Eskaubei & Tomek Nowak Quartet TEGO CHCIAŁEM For Tune, 2016

„Na moje koncerty już nie przychodzą żadni hip-hopowcy”, rapuje Eskaubei w New Reality. Paradoksalnie, ta konstatacja zdaje się być jedynie chłodnym stwierdzeniem faktu, nie mającym nic wspólnego z utyskiwaniem na rzeczywistość. A rzeczywistość wygląda dzisiaj dla Eskaubei tak, że rapuje z towarzyszeniem jazzowego składu, z którym w listopadzie wydał drugą płytę, zatytułowaną Tego chciałem. Kooperacja pomiędzy rzeszowskim raperem a kwartetem trębacza Tomka Nowaka przebiega doskonale, czego dowodzi drugi pełnowymiarowy album wydany na przestrzeni nieco ponad półtora roku.

Wypracowana formuła nie uległa zmianie, czyli Eskaubei rymuje do podkładów tworzonych przez żywe instrumenty, których brzmienie oszczędnie i ze smakiem okraszone jest tradycyjnymi scratchami, za które odpowiedzialny jest - podobnie jak na debiucie - Mr Krime. Nie zmieniła się także uświęcona w jazzie metoda nagrywania materiału, która polega na rejestracji wszystkich ścieżek na tzw. „setkę”, czyli symultanicznie za jednym podejściem (co nie znaczy, że zawsze za pierwszym). Jednak zasadnicza różnica pomiędzy Będzie dobrze a Tego chciałem polega na doborze instrumentarium. Przede wszystkim brak akustycznego fortepianu, a zamiast niego pojawiają się organy Hammonda, Fender Rhodes i Wurlitzer piano. Siłą rzeczy, brzmienie stało się bardziej elektryczne (a także eklektyczne), co dobrze pasuje do charakteru kompozycji, w których czuć większy niż na debiucie luz. Będzie dobrze było badaniem terenu, natomiast na nowym albumie daje o sobie znać większa brawura. Najlepszy w tym zestawie Egocentryzm w sferze instrumentalnej przywodzi na myśl dokonania Milesa Davisa z początku lat 70., natomiast Chcę żyć wyróżnia się funkowym bujaniem i najlepszym refrenem na płycie, chociaż mocnego konkurenta w tej kategorii ma w postaci nacechowanego soulowym vibem Patrz w moje oczy z gościnnym udziałem Pana Tubasa i Woytaka. Natomiast nieśpiesznie toczący się Nie bądź na mnie zła z fajnie złamanym rytmicznie refrenem, urzeka atmosferą intymnego monologu w wykonaniu Eskaubei. Nie ulega wątpliwości, że Eskaubei wraz z kwartetem Tomka Nowaka stworzyli swoją niszę, w której póki co na próżno szukać konkurencji. Przynajmniej na polskim rynku muzycznym. Mimo wszystko, na kolejnym wydawnictwie przydało by się trochę więcej ryzyka i czegoś bardziej niedookreślonego, nawet kosztem akademickiej precyzji i perfekcji emanującej z każdego dźwięku. Może mniej jazzu w jazzie?

DANIEL  KOWALCZYK

Powrót na górę