Fot. Archiwum Michała Tomasika Fot. Archiwum Michała Tomasika

MUZYCZNY SELF-MADE MAN

ROZMOWA Z MICHAŁEM TOMASIKIEM, RZESZOWSKIM RAPEREM, WOKALISTĄ I PRODUCENTEM, KTÓREGO NAJNOWSZY, ORYGINALNY I EKLEKTYCZNY ALBUM „SAVE IT FOR YOURSELF” ZYSKAŁ DUŻE UZNANIE WŚRÓD KRYTYKÓW MUZYCZNYCH I PUBLICZNOŚCI GŁODNEJ EKSPERYMENTÓW.

Czy funkcjonowanie przez lata w głębokim hip-hopowym undergroundzie jest frustrujące, czy raczej hartuje i stymuluje rozwój?

Jest zdecydowanie frustrujące, bo trzeba godzić obowiązki domowe i służbowe z muzyką, jednak innych okoliczności nie znam, stąd wąski obraz. Ja bardzo cenię sobie niezależność i wolność przy tworzeniu, a kontrakt mógłby na to wpłynąć w jakimś stopniu, już nawet nie mówiąc o dyrektywach kogoś z góry, czy jakiegoś producenta wykonawczego, ale o samej presji, skoro już mi ktoś zaufał. Z drugiej strony, oczywiście, że stymuluje do rozwoju, do rozszerzenia umiejętności - teraz jestem self-made man, a gdyby się wcześniej udało złapać wydawcę, może nigdy bym nie ruszył pewnych tematów.  Momentami nie wyobrażam sobie, żeby ktoś inny niż ja miksował mój materiał, mimo że nie jestem w tym aż tak dobry, jakbym chciał.

Zdajesz się być człowiekiem pracowitym. Bogata dyskografia, wszechstronny rozwój. Jesteś zwolennikiem tezy: "talent 10%, ciężka praca 90%"?

Najważniejsza jest pasja i miłość do tego, co robisz. Gdybym tego nie czuł, to najcięższa praca nie dałaby takich efektów, jakich oczekuję. Nigdy jednak nie zrobiłem kawałka w 100% takiego jakbym chciał, bo tej pracy nadal było za mało. Czyli chyba jednak jestem zwolennikiem tezy, o którą pytasz - talent należy ciężką pracą przekuć w sukces.

Na swojej najnowszej płycie "Save it for yourself" komponujesz i produkujesz muzykę, rapujesz i wykonujesz partie wokalne. Czy bliski jest Ci etos pracy np. Prince’a, który dbał o prawie każdy element na swoich płytach?

Widocznie. Bardziej jednak to Damon Albarn i Moby itp. byli moimi wzorami od młodości. Lubię trzymać rękę na pulsie, lubię kontrolować każdy etap, czasem zdarzy mi się zaufać komuś przy współpracy, ale tylko wtedy, kiedy absolutnie jaram się współpracownikiem i czujemy podobnie pewne sprawy. Niestety organizatorem jestem słabym, więc miałem szczęście, że pojawili się chłopaki z Superlativez i płyta mogła się ukazać na nośniku fizycznym, nie tylko cyfrowo.

Jak określiłbyś muzykę zawartą na nowym albumie? Hip-hop miesza się tu z wieloma innymi gatunkami. Nie jest też monotematycznie.

Lubię, kiedy rzeczy ładne są też praktyczne, tak samo wolę, żeby muzyka niosła jakąś treść, emocje, przeżycia, niż pisać kolejne numery o tym, jakie moje miasto jest świetne, jakim jestem kozackim raperem czy rapować o rapowaniu. Już dawno mam za sobą te etapy. Ja zajmuję się robieniem muzyki, jeszcze długo nie będzie to brzmiało jednolicie, więc klasyfikacje gatunków zostawiam redaktorom muzycznym.

Dlaczego wg Ciebie raperzy z Rzeszowa i szerzej, z Podkarpacia, nie osiągnęli do tej pory relatywnie dużej popularności i nie stali się elementami hip-hopowego mainstreamu?

Może chodzi o to, że Rzeszów to stosunkowo małe miasto, przez co mało osób o nim pamięta. Albo o to, że w innych miastach mają tyle swojego materiału, że tutejszy nie jest dla nich wystarczająco interesujący, więc nie sięgają po niego. Może chodzi o zaściankowość samych artystów. Może chodzi o to, że nie mamy wytwórni z Rzeszowa czy okolic. Niektórzy byli blisko, ale coś poszło nie tak. Może nie ma tu takiego parcia na tego typu sukces. Może po prostu nie o to chodzi? Trzeba Sokoła zaprosić do Rzeszowa, może to coś zmieni.

Nową płytą i poprzednim mixtapem wzbudziłeś spore zainteresowanie słuchaczy i dziennikarzy branżowych. Przyszłość wydaje się trochę jaśniejsza?

Zbyt jasna. Zaczynam się obawiać, że przez zbyt dużo pozytywnych opinii będę w przyszłości miał zbyt wielkie nadzieje, a nie chcę być rozczarowany.

Jesteś zdecydowanie twórcą studyjnym. Czy planujesz częściej pokazywać swoją muzykę live?

Napisanie kawałka - tekstu i muzyki, może odbywać się bezwiednie, przy okazji jazdy autem. Wystarczy, że wpadnie do głowy pomysł. Potem to już kwestia dopracowania szczegółów. Występ wymaga dużo pracy i ćwiczeń. Chcę, żeby moja muzyka żyła i do tego niezbędne jest granie jej ludziom, ale nie chcę tego robić byle jak. Potrzebuję czasu, pomysłów, a na początek przynajmniej propozycji (uśmiech).

Rozmawiał BARTŁOMEJ SKUBISZ

Powrót na górę