na trasę, czyli górę Lubań. Mimo nadrobionych kilometrów, będąc już na szczycie, popłakałam się, czując zmęczenie, ale i wdzięczność dla samej siebie za wysiłek i za to, że pokonałam trudności. Ten moment zawsze będzie dla mnie wyjątkowy, bo metaforycznie obrazuje, jaką drogę pokonałam nie tylko w biegu ale i w życiu.

Trzy słowa, którymi opisałabyś emocje towarzyszące tuż przed dobiegnięciem do mety, to…?

Motyle w brzuchu (to już chyba są trzy słowa ;)), wdzięczność oraz żal, że to już koniec :) Zawsze, dobiegając do mety, powtarzam: wszystko co dobre szybko się kończy :) Dla mnie bieganie jest czymś, czego chyba nigdy nie będę w stanie opisać – mnóstwo uczuć i myśli, wszystko wiruje przed oczami: treningi, przygotowanie, ból, poświęcenie, satysfakcja, ludzie – istny kocioł.

k wrobel 2

Jak według Ciebie wypada Rzeszów na tle innych polskich miast pod względem imprez biegowych? Jest ich za dużo? Za mało? Czy są odpowiednio zorganizowane?

Rzeszów z pewnością daje radę. Nie mamy zbyt wiele imprez biegowych, ale to akurat nie jest problemem, biorąc pod uwagę, to ile imprez biegowych odbywa się w całym kraju co weekend. Kalendarze pękają w szwach, a biegacze często mają problem, którą imprezę wybrać, bo terminy się pokrywają. Z drugiej strony te, które odbywają się w Rzeszowie, jak Ultramaraton Podkarpacki, półmaraton czy maraton Rzeszowski, SkyRun to wydarzenia, za których organizacją stoją niesamowici ludzie, biegacze tworzący je z pasją, zaangażowaniem i poświęceniem. Uwielbiam biegać w naszym mieście – mimo tego, że odczuwam wtedy większą presję, to i tak te emocje są tego warte. Rzeszów ma świetny potencjał pod względem uprawiania sportu i cieszę się, że coraz więcej osób to dostrzega i wykorzystuje ten fakt. To, co widać w innych miastach, a nie do końca u nas, to kibice – mówię tutaj o imprezach ulicznych. W Krakowie, Warszawie czy nawet Sobótce kibiców na trasie jest cała masa – krzyczą, dopingują, grają na bębnach, tańczą i przygotowują transparenty. W Rzeszowie często na trasie przechodnie dziwią się „co tu robią ci wariaci” :) Jednak z roku na rok świadomość wzrasta. A w Rzeszowie kibice, chociaż jest ich mało, są jedyni w swoim rodzaju – ich doping niesie do mety jak na skrzydłach. Liczy się jakość, a nie ilość :)

Najważniejsza rzeszowska impreza biegowa to według Ciebie?

Uwielbiam biegi ultra, czyli te na dystansie ponadmaratońskim (42 km), w których biega się po lasach, górach, nieutwardzonych nawierzchniach, dlatego moje serce zostanie przy Ultramaratonie Podkarpackim. Miałam tę przyjemność i zaszczyt uczestniczyć w nim zarówno jako zawodnik, wolontariusz, a w tym roku również jako organizator. Dzięki temu mogłam zobaczyć, jak wiele osób zaangażowanych jest w takie przedsięwzięcie oraz ile czasu trwają przygotowania do imprezy, która wykracza poza granice miasta i przebiega przez miejsca często trudno dostępne. Logistyka jest tutaj kluczowa, wszystko dopięte na ostatni guzik. Tutaj należą się słowa uznania dla organizatorów i wolontariuszy, bez których nie mielibyśmy jedynej imprezy ultra na Podkarpaciu. To już niemalże święto rzeszowskich „Ultrasów”, czyli biegaczy długodystansowych. To jedyna okazja, żeby przebiec w zależności od wybranego dystansu 30, 50, 70, 115 km na swoim terenie wśród znajomych z treningów. Lubię też Półmaraton Rzeszowski – to dosyć „szybka”, asfaltowa impreza, która co roku gromadzi rzesze biegaczy. Trasa jest bardzo przyjemna, prowadzi przez bulwary, Most Zamkowy i wokół Rynku. Dzięki takiemu poprowadzeniu biegu, kibice mają dużo możliwości spotkać zawodników, poruszając się w obrębie Mostu Zamkowego, Millenium Hall i Alei pod Kasztanami. To moje dwie rzeszowskie perełki biegowe.

Czy jest coś, co byłoby w stanie spowodować, że postanowiłabyś zerwać z bieganiem?

Na ten moment nie :) Kiedyś myślałam, że może kolejna ciąża wykluczy mnie na pewien czas z biegania. Na szczęście wszystko przebiegało pomyślnie, zarówno ja, jak i dzidziuś czuliśmy się rewelacyjnie w biegowym duecie, więc miałam możliwość biegać całą ciążę, nie zmniejszając miesięcznego kilometrażu, jedynie obniżając intensywność. Bieganie stanowi ważny element mojego życia, więc treningi są dla mnie priorytetem – zawsze znajduję na nie czas. Dlatego o zerwaniu z bieganiem nie ma mowy – gdyby kontuzja lub sytuacja losowa spowodowała, że na jakiś czas musiałabym przerwać swoją pasję, to jestem pewna, że szybko znalazłabym chwilowe zastępstwo w postaci innej aktywności. Jestem osobą bardzo aktywną, z masą energii i nie potrafię usiedzieć w miejscu, dlatego ciężko mi wyobrazić sobie taką sytuację. Moja rodzina jest dla mnie niesamowitym wsparciem – dzieci przyzwyczajone są do mamy w stroju biegowym i uwielbiają to, że rodzice wygrywają dla nich medale. Oboje z partnerem mamy napięte plany treningowe, dlatego poukładanie grafiku dnia, w którym będzie czas na rodzinę, pracę, obowiązki domowe, przyjaciół i treningi wymaga sporych umiejętności logistycznych.

Twój największy biegowy sukces?

A mogę mieć dwa? :) Jednym z nich to zdobycie 1. miejsca wśród kobiet niezrzeszonych (bez licencji Polskiego Związku Lekkiej Atletyki) w Biegu 24h w Krakowie w 2016 roku. Jego specyfika i trudność polega na tym, że przez 24 h biega się po pętli, starając się pokonać jak największy dystans. Tutaj ważna jest szczególnie głowa, ciężko jest utrzymać motywację, biegając w kółko przez 24h.  Był to mój debiut w tego rodzaju zawodach, na których udało mi się przebiec 174 km w ciągu doby. Drugi sukces, dla mnie szczególny, to zdobycie 1. miejsca wśród kobiet i tym samym 7. miejsca w klasyfikacji generalnej w Ultramaratonie Podkarpackim na dystansie 116 km w maju 2018 roku. Tak jak wspomniałam, jest to dla mnie wyjątkowe zwycięstwo z wielu powodów: biegłam u siebie, spotkałam się z niesamowitym wsparciem od kibiców i, co najważniejsze, zupełnie nie spodziewałam się takiego wyniku. Niespełna 11 miesięcy temu urodziłam drugie dziecko i osiągnięcie formy, która daje mi możliwość konkurować z tak znakomitymi biegaczami, na tak wymagających dystansach, jest dla mnie czymś, w co nawet dzisiaj trudno mi uwierzyć.

Jaki najdłuższy dystans udało Ci się pokonać?

Było to 174 km podczas Mistrzostw Polski w biegu 24h w Krakowie, po pętli 3,5 km.

Jakich wskazówek udzieliłabyś komuś, kto ma zamiar po raz pierwszy wystartować w maratonie na dłuższym dystansie?

Wierzę w to, że garstka ludzi ma predyspozycje do tego, żeby bez większych przygotowań przebiec, a raczej ukończyć królewski dystans. Ale jeszcze bardziej wierzę w to, że rzetelna praca popłaca i każdy z nas, przy odpowiednim nastawieniu, zdrowiu i zaangażowaniu, jest w stanie to zrobić. Po pierwsze zdrowie jest najważniejsze, więc należy upewnić się, że nasz organizm jest gotowy na podjęcie reżimu treningowego, którego zwieńczeniem będzie ogromny wysiłek, jakim jest przebiegnięcie 42km. Druga rzecz to czas – nie możemy dać sobie 2 miesięcy na przygotowania, bo o ile jest to możliwe, to o tyle jest to nieodpowiedzialnym pomysłem, ponieważ narażamy się na niepotrzebne kontuzje czy też przetrenowanie. Dlatego dajmy sobie kilka, może kilkanaście miesięcy na przygotowania, biorąc pod uwagę nieprzewidziane okoliczności, jak choroby, rodzinne uroczystości, wyjazdy służbowe, które sprawią, że część treningów może wypaść z naszego planu. Ważne jest też odpowiednio dobrać narastające obciążenie, a treningi powinny być zróżnicowane, budując w nas siłę, wytrzymałość, a także szybkość. Radziłabym też uzbroić się w cierpliwość, gdyż jest to długotrwała i żmudna praca, ale nagroda, która czeka po jej wykonaniu, jest jedyna w swoim rodzaju. Często powtarzamy podczas biegów: „ból przemija, chwała trwa wiecznie” i na to trzeba się nastawić. Po przebiegnięciu maratonu stajesz się innym człowiekiem, pewnym siebie, swoich możliwości, swojej siły. Patrzysz na życie z innej perspektywy. Trzeba jednak uważać, ponieważ bieganie uzależnia i jeden sukces biegowy niesie za sobą apetyt na więcej i więcej :)

Twój życiowy-biegowy cel to…?

Moim marzeniem jest propagować i motywować ludzi, szczególnie kobiety, mamy, dzieci, osoby borykające się z depresją czy niską samooceną do aktywnego trybu życia. I to jest mój cel – dawać przykład i stwarzać możliwości do rozpoczęcia przygody z bieganiem. Chciałabym to zrealizować poprzez takie inicjatywy jak parkrun Rzeszów, gdzie jestem koordynatorem, organizowanie aktywnych spotkań dla rodzin połączonych z piknikiem oraz trenowanie z osobami początkującymi, którym zapewnię wsparcie zarówno w postaci motywacji, jak i planu treningowego, którego celem będzie „zaszczepienie” w nich chęci do ruchu. Jestem pewna, że pomysłów będzie jeszcze sporo, a teraz chcę działać w myśl zasady: mniej, ale dokładniej. Mam nadzieję, że każdy znajdzie swoją pasję, obojętnie czy to sport, zbieranie znaczków, gotowanie czy fotografowanie ptaków – ważne, żeby robić to w zgodzie ze sobą, czerpać z tego prawdziwą radość i znaleźć w tym swoją odskocznię i ukojenie. Tego z całego serca życzę czytelnikom D&N. Z biegowym pozdrowieniem  – zabiegana Kelli. Widzimy się na trasie!

Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA

 

Więcej w tej kategorii: « POKOLENIA BBXYZ NA RYNKU PRACY
Powrót na górę