Fot.  Sonia Szóstak Fot. Sonia Szóstak

ROMA W RZESZOWIE

ROZMOWA Z BELĄ KOMOSZYŃSKĄ, WOKALISTKĄ I LIDERKĄ SORRY BOYS, JEDNEGO Z NAJCIEKAWSZYCH ZESPOŁÓW NA POLSKIEJ SCENIE MUZYCZNEJ, KTÓRY JUŻ 17 LUTEGO WYSTĄPI W RZESZOWSKIM KLUBIE LUKR.

 

Roma jest pewnie w przypadku tytułu płyty symbolem, ale czy byłaś kiedyś w Rzymie i czy to miasto w jakiś sposób bezpośrednio Cię zainspirowało?

Do Rzymu ciągle się wybieram. Roma w tytule rzeczywiście jest symboliczna i nie ma bezpośredniego odniesienia geograficznego.

A co symbolizuje „Roma”?

Roma jest tym przysłowiowym, metaforycznym Rzymem, do którego prowadzą wszystkie drogi. Ale nie prowadzi do niego żadna mapa, dlatego musimy zdać się na swoje wewnętrzne igły magnetyczne, odczytywać drogowskazy, zaufać swojej naturze. Roma jest tęsknotą za spełnieniem, miłością, spokojem ducha, za wszystkim, czego człowiek najistotniejszego może pragnąć i czego nieustannie szukamy. Dla każdego ten upragniony „Rzym”, „dom” jest gdzie indziej.

Jesteście już po części trasy koncertowej. Jak słuchacze przyjmują nowy album i jak się go Wam gra?

Od wydania albumu do rozpoczęcia trasy upłynęły dwa miesiące, podczas których intensywnie przygotowywaliśmy ten materiał do zagrania na żywo i tęskniliśmy do koncertowych wykonań i spotkań. Piosenki z „Romy” są przyjmowane gorąco, nawet bardziej niż materiał z naszej poprzedniej płyty „Vulcano”, co jest zaskakujące o tyle, że zazwyczaj to starsze piosenki spotykają się z bardziej entuzjastycznym przyjęciem. Po koncertach rozmawiamy z publicznością i są to prawdziwie uskrzydlające rozmowy.

Na płycie w utworze „Wracam” pojawia się kurpiowska śpiewaczka ludowa Apolonia Nowak. Dlaczego zdecydowaliście się zaprosić akurat ją i w jaki sposób wpłynęła na Waszą grę, na Twój śpiew? Nie korciło, żeby jej wokalne walory wykorzystać w jeszcze większym stopniu?

Dzięki twórczości Apolonii Nowak zetknęłam się po raz pierwszy ze śpiewem kurpiowskim. Było to wiele lat temu i jej wykonania stały się dla mnie ikoniczne. Pisząc utwór „Wracam” wyobrażałam sobie, że śpiewam „po kurpiowsku” i naszym marzeniem było w tym utworze gościć prawdziwe kurpiowskie chóry. Nawet nie marzyłam, że mogłaby je zaśpiewać Apolonia Nowak. W połowie prac nad płytą natrafiłam na informację, że nazajutrz w Warszawie koncertuje Apolonia Nowak. Nie mogłam zaprzepaścić takiej szansy. Po koncercie przedstawiliśmy się z Tomkiem pani Apolonii, wręczyliśmy jej długi list i płytę z wersją demo „Wracam” i z zaproszenie do  wokalnego w nim udziału. Po kilku dniach pani Apolonia zadzwoniła i przyjęła zaproszenie. Jej głos pojawia się w jednym utworze, ale odciska się silnie na całościowym odbiorze płyty.

Po muzykę źródeł sięgają przedstawiciele wielu gatunków muzycznych. Co ich do niej przyciąga?

Być może samo słowo „źródło” jest najlepszą odpowiedzią. Sięganie do źródła to sięganie do czegoś czystego, nieprzetworzonego, życiodajnego. Myślę, że najczęściej sięgamy do źródeł nie do końca świadomie, z jakiejś głębokiej i tęsknej potrzeby rozpoczęcia nowego etapu, odrodzenia się na czystych podwalinach.

Z jednej strony polska muzyka ludowa, z drugiej chór gospel. Szeroka paleta inspiracji...

O ile nawiązania do polskiej tradycji muzycznej były naszym założeniem, kiedy przystępowaliśmy do prac nad płytą, tak chór gospel pojawił się na niej w wyniku silnej i spontanicznej inspiracji. Z Soul Connection Gospel Group jesteśmy zaprzyjaźnieni od kilku lat. Podczas naszego wspólnego koncertu na festiwalu Tauron Nowa Muzyka, gdzie graliśmy utwory z płyty „Vulcano” zaaranżowane na chór gospel, poprosiłam chór o wykonanie a capella jakiejś tradycyjnej pieśni gospel. Zaśpiewali „I’m Gonna Wait On The Lord”, która skradła mi serce i napisałam coś na kształt dalszego ciągu tej pieśni. Tak powstał utwór „Lord”.

Opowiadałaś w jednym z wywiadów o uzdrawiającej mocy sztuki, na czym ona polega? Może w czasach permanentnego konfliktu o wartości, poglądy, idee, powinno być więcej sztuki w naszej przestrzeni życiowej, w mediach, w szkołach...

W okresie pracy nad płytą „Roma” przeczytałam „Czarodziejską Górę” Manna. Ta lektura dała mi tyle sił, entuzjazmu i podziwu dla ludzkiego geniuszu, że moje życie na jakiś czas zyskało lepszą jakość. O takim uzdrowieniu myślę, które przygotowuje nas lepiej do codziennych zmagań z rzeczywistością, daje siłę, pomaga zaakceptować siebie. Taką rolę mogą spełniać książki, spektakle teatralne, muzyka. Termin „katharsis” ukuli już starożytni Grecy.

Na nowej płycie słychać wyraźny ukłon w kierunku polskich tekstów. Czy musiałaś dojrzeć do tej decyzji, czy może to efekt zawieszenia na chwilę walki o zagraniczny rynek muzyczny, na którym odnosiliście w przeszłości pewne sukcesy?

Miałam naturalną potrzebę śpiewania po polsku na tej płycie. Wszystkie polskie teksty na niej od razu powstawały po polsku, z silnego natchnienia. W niektórych z nich nie zmieniałam niczego od momentu powstania. Każdy język jest też trochę jak instrument muzyczny - inaczej się na nim gra, inspiruje do innych melodii, aranżacji, słów. To był wielopłaszczyznowy proces, bardzo inspirujący.

W swoich tekstach sięgasz niekiedy po przenośnie, symbole, metafizykę. Lubisz nie mówić czegoś wprost?

W moim odczuciu właśnie tym różni się sztuka od dokumentacji czy sprawozdania, że nie mówi wprost. To czyni ją uniwersalną i ponadczasową. Uwielbiam niejednoznaczności i szerokie pola do interpretacji, odkrywanie nowych znaczeń po pewnym czasie. Myślę, że zamiłowanie do symboli, mitologii, metafizyki zostało mi również z czasów moich studiów – etnologii i antropologii kulturowej, która w dużym uproszczeniu polega na odkrywaniu ukrytych znaczeń.

Jak wyjaśnisz fakt, że Sorry Boys to dla niektórych świetna radiowa muzyka, pop na poziomie, a dla innych odjechana alternatywa? Skąd te różnice w odbiorze?

Wyobrażam sobie, że dla fana ciężkich brzmień jesteśmy popowi, a dla słuchaczy muzyki lekkiej jesteśmy ciężką alternatywą. I właściwie nie ma w tym nic dziwnego. A jeśli ponadto jest w naszej muzyce coś, co sprawia, że nie jest łatwa do jednoznacznego sklasyfikowania, to nas to cieszy.

Czy przez głowę przechodzą Ci działania solowe, podążające w innym kierunku niż muzyka Sorry Boys?

Jestem w pełni oddana temu, co robimy w zespole. Zwłaszcza teraz jestem skoncentrowana na obecnej płycie i koncertach.

Nie jesteście zbyt częstymi gośćmi w Rzeszowie, masz jakieś wspomnienia z wizyt tutaj?

Ostatnio graliśmy w Rzeszowie jeszcze przed wydaniem naszej debiutanckiej płyty. To był wspólny koncert z zespołami Pogodno i L.Stadt. Z niecierpliwością wyglądam koncertu w Rzeszowie na naszej obecnej trasie.

A czego możemy spodziewać się po lutowym koncercie w rzeszowskim klubie LUKR? Jak mogłabyś zaprosić na niego Czytelników Day&Night?

Chciałabym, żeby wszyscy, którzy będą tego wieczoru z nami, wrócili z koncertu pełni świeżej energii, siły i zwyczajnie szczęśliwi. Postaramy się, żeby tak było!

Rozmawiał  BARTŁOMIEJ SKUBISZ

Powrót na górę