MUZYKA W SŁUŻBIE POEZJI

rozmawiamy z MONIKĄ BORZYM, popularną wokalistką jazzową, która 24 czerwca wystąpi ze swoim zespołem na koncercie Art Celebration w Filharmonii Podkarpackiej, prezentując materiał z płyty
„Jestem Przestrzeń” z poezją Anny Świrszczyńskiej. Płyta powstała na zamówienie Muzeum Powstania Warszawskiego.

Czytaj dalej...

KOCHAM BACHA

PIANISTKA MIRA OPALIŃSKA DZIELI SWÓJ CZAS MIĘDZY GLASGOW, W KTÓRYM UCZY GRY NA THE GLASGOW ACADEMY, A RODZINNY RZESZÓW, W KTÓRYM NAGRAŁA SWÓJ NAJNOWSZY ALBUM „GOLDBERG VARIATIONS” J.S. BACHA.

Czytaj dalej...

MENTALNA REWOLUCJA

MENTALNA REWOLUCJA - TO TYTUŁ ALBUMU MŁODEGO PODKARPACKIEGO TWÓRCY REGGAE KRYJĄCEGO SIĘ POD PSEUDONIMEM YONGSOUL. PŁYTA ZBIERA POCHLEBNE RECENZJE, A JEJ AUTOR JEST PEŁEN POZYTYWNEJ ENERGII. DOWODEM
NA TO JEST PONIŻSZA ROZMOWA.

Czytaj dalej...

NIE JESTEŚMY PRODUKTEM

Jak w skrócie można opisać materiał zawarty na nowej płycie, zarówno muzycznie, jak i tekstowo? Rozwińcie proszę również sam tytuł albumu "Human.exe"

PZ: W świecie dążącym do klasyfikowania, posługujemy się w uproszczeniu terminem rock – metal progresywny. Nie oddaje to jednak złożoności naszych kompozycji, bo znaleźć w nich można także wpływy jazzu, muzyki elektronicznej, a w wykonaniach na żywo - nawet dubstepu. Na pewno każdy miłośnik ambitnych dźwięków odnajdzie coś dla siebie.
DK: Tytuł odnosi się do pewnego konceptu, jaki został w tym albumie zawarty. Całość albumu jest swoistą opowieścią o drodze z przeszkodami. Drodze od stanów depresyjnych („Black hole”) oraz upadku i odbijania się od dna („Rebound”) przez przepracowywanie jeden po drugim ograniczających człowieka mechanizmów psychicznych np. „Vicius Circe” – wyrwanie się z błędnego koła, „Love trip” – wyjście ponad strach, „If I ever” – porzucenie czarnych myśli, „Projection” – uodpornienie się na agresywne i destrukcyjne zachowania otoczenia. Następnie, jako swoisty kontrast, pojawia się balladowy „Remember”- rzecz o przyjaciołach i dla przyjaciół. Zerwanie z wszystkim, co ogranicza i powstrzymuje, symboliczny feniks z popiołów - „Out of flames”.  Instrumentalny „Magic” - moja osobista medytacja i milczenie. Na zakończenie usłyszycie bardzo  osobisty utwór „INDIGO” - triumf buntu i umiłowania wolności, które zawsze były, są i będą dominowały w mojej świadomości oraz wieńczący płytę  „Time passing” – utwór o świadomości tego, jak szybko przemijamy. Na tej płycie nie ma utworów przypadkowych.

Nad płytą pracowaliście z producentem Tomaszem "Zedem" Zalewskim, znanym ze współpracy m.in. z zespołem Coma. Jak duży wpływ miał na ostateczne brzmienie i kształt materiału?

PZ: Na brzmienie wpływ miał zasadniczy. To bardzo utalentowany człowiek, z którym szybko znaleźliśmy nić porozumienia. Dosłownie przy pierwszych trzech utworach, w trakcie miksów, określiliśmy wspólnie, jak ma brzmieć całość i następne przechodziły właściwie bez poprawek. Tomek pracował na gotowych śladach, które nagraliśmy w różnych miejscach (w tym w domowym studiu), przez co miał utrudnione zadanie. Wybrnął z niego znakomicie, bo nie tylko naszym zdaniem album brzmi świetnie. Od strony merytorycznej, producenckiej również dołożył swoje trzy grosze. Dzięki jego doświadczeniu uniknęliśmy kilku błędów aranżacyjnych, a i pojawiło się kilka smaczków w postaci nietypowych efektów. Już teraz jesteśmy niemal pewni, że kolejne nagrania chcemy realizować pod jego okiem, a właściwie uchem. Tym razem planujemy wykonać całość prac w jego studiu, łącznie z nagraniem śladów. Tomek to w Polsce dość rzadki przykład realizatora z podejściem producenckim. Dlatego jego prace są tak dobre.
DK: Od początku nagrań moim marzeniem było, by właśnie Zed wykonał miks i mastering naszych nagrań. Skakałam z radości i cieszyłam się jak dziecko, gdy odpisał na mojego pierwszego maila.

Kiedy 3 lata temu Wasza wokalistka Dominika Kobiałka pokazała się ze świetnej strony w programie "The Voice of Poland" nadarzyła się świetna okazja, żeby dać o sobie znać jako zespół. Próbowaliście wykorzystać ten moment?

PZ: Tak, ale ze względu na typ muzyki, którą wykonujemy, nie było to takie łatwe. Telewizja daje ogromne możliwości promocyjne, ale zmusza do kompromisu. Nigdy nie graliśmy muzyki mainstreamowej i raczej nie będziemy. Ciężko mi sobie wyobrazić ingerencję w naszą twórczość, a z tym trzeba się liczyć, będąc „produktem”. Mieliśmy pewien epizod, powiedzmy na tzw. salonach, ale my tam po prostu nie pasujemy. Może to zbyt idealistyczne podejście, ale zawsze uważałem, że muzyka ma obronić się sama.
DK: Przygodę z telewizją wspominam bardzo dobrze – bezcenna nauka. Ale nie mam najmniejszej ochoty być drugą Chylińską (z całym szacunkiem do Pani Agnieszki). Wybieram bycie pierwszą Kobiałką (śmiech).

Właśnie wróciliście z trasy koncertowej promującej album, którą kończył koncert w Berlinie. Jak przebiegła trasa i czy Wasze aspiracje docierania ze swoją muzyką sięgają poza granice kraju?

PZ: Trasa „Human.exe” Multinational Tour była wspaniałym doświadczeniem. Oprócz wspomnianego Berlina razem z białoruskim Weesp i niemieckim Redlake Circus odwiedziliśmy także Rzeszów, Kraków, Wrocław, Poznań, Zieloną Górę i Żagań. Odbiór naszej muzyki we wszystkich miejscach był fantastyczny, ludzie podchodzili po koncertach zdziwieni, jak tak dość złożoną muzykę można podać na żywo w przystępny sposób. Na pewno podczas trasy bardzo dużo się nauczyliśmy jako zespół. Wiemy też, jak dużo pracy jest jeszcze przed nami. Co do zagranicy to nie ukrywamy, że przede wszystkim ze względu na teksty w języku angielskim, jest to dla nas bardzo interesujący kierunek.  
DK: Od początku mojej współpracy z zespołem piszę po angielsku. Jest to język uniwersalny, rozumiany na całym świecie. Proszę mnie źle nie zrozumieć – kocham język polski i piszę też po polsku. Muzyka Tension Zero jednak to nisza, nie mogę i nie chcę ograniczać nas tylko do odbiorców z Polski. To nie kwestia aspiracji, w znaczeniu jakby inne kraje były lepsze czy gorsze. Są inne. Po prostu. A w nich żyją ludzie słuchający takiej muzyki i też są pewnie niszą. Dla mnie muzyka jest  czymś ponad jakimikolwiek rzeczywistymi czy wymyślonymi granicami. Chcemy dotrzeć do ludzi lubiących taki charakter muzyki niezależnie od tego, w którym zakątku globu mieszkają.

Rzeszów swego czasu słynął ze świetnej sceny, z zespołów nowofalowych, szukających nowych rozwiązań, nowej jakości. Czy coś z tego ducha jeszcze zostało? Czy czujecie się w jakiś sposób kontynuatorami tego ruchu?

DK: Nie wiem czy jesteśmy kontynuatorami, nie mnie to oceniać. Prędzej kolejnym ogniwem ewolucji. Nie  wyprę się jednak swych korzeni, bo zawsze z cudownym sentymentem  wspominam i będę wspominać swoje szczeniackie lata, gdy chodziliśmy stadami na koncerty rockowe i metalowe w nieistniejących już dawno klubach Rejs (dziś Teatr Maska) i Le Greco (dziś Instytut Muzyki UR), a Rzeszów był swoistą wylęgarnią takich zespołów. Lata ’90 to był rockowo-metalowy rozkwit Rzeszowa. Nasz gitarzysta - Darek Łebek - współtworzył naonczas zespół Necropsy. Ja, jako nastolatka, byłam wokalistką dopiero co powstałego zespołu Brown. Wiadomo, poważne życie weryfikuje nasze szczeniackie marzenia i wielu wspaniałych muzyków złożyło broń. Trudno się dziwić, jeśli ze swojej ukochanej  muzyki nie da się żyć, to trzeba sobie poradzić inaczej. My, owszem, radzimy sobie inaczej, każdy z nas ma pracę zarobkową, ale pasja jest w nas wciąż żywa, może dojrzalsza i pozbawiona złudzeń, ale silna i żywa. A w Rzeszowie było, i w kolejnych pokoleniach nadal jest, wielu wspaniałych, wartościowych artystów. Życzę nam wszystkim niegasnącej wiary w siebie i determinacji. Bez tego można błysnąć i zgasnąć szybko, a sztuka ma być zawsze żywym, ewoluującym ogniem.

Jak wyglądają dalsze plany zespołu, jeżeli chodzi o promocję płyty Human.exe?

PZ: Plany mamy dość sprecyzowane, ukazują się pierwsze recenzje „Human.exe”, cały czas rozsyłamy materiał w wiele miejsc, niedawno ukazał się nasz pierwszy teledysk do utworu „Projection”, który również, kolokwialnie mówiąc, pchamy w świat. Na początku przyszłego roku mamy zamiar odbyć drugą część trasy, tym razem odwiedzając Słowację, Czechy, Węgry i Austrię. W dalszej perspektywie chcemy odwiedzić Skandynawię i Wielką Brytanię. Na wszystko pracujemy sami. To tak fajnie wygląda, że jedziemy w trasę, cieszymy się tylko muzyką, ale przygotowanie wszystkiego zajmuje naprawdę wiele czasu i energii. Na szczęście reakcje ludzi na koncertach rekompensują wszystko.

Rozmawiał BARTŁOMIEJ SKUBISZ

Czytaj dalej...