Fot. Artur Kowalczyk Fot. Artur Kowalczyk

INFLUENCER Z RZESZOWA: RAFAŁ JONKISZ @RAFAL_JONKISZ

POCHODZI Z RZESZOWA, MA NA KONCIE TYTUŁ MISTERA POLSKI, ZA POMOCĄ SOCIAL MEDIÓW NIEUSTANNIE ROZWIJA SWOJĄ KARIERĘ, A JEGO KONTO NA INSTAGRAMIE ŚLEDZI PONAD 320 TYSIĘCY OBSERWATORÓW. CO SŁYCHAĆ U RAFAŁA JONKISZA, GOŚCIA (MARZEC 2016) OKŁADKI I WYDANIA DAY&NIGHT?

 

Od zdobycia przez Ciebie tytułu Mistera Polski 2015 minęło już kilka lat, a Ty wciąż jesteś na topie, co niekoniecznie udało się Twoim następcom. Powiedz, jak to robisz? Jaką masz receptę na sukces?

Od zdobycia tytułu Mistera Polski minęły już ponad trzy lata. Przyznam szczerze, że w tym okresie wydarzyło się w moim życiu bardzo dużo... Wydaje mi się, że zasługą tego jest poniekąd fakt, iż podejmuję się każdego wyzwania i zawsze, kiedy tylko pojawia się jakieś ambitny cel na horyzoncie, to staram się go zrealizować.  No i myślę, że jestem też trochę szczęściarzem... często pojawiam się w odpowiednim miejscu
w odpowiednim czasie :).

Nadal spełniasz się akrobatycznie?

Myślę, że określenie spełnienia w akrobatyce jest już dawno za mną... To co miałem osiągnąć - osiągnąłem. Czego miałem się nauczyć - nauczyłem się. Jest to sport, który odcisnął piętno na tym, kim teraz jestem i doprowadził mnie do miejsca, w którym jestem, choć myślę, że teraz przyszedł czas na nowe wyzwania. Oczywiście miłość do akrobatyki nie wygasła i trenuję ją po dziś dzień! Sprawia mi to wielką satysfakcję i frajdę. Zawsze będę do niej wracał bo jest to moja pierwsza miłość.

Opowiedz o nowej marce odzieżowej, której jesteś współtwórcą.

Marzenie o tym, by stworzyć coś takiego, coś swojego, tliło się we mnie dość długo. Myślę, że kilka lat! Tak naprawdę rok temu postanowiłem, że to będzie dobry moment, by zacząć realizować ten cel. Jak się okazało nie sam, bo z podobnym celem pojawił się na horyzoncie dobry kolega, który idealnie pasował nie tylko pod kątem realizacji podobnego celu, ale i dużym pokładem energii, motywacji i czasu. Do tego jest bardzo poukładany i ufam mu, więc jest to wspólnik idealny - mowa o Sebastianie Chłodnickim. Rok pracy nad budową brandu był bardzo ciężkim, ale i przyjemnym okresem, który bardzo dużo mnie nauczył w sprawach formalnych, które na początku przerażają. Dziś z uśmiechem na twarzy przyznaję, że znam się już w kwestiach systemu, który nas otacza. Po przeprawach w sprawach tak zwanej papierologii, przyszedł czas by tworzyć pierwszą kolekcję! Postawiliśmy na polski produkt - szyjemy w Łodzi w trzech fabrykach. Szyjemy z polskich tkanin. Od A do Z można nazwać BALMORA polskim produktem :). Kierujemy tę markę do energicznych, wysportowanych mężczyzn, którzy wiedzą czego chcą, a przede wszystkich chcą się wyróżnić spośród tłumu. Jestem szczęśliwy, że tworzę ten brand i daje mi to satysfakcję. Codziennie rano wstaję z myślą co teraz zrobić lepiej, by jeszcze bardziej rozwinąć skrzydła. Generalnie wszystko to co udało się zrobić dotychczas to wkład nas samych. Oczywiście z pomocą fotografa, grafika czy dziewczyny Sebastiana, która prasowała ciuchy na sesji (śmiech). Tak jak mówiłem, zawsze kiedy pojawia się na horyzoncie ciekawy cel do zrealizowania - podejmuję się go. Tak jest i w tym przypadku! 100% albo nic – tego się trzymam :).

Dużo się u Ciebie dzieje, jesteś również studentem…

Tak, od października jestem studentem na Wyższej Szkole Ekologii i Zarządzania... Studiuję ciekawą specjalizację zarządzania jaką jest e-biznes! Myślę, że była to idealna decyzja w związku z tym, iż stworzyłem swoją markę odzieżową. Tak naprawdę więc, moja praca przy BALMORZE i to jaki kierunek studiuję – uzupełniają się i przez to myślę, że tym bardziej jestem zmotywowany do edukacji i do realizacji i rozbudowy firmy. Super jest być studentem, długo o tym myślałem i dwa lata podejmowałem decyzję. Myślę, że to był strzał w dziesiątkę! Na pewno będę dumny jeżeli odbiorę końcowy pozytywny wyniki na dyplomie. Będę mógł z ręką na sercu przyznać, że ukończyłem studia i coś z nich wyniosłem. Każdemu w moim wieku polecam podjęcie takiej decyzji. Myślę, że jest to dla każdego młodego człowieka rozsądna i dobra decyzja, nawet w tak zawrotnym tempie życia, jakie ja mam na co dzień. Zwłaszcza, że ostatnimi czasy przyszło mi wystąpić w programie telewizyjnym, który wymaga poświęcenia mnóstwa czasu i energii! Na szczęście nagrania są już za mną...

Już wiadomo, że zobaczymy Cię także w najnowszej edycji programu TVN „Agent-Gwiazdy”…

Tak, wystąpię w czwartej edycji programu Agent Gwiazdy i myślę, że decyzja, by wziąć udział w tym programie po propozycji, która do mnie dotarła, to była jedna z ważniejszych decyzji w moim życiu, a miesiąc, który spędziłem w programie myślę, że wiele mnie nauczył.  Wszystko za sprawą tych niesamowitych indywidualności, które pojawiły się w programie. Wszystkie ekstremalne konkurencje,  jakich zaznałem w programie, prawdopodobnie realizowałbym przez najbliższe 10 lat - w programie udało się w miesiąc! Fajnie było poznać osoby, które kojarzę tylko ze szklanego ekranu, takie jak Andrzej Gołota, który również był bohaterem mojego taty (oglądał wszystkie jego walki). Móc uścisnąć jego dłoń, a nawet kooperować w programie, to była niesamowita frajda! Usłyszeć głos Krystyny Czubówny to totalny odjazd, a móc wesprzeć Edytę Górniak w ekstremalnych zdaniach to był zaszczyt :) Pojawiało się oczywiście jeszcze więcej innych niesamowitych osobistości w szeregach programu – myślę, że ta edycja była najbardziej szalona i wyjątkowa z  wszystkich, które dotychczas zostały zrealizowane, a dramaturgia i zwroty akcji, które miały miejsce, to coś co powinien zobaczyć każdy widz interesujący się tego typu reality show!

Muszę zadać także pytanie, na które czeka rzesza Twoich fanek i które zadałam Ci kilka lat temu, podczas pierwszej rozmowy na łamach Day&Night: masz dziewczynę? :)

Tak, pamiętam tę rozmowę i to pytanie, które zresztą często pada. Tak, mam dziewczynę od dłuższego czasu. Jestem bardzo szczęśliwy, ale spokojnie... mimo tego że dzielę się moim życiem prywatnym dość często, to uważam, że są jakieś granice i tak jest też w tym przypadku. Chciałbym żeby ta relacja się rozwinęła w spokoju i harmonii. Kto wie? Może kiedyś powiem więcej :).

Twój Instagram prężnie się rozwinął. Jak wpływa na Twoją codzienność?

Tak, mój Instagram stale się rozwija i przykładam do niego dużą uwagę, choć myślę, że mam do tego dystans traktuję go jako tylko i wyłącznie rozrywkę. Cieszę się, że obserwatorzy dostrzegają wkład i uwagę jaką poświęcam temu, by stworzyć zadowalający dla nich kontent. Jest mi bardzo miło, że śledzą moje życie codzienne, które wydaje się być dla nich interesujące. Staram się cały czas dostarczać im tego, czego chyba oczekują, czyli kulis mojego życia codziennego.

Zdarza Ci się czytać w sieci negatywne komentarze na Twój temat? Jak radzisz sobie z hejtem?

Jeżeli skala tego co robimy jest większa, to oczywiście narażamy się na hejt i negatywne komentarze. Myślę, że już dawno temu sobie z tym poradziłem i w tym momencie jeżeli czytam coś takiego, to tylko i włącznie z przymrużeniem oka i skupiam uwagę jedynie na konstruktywnej krytyce, która może mieć na mnie pozytywny wpływ.

Jak często pojawiasz się w Rzeszowie? Jakie są Twoje ulubione miejsca w naszym mieście, a zarazem Twojej rodzinnej miejscowości?

Niestety ostatnimi czasy coraz rzadziej bywam w rodzinnym mieście… Myślę, że ta przysłowiowa pępowina powoli się odcina, choć nadal bardzo tęsknię za Rzeszowem i zawsze kiedy do niego wracam to tylko
z uśmiechem na twarzy. Muszę nadrobić zaległości!

Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA-SĄDEK

Powrót na górę