Fot. Fot.

Pracujemy nad płytą

Rzeszowski wokalista Jakub Jonkisz opowiada Day&Night o udziale w programie X Factor i swoich muzycznych planach.

 

Jak bardzo zmieniło się Twoje życie od występu w X Factor? Czego się nauczyłeś podczas programu?

Ciężko powiedzieć, żeby nastąpiły wielkie zmiany. Plany życiowe przed programem wyglądały tak samo, jak teraz. Chciałem tworzyć muzykę i w tej kwestii nic się nie zmieniło. Program spowodował jednak, że cały proces budowania własnej kariery nabrał tempa. Dzięki niemu znacząco zwiększyło się grono osób zainteresowanych moją twórczością, a to dało sporą motywację do ciężkiej pracy. Jeżeli chodzi o naukę, udział w X Factor pomógł mi radzić sobie ze stresem oraz oswoił z kamerami. Są to rzeczy bardzo ważne w kontekście występów przed szerszą publicznością. Program mocno przekłada się na popularność. Jeżeli uda się dojść wysoko, wiele rzeczy staje się łatwiejsze, ludzie chętniej podejmują współpracę. Tak już jest, że rozpoznawalność ma spory wpływ na pojawianiem się nowych perspektyw.

 

Idąc do programu wiedziałeś, że chcesz stworzyć autorski materiał. Czy warto brać udział w takich programach, jeżeli nie ma się sprecyzowanej wizji muzycznej i pomysłu na siebie?

Myślę, że odpowiedź na to pytanie jest trochę skomplikowana. Z jednej strony tak, ponieważ nawet gdy nie masz w najbliższych planach tworzyć własnej muzyki, a występ w programie był dobry, przekłada się to na rozpoznawalność i ułatwienia w nawiązywaniu różnego rodzaju współpracy. Zawsze może być tak, że wizja muzyczna i pomysł na siebie wyklarują się podczas trwania programu. Wydaje mi się, że nie jest to jednak podejście, przy którym można maksymalnie wykorzystać szansę, którą otrzymuje uczestnik w kontekście własnej promocji. Osobiście uważam, że powinno się iść do programu, gdy tę wizję i pomysł już masz. Przede wszystkim, świadomy staje się wówczas dobór repertuaru. Jeżeli śpiewasz utwory, w których czujesz się dobrze, przekaz staje się prawdziwy, a to docenić powinni zarówno widzowie, jak i jury. Jeszcze łatwiej jest, gdy posiadasz własny materiał na płytę, który jest albo gotowy, albo w bardzo zaawansowanej fazie. Program staje się wtedy świetnym narzędziem promocyjnym, a droga do osiągnięcia sukcesu znacząco się skraca. Sam przyszedłem do programu z wizją i pomysłem, ale bez materiału. Teraz dopiero dostrzegam jak szybko ucieka czas, gdy po zakończeniu programu trzeba wszystko tworzyć od podstaw.

 

Jak zatem przebiegają prace nad płytą?

Cały czas pracujemy, aby płyta jak najszybciej ukazała się na rynku. W chwili obecnej mocno skupiamy się na singlu, który chcielibyśmy zaprezentować początkiem przyszłego roku. Do jego premiery nie chciałbym zdradzać żadnych szczegółów. Niech on będzie zapowiedzią tego, czego będziemy mogli spodziewać się na płycie.

 

Po sukcesie w programie nie przeprowadziłeś się do Warszawy, współpracujesz z rzeszowskimi muzykami, tu powstaje Twój materiał. Niczego Ci tu nie brakuje?

W Rzeszowie posiadam całe zaplecze, które pozwala mi pracować nad płytą w komfortowych warunkach. Jak wspomniałeś, tutaj mieszkają muzycy, z którymi współpracuję, tutaj mamy też własną salę prób. Jeżeli chodzi o kwestie organizacyjne, wszystkim zajmuje się mój manager, dlatego nie mogę powiedzieć, że czegoś mi brakuje. W przyszłości nie wykluczam jednak zmiany miejsca zamieszkania. Zależy na ile uda się zrealizować moje muzyczne cele. Jeżeli wszystko potoczy się dobrze, myślę, że przeprowadzka do stolicy sporo ułatwi, zwłaszcza pod kątem logistycznym. Jak to się mówi – wszystko w swoim czasie.

 

Ostatnio nie dostajemy zbyt wielu wiadomości „z Twojego obozu”, jednak z tego co wiem, nie próżnujesz. Dużo grasz?

Brak wiadomości jest spowodowany pracą nad materiałem. Bardzo mi na tym zależy, dlatego wszystko poświęcam realizacji tego celu. Jestem osobą, którą lubi informować o konkretach, dlatego proszę o wyrozumiałość. Nie gram dużo, a jeżeli już, są to w większości imprezy zamknięte. Do tej pory występowałem w kameralnym, akustycznym zestawieniu. Na scenie towarzyszyła mi gitara akustyczna, bas oraz instrumenty perkusyjne. Ostatnio jednak podjęliśmy decyzję, że zaczynamy grać w pełnym składzie. Na scenie zobaczymy więc dodatkowo gitarę elektryczną oraz instrumenty klawiszowe. Będzie to zestawienie, które docelowo usłyszymy także na mojej płycie. Jeżeli chodzi o repertuar koncertowy, będzie można spodziewać się coverów, w które stopniowo wplatać będziemy utwory autorskie. Mogę zdradzić, że już w listopadzie powinniśmy wystąpić w Rzeszowie, gdzie razem z nami pojawi się także mój przyjaciel – Artem Furman. Serdecznie zachęcam więc do śledzenia mojego profilu na Facebook'u, na którym z pewnością pojawi się więcej szczegółów. Pozdrawiam gorąco!

 

Rozmawiał Bartłomiej Skubisz

 

Powrót na górę