Fot. Mariusz Murawski (Emdwa Studio) Fot. Mariusz Murawski (Emdwa Studio)

Pamięć o rodzicach ciągle żywa

Rozmowa z Piotrem Nalepą, muzykiem, synem Miry Kubasińskiej i Tadeusza Nalepy. Artysta będzie gościem specjalnym tegorocznej edycji Breakout Days odbywających się w Rzeszowie w dniach 26-28 września.

 

Jaka była Pańska reakcja na nazwanie imieniem Tadeusza Nalepy studia koncertowego Polskiego Radia Rzeszów?

Mnie zawsze cieszą takie inicjatywy, dlatego że jest to pamięć o moim ojcu, która jak widać jest ciągle żywa. Ludzie pamiętają, mają wspomnienia związane z jego muzyką. To bardzo przyjemne. W Józefowie, gdzie mieszkam i gdzie przez ostatnie lata mieszkał mój ojciec, jest rondo im. Tadeusza Nalepy. Codziennie idąc do sklepu przechodzę obok tego miejsca.

 

Czy Rzeszów odpowiednio, wystarczająco dba o kultywowanie pamięci o Pańskim ojcu?

Oczywiście. Bardzo podoba mi się pomnik na deptaku. Miałem zresztą okazję pomagać przy jego powstawaniu. Konsultowałem jego wygląd z autorami. Te wszystkie formy honorowania są dobre, dopóki nie są sztuczne. Wiem, że w Rzeszowie takie rzeczy wypływają z inicjatywy ludzi. Nie jest to przez nikogo narzucone, nadęte. Jest w porządku.

 

Czy w innych miastach też spotyka się Pan z honorowaniem rodziców? Wiem, że w Ostrowcu odbywa się festiwal „Wielki Ogień” poświęcony twórczości Miry Kubasinskiej.

Tak. W Józefowie odbywa się festiwal bluesowy „Lep na Bluesa”, który jest dedykowany Tadeuszowi Nalepie. W rodzinnym mieście mojej mamy, Ostrowcu Świętokrzyskim, znajduje się też ulica i szkoła muzyczna im. Miry Kubasińskiej.

 

Czy parafrazując znany tytuł był Pan „skazany na bluesa”? Czy Pańskie życie mogłoby potoczyć się inaczej?

Ja próbowałem swoich sił w różnych kierunkach, ale zawsze koniec końców muzyka wygrywała z innymi dziedzinami. To wszystko potoczyło się naturalnie, bezwiednie. Nigdy nie chciałem być gwiazdą rocka, ale tak się jakoś zawsze składało, że kończyło się graniem.

 

Jak wiele nauczył się Pan, zyskał doświadczenia, grając w zespole własnego ojca? Co to Panu dało?

Nauczyłem się przede wszystkim grania na żywo, kontaktu z publicznością. Nauczyłem się tego, że kiedy wychodzisz na scenę nie ma czasu na kombinowanie, zastanawianie się. Trzeba dać siebie całego i wypaść jak najlepiej. Rzeczywiście zostałem rzucony na głęboką wodę. Mój pierwszy koncert z ojcem, a zarazem pierwszy koncert na gitarze basowej, odbył się w 1988 roku na Rawa Blues w katowickim Spodku. Renomowany koncert, wielka publiczność.

nalepa2 

W ramach Breakout Days zasiądzie Pan w jury konkursu Rockowa Noc, gdzie młode zespoły będą m.in. interpretować utwory Pana rodziców. Jak Pan odbiera takie interpretacje?

Zawsze się cieszę, kiedy ludzie grają te numery, ponieważ wtedy wiem, że one ciągle żyją. Z resztą sam grając je przez ostatnie lata zauważam, że większość z nich się nie starzeje. To bardzo przyjemne widzieć jak młodzi ludzie grają te utwory, które są często starsze niż oni sami. Oczywiście nie wszystkie wersje muszą być trafione, ale lubię brać udział w tego typu konkursach i obserwować jak różni ludzie podchodzą do tego tematu.

 

Czym jest dla Pana Rzeszów? Jakie ma Pan pierwsze skojarzenia? Jak mocną więź czuje Pan z tym miastem?

Rzeszów to moje rodzinne miasto. Urodziłem się tu i spędziłem pierwsze lata życia, natomiast cała moja młodość i dorosłe życie to już inne miejsca, dlatego ta więź nie jest aż tak silna, ale zawsze, kiedy tu wracam to czuję sentyment. Rzeszów kojarzy mi się z bardzo słonecznym miastem. Zawsze, kiedy w nim jestem, jest piękna pogoda. To moje pierwsze skojarzenie.

 

A jak wyglądają Pańskie muzyczne plany na przyszłość?

Nie snuję wielkich planów. Zamierzam robić to, co robię w tej chwili, czyli grać koncerty. Dopóki ludzie będą na nie przychodzić i reagować na muzykę, będę to robił. Szczegółowo nic nie planuję.

 

Czyli traktuje Pan granie utworów rodziców jako swoją misję?

Misja to za dużo powiedziane. Ja po prostu lubię to robić, wydaje mi się, że lubię to robić. Breakout Tour to miał być początkowo jeden koncert, potem kilka koncertów, a to wszystko trwa już siedem lat i widzę, że ludzie ciągle tego potrzebują. Po prostu robię to, czego oczekują ode mnie słuchacze.

Rozmawiał Bartłomiej Skubisz

 

Powrót na górę