Eskaubei & Tomek Nowak Quartet Będzie dobrze 2015, For Tune

W 1992 roku ukazała się pośmiertnie ostatnia płyta Milesa Davisa Doo-bop. Wspominam o tym nie bez kozery, bo postać jednego z największych muzycznych geniuszy XX wieku ma w kontekście niniejszego wydawnictwa znaczenie podwójne.

Po pierwsze znamiennym jest, że – jak się okazało – w ostatnim etapie swoich artystycznych poszukiwań Davis postanowił eksplorować estetykę rapową, co zaowocowało właśnie materiałem z Doo-bop. Z perspektywy czasu patrzę na ten album nie tylko jak na jedno z wielu prekursorskich przedsięwzięć Davisa, ale jako symboliczny gest i swoisty drogowskaz, pokazujący, że łączenie szeroko pojętego jazzu z hip-hopem nie tylko nie musi prowadzić na artystyczne manowce, co więcej zaś może prowadzić do frapujących rezultatów. I tu pojawia się drugi trop związany z Milesem, czyli – jakkolwiek górnolotnie to zabrzmi – jego duchowy patronat nad Będzie Dobrze. Album ten jest owocem współpracy rzeszowskiego rapera Eskaubei z jazzowym kwartetem trębacza Tomka Nowaka (wywiad w kwietniowym numerze D&N) i chyba śmiało można powiedzieć, że na polskiej scenie muzycznej jest wydarzeniem bez precedensu. Będzie Dobrze zawiera fuzję jazzu i rapu, przynoszącą muzykę brzmiącą zaskakująco integralnie i naturalnie zarazem. Najlepszym przykładem jest singlowy Krok w przód, gdzie przebojowość idzie pod rękę z improwizacjami. Zresztą ta metoda sprawdza się na całym albumie, gdzie podszyta swingiem, ale na wskroś współczesna gra instrumentalistów, stanowi kanwę dla nawijki Eskaubei, który jak mało który raper w Polsce techniczną biegłość w kreowaniu nacechowanych fantastyczną melicznością partii łączy z werbalnym przekazem wysokich lotów. Jego teksty przeplatają wątki autobiograficzne i nieustanne zmaganie się z artystyczną materią z niepretensjonalną publicystyką i ewidentnie – zgodnie z tytułem płyty – pozytywnym przesłaniem. Chociaż paradoksalnie jeden z najlepszych fragmentów płyty to nacechowany niepokojem Chłód vs Ciepło z fajnie poprowadzonymi crescendo i szeptanymi partiami Eskaubei. Natomiast Nic nowego zaskakuje fragmentami stylizowanymi na muzykę klezmerską. A Miles Davis? On ciągle gra, zresztą spytajcie Eskaubei.

 

DANIEL KOWALCZYK

 

Powrót na górę