Fot. Paweł Olearka Fot. Paweł Olearka

MODA BASI OLEARKI

BASIA OLEARKA W MODZIE DZIAŁA OD LAT. POKAZY MODY POD JEJ SZYLDEM TO PRZEMYŚLANE PRZEDSIĘWZIĘCIA, A JEJ KOLEKCJE WYRÓŻNIAJĄ SIĘ KOBIECYM, DRAPIEŻNYM CHARAKTEREM. W ROZMOWIE Z DAY&NIGHT PROJEKTANTKA OPOWIADA O MODZIE OD KULIS, ORGANIZACJI POKAZÓW, KLIENTKACH JEJ MARKI I SWOICH INSPIRACJACH.

Pokazy mody pod szyldem Basi Olearki to spore przedsięwzięcia. Ostatni, na jakim byłam, miał miejsce w salonie Harleya i był bardzo dobrze przemyślany. Kto jest odpowiedzialny za tego typu przedsięwzięcia, jak wygląda ich organizacja od kulis?

Tak naprawdę, wbrew pozorom, bardzo niewiele osób. Główną osobą odpowiedzialną za całokształt jest moja współpracownica, chrześnica, przyjaciółka i prawa ręka – Marta Lebioda, która sama pierwsze kroki stawiała jako modelka, ale stwierdziła, że to nie dla niej i dużo lepiej odnajduje się w organizacji różnego rodzaju przedsięwzięć i eventów. Choć jest bardzo młoda, ma dopiero 24 lata, ma spore doświadczenie sceniczne, bo przez wiele lat tańczyła show dance i uważam, że to też w pewnym stopniu jej pomaga. Wcześniej są oczywiście rozmowy, poszukiwanie idealnego miejsca, bo jak wiadomo, moda coraz bardziej wychodzi do ludzi, z pokazów coraz częściej tworzy się przedstawienia sceniczne. Oczywiście pokazy mody w galeriach handlowych też mogą wypaść świetnie, tak jednak najczęściej pokazują się marki, które mają swoje sklepy w danym centrum, a my jednak organizujemy swoje wydarzenia w antytezie do takich pokazów.

Marka Basia Olearka została również w tym roku zaprezentowana podczas Fashion Day Zakopane wśród topowych polskich projektantów…

Przyznam, że było to dla mnie wielkie wydarzenie. Dodatkową zaletą był fakt, że nie wymagało ode mnie tak wielu aktywności jak moje autorskie pokazy, które organizujemy od podstaw. Czułam się jak gość honorowy. Tutaj wielkie podziękowania dla Hotelu Nosalowy Dwór. Wszystko było doskonale przygotowane: oświetlenie, choreografia, widownia, to wszystko doskonale zagrało. Moją rolą było zaprezentowanie kolekcji odpowiedniej jakości i mam nadzieję, że to mi się udało. Bardzo się cieszę, że mogłam zaprezentować swoje prace na jednym wybiegu np. z duetem Paprocki&Brzozowski wraz z kolekcją, którą stworzyli na 17 urodziny ich marki. Wielkie wydarzenie, które zostało dodatkowo uwiecznione przez TVN, prowadzone przez Olivera Janiaka. Myślę, że warto podkreślić także wkład pracy pana Roberta Wróbla w organizację pokazu w Zakopanem. Bardzo mi pomógł na miejscu i był dobrym duchem wydarzenia. Dla mnie to miało nieocenioną wartość.

Ubrania, które projektujesz, są odważne. Przezroczystości i odkrywanie części ciała to często ich domena. Czy dress code może być modny?

Myślę, że tak. Ja też tworzę stroje bardziej konwencjonalne. Na zamówienia firm, banków, hoteli, dla personelu pracującego w danej instytucji. Mam świadomość, że istnieją instytucje, w których obowiązuje ścisły dress code i nigdy z tym nie walczę, ale na pewno staram się przemycić trochę własnych rozwiązań. Lubię też projektować ubrania męskie i cieszy mnie, że jest coraz więcej panów, którym zależy na strojach mniej konwencjonalnych niż te, które można spotkać w sieciówkach.

Jak wygląda tworzenie nowych kolekcji? Co jest inspiracją, motywem przewodnim?

Nie ma tutaj jednej odpowiedzi, mając już trochę kolekcji na swoim koncie, nie mogę powiedzieć, że zawsze wygląda to tak samo. Inspiracją są ludzie, których spotykam, przedmioty, które mnie zachwycą, interesujące rozwiązania architektoniczne, które gdzieś zauważę, nigdy nie ma gotowego szablonu na stworzenie kolekcji. Oczywiście zawsze mam w głowie pewne ramy, w których umieszczona jest dana kolekcja, ale jej ostateczny wydźwięk jest widoczny dopiero na końcu.

 olearka 2

Proszę opisać kobietę-klientkę marki Basia Olearka. Komu dedykowana jest moda z metką Basi Olearki?

Basi Olearce (śmiech). Przyznaję, że tworząc kolekcje autorskie, głównie myślę o sobie, o tym, co sama chciałabym założyć. Na przestrzeni lat zdarzyło mi się już popełnić kilka gaf, co upewniło mnie, że przy tworzeniu kolekcji najlepiej sprawdza się to, co jest prawdziwe i zgodne z moją estetyką. Oczywiście nie da się robić jednej rzeczy dla wszystkich. W gronie moich klientek są panie z różnymi rozmiarami, zawsze szukam takich rozwiązań, by tworząc rzeczy w niezależnie jakim rozmiarze, myśl przewodnia wciąż była bardzo moja. Ogólnie rzecz biorąc, kobieta marki Basi Olearki jest drapieżna, kobieca i to mi się bardzo podoba.

Rachel Zoe powiedziała kiedyś, że moda i styl to sposób by powiedzieć kim jesteś, zanim jeszcze się odezwiesz. Zgodzisz się z tymi słowami?

Zgadzam się w 100%. Dla mnie moda jest czymś, co naprawdę ubogaca moje życie na bardzo różnych płaszczyznach. Niesamowitą wartością dodaną jest fakt, że spotykam bardzo wiele interesujących, ciekawych osób. Gdyby nie to co robię, my także nie spotkałybyśmy się dzisiaj, nie rozmawiałybyśmy o modzie. Uważam, że warto więc podążać za ideałami, również w modzie i stylu. Mnie osobiście bardzo wiele mówi o człowieku jego strój.

Jak oceniasz styl Rzeszowian?

Super. Oczywiście o gustach się nie dyskutuje, nie da się go też nikomu narzucić. Oczywiście jest też spora grupa osób, które dobrze czują się w ramach proponowanych przez sieciówki, czego ja nie neguję, bliżej mi jednak do tych, którzy próbują zaznaczyć swoją indywidualność w sferze ubrań. Ulica rzeszowska jest bardzo kolorowa, co bardzo mnie cieszy.

A jakie masz obserwacje odnośnie mody w Polsce?

Bardzo mnie cieszy fakt, że coraz większą popularnością cieszą się twórcy, którzy tak jak ja, mają swoje manufaktury. Cieszę się, że wykształcił się rodzaj pozytywnego snobizmu, chęci posiadania mody wyprodukowanej w Polsce, przez ludzi pracujących w Polsce. To jest bardzo budujące.

Ulubione kolory Basi Olearki to?

Oczywiście czerń, aczkolwiek ostatnią kolekcję stworzyłam praktycznie bez czerni, co spotkało się z pozytywnym odbiorem również wśród moich klientów, którzy jednak są przyzwyczajeni, że zazwyczaj ubieram ich w czerń lub łączenie czegoś z czernią. Człowiek nie rodzi się i nie umiera taki sam. Myślę, że to jakie lubimy kolory też ewoluuje. Uwielbiam robić też rzeczy ze skóry naturalnej. Chciałam jednak zaznaczyć, że nie robię futer naturalnych. Kolory w skórze wyglądają jednak tandetnie. Co innego czerń.

Który projektant jest dla Ciebie inspiracją? Osobiście wydaje mi się, że bliższy estetyce marki Basi Olearki byłby np. przepych Versace niż klasyka Chanel, ale może się mylę?

Chyba nie mam jednej takiej osoby, której twórczością jestem zafascynowana od A do Z. Inspiruje mnie bardzo wielu twórców zarówno na rynku polskim jak i zagranicznym. Nie żyję w próżni, wszystko do mnie dociera zarówno z telewizji jak i mediów. Podziwiam wiele osób, zwłaszcza tych, które zrobiły tak wielkie, doniosłe i ważne rzeczy, że mówimy o nich ciągle, są rozpoznawani na całym świecie.

Must have w szafie Basi Olearki i przeciwnie, element, którego nigdy byś nie założyła?

Must have to czarna sukienka, których mam sporo. Moimi must have są często stroje niekonwencjonalne. Dla mnie życie zaczyna się wieczorem. Wszystko, co robię w dzień są po to, by przyjemnie spędzić czas wieczorem. Wtedy właśnie spotykam się z ludźmi, zakładam koktajlowe stroje, które uwielbiam. Nie wiem natomiast czy jest taka rzecz, której nigdy bym nie założyła. Pomyślałam o jeansowej mini, ale jednak mam taką w szafie i bardzo ją lubię. Lubię ubierać się w dziwne rzeczy, przypuszczam, że nawet taka najdziwniejsza byłaby dla mnie wyzwaniem, żeby ją odpowiednio wystylizować.

Kiedy możemy spodziewać się pokazu mody Basi Olearki?

Niebawem zaprezentuję swoje kolekcje w G2A Arena. Zupełnie nową kolekcję chciałbym zaprezentować w okolicy grudnia. Chciałbym zmierzyć się z zupełnie innymi kolorami, nowymi formami i połączyć to z pasją mojego męża, który jest fotografem. W mojej głowie wygląda to „wow”, a jak wyjdzie, zobaczymy.

Słuchając Twoich wypowiedzi nasuwa mi się wniosek, że Basia Olearka to poniekąd firma rodzinna.

Tak, faktycznie tak to wygląda (śmiech). Z tworzeniem ubrań mam styczność od zawsze. Zawsze chciałam być tą jedną jedyną, ubraną odrębnie niż reszta znajomych. Pewnego dnia przy obiedzie z rodziną, doszliśmy do wniosku, że w naszej rodzinie mamy wszystko, co jest potrzebne do zbudowania marki. Marta, o której wspominałam wcześniej jest modelką, do tego organizatorką, mąż jest fotografem, a ja projektuję. Wszyscy kochamy to, co robimy i ciągle jest w tym energia. Wzajemnie się nią doładowujemy. Pomaga mi także pozostała część rodziny, w tym moje dzieci. Przy ostatnim pokazie skorzystałam z pomysłu mojej 9-letniej córki, byłam szczerze zachwycona tym, że sama na to wpadła. W naszym domu główną zabawą są pokazy mody, dla lalek, koników pony, petshopów. Moje dzieci często są gośćmi w naszej pracowni. Faktycznie masz więc rację, nigdy o tym nie pomyślałam, ale to co robimy, jest rodzinnym przedsięwzięciem.

Rozmawiamy o ubraniach, a co z dodatkami. Czy one faktycznie mają moc, pełnią istotną funkcję w marce Basia Olearka?

I tak i nie. Ja sama, dopiero zaczynam się bawić w dodatki. Trochę wyprzedzasz pytaniem to, co się u nas dzieje (śmiech). Jeszcze o tym nie mówiliśmy, ale przygotowujemy się do prezentowania dodatków. Dziś mam nawet na sobie nasze logo ze złotej blaszki. Współpracuję też z firmami, które tworzą dodatki i których dodatki spójnie uzupełniają nasze kolekcje. Lubię też korzystać z pomocy stylistów, ponieważ zawsze, gdy wchodzi ktoś z „zewnątrz”, wnosi odrobinę świeżości i widzi rzeczy, a które ja, już opatrzona z danymi elementami, które widzę kilkadziesiąt razy, nie zwracam uwagi. Takie opatrzenie często skutkuje wątpliwościami, czy to faktycznie jest dobre, dlatego ktoś, co widzi coś po raz pierwszy, ma obiektywny pogląd. Uważam też, że najlepszym dodatkiem są buty, którymi można albo wszystko uratować, albo wszystko zepsuć.

To akurat ciekawe spostrzeżenie i muszę zapytać, jakie w takim razie buty powinna mieć w swojej szafie każda kobieta?

Szpilki (śmiech). Ja osobiście uwielbiam na wybiegach bardzo wysokie modelki, które ubieram w jeszcze wyższe buty, długich nóg nigdy dość (śmiech). Oczywiście często nosząc szpilki przypomina mi się, że nie są to najwygodniejsze z butów, aczkolwiek uważam, że każda kobieta powinna niekiedy zadać sobie trochę trudu i je zakładać, a przede wszystkim nauczyć się w nich chodzić.

A które to te, które mogą wszystko zepsuć?

To kwestia połączenia. Ostatnio przy sesji zdjęciowej do mojego wieczorowego looku zostały dopasowane sportowe buty. Nigdy bym nie przypuszczała, ale wyglądało to genialnie. Dlatego to kwestia całej stylizacji, bo nawet szpilki nie będą pasować do wszystkiego.

Na koniec zapytam o zawodowe plany na najbliższą przyszłość.

Tworząc swoje kolekcję doszłam do wniosku, że są one poniekąd oderwane od pór roku. Myślę więc, że w grudniowej kolekcji, której prezentację już planujemy, znajdą się propozycje bez względu na upływ czasu. Wszelkie nowości widać na naszym FB i stronie www.

Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA-SĄDEK

 

 

Powrót na górę