Fot. Archiwum N. Moskal Fot. Archiwum N. Moskal

ALTERNATYWNY ELEKTROPOP NATALII MOSKAL

NATALIA MOSKAL NIEDAWNO ZADEBIUTOWAŁA ALBUMEM „SONGS OF MYSELF”, A SWOJĄ TWÓRCZOŚĆ OKREŚLA JAKO ALTERNATYWNY ELEKTROPOP. W ROZMOWIE Z DAY&NIGHT OPOWIADA M.IN. O SWOICH MUZYCZNYCH INSPIRACJACH, LITERATURZE, CHWILACH ZWĄTPIENIA, A TAKŻE PLANACH NA MUZYCZNĄ PRZYSZŁOŚĆ.

 

Niedawno premierę miała Twoja pierwsza płyta „Songs Of Myself”. Skąd pomysł na nazwę? Sama tworzysz wszystkie teksty?

Długo szukałam pomysłu na nazwę dla płyty. Chciałam, żeby tytuł niósł ze sobą jakieś znaczenie. Moją osobną pasją jest literatura i sporo do niej jest odniesień na płycie, dlatego wybrałam tytuł „Songs Of Myself” zainspirowany dziełem Walta Whitmana, jednego z najsłynniejszych amerykańskich pisarzy. Napisał on „A song of myself” - dzieło mówiące o i wpisujące się w nurt „trust thyself” i „self-reliance”, czyli „ufaj sobie”. Ważna jest dla mnie autentyczność we wszystkim co się robi, dlatego uznałam że tytuł będzie idealny. Teksty piszę sama, nie chciałam, żeby robił to ktoś za mnie, choć w przeszłości zdarzyło mi się na to decydować. Tym razem poszłam wspomnianą ścieżką autentyczności i stworzyłam wszystkie sama.

W załączeniu do płyty dołączony jest cytat: „Ludzie budują za dużo murów, a za mało mostów”. To bardzo prawdziwe, ale też gorzkie słowa. Dlaczego uznałaś, że akurat to zdanie pasuje do Twojej płyty?

Po pierwsze dlatego, że jest to cytat z Izaaka Bashevisa Singera, którego siostra, Ester Singer Kreitman była pisarką, a mam przyjemność przekładać jej książki na język polski, dlatego i jego twórczość jest mi bliska. Po drugie, na płycie znajduje się utwór, który zatytułowałam „Mur” i opowiada właśnie o tym, co nas wszystkich dzieli. Dziś żyjemy też w czasach, kiedy ciągle o coś ze sobą walczymy. Ciągle się nawzajem pogrążamy, zamiast sobie pomagać. Ludzie siłą i terrorem próbują przekonać do swoich racji. A zdawałoby się, że wojnę mamy za sobą.

Wydanie płyty to ogromny sukces, który na pewno okupiony jest ciężką pracą muzyka. Czy zdarzały Ci się momenty zwątpienia w to, że się uda? Zastanawiałaś się nad zmianą zawodu?

Tak, wiele razy. Jest to na tyle ciężki biznes, że łatwo się wypalić i zawieść. Myślałam o zmianie zawodu nie raz i nie dwa. Na szczęście mam dla siebie plan B. Kończę magisterkę, zajmuję się przekładem literatury, więc moja działalność idzie dwutorowo, jednak to muzyką chciałabym się zajmować na co dzień. Zdecydowanie jest dużo ciężej niż się kiedyś spodziewałam, zderzyłam się z rzeczywistością. Dalej staram się przeć do przodu, ale na pewno w tej branży trzeba wyhodować sobie grubą skórę.

Jak określiłabyś swoją twórczość?

Mianem alternatywnego elektropopu. I wypadkową pracy zespołowej, nie solowej. :)

Czytając informacje na Twój temat, gdzieś natknęłam się na stwierdzenie, że kochasz „inteligentny pop”. Możesz rozwinąć to stwierdzenie?

Są różne rodzaje popu, powstają nowe gatunki, w popie mieści się bardzo wiele różnych pojęć, bo chodzi tu o muzykę popularną, po prostu. Jednak jest pop, jak Madonna, jest tzw. contemporary pop, jak David Bowie, Princa też wrzuciłabym do muzyki popularnej. Ale to jest pop, który jest eklektyczny i ciekawy. Rewolucyjny. Madonna to oczywiście inna kategoria niż David czy Prince, ale w „Like a virgin” dzieją się genialne rzeczy, a ona sama jest bardzo charakterystyczna. Dzisiaj natomiast jesteśmy zasypani wszelkiego rodzaju hitami jednego sezonu, które wpadają jednym uchem i wypadają drugim, ale w samej muzyce powtarzają się jedynie patenty z tego, co już było, co jest obecnie modne, przedstawione w bardzo prosty sposób. Nie chodzi o to, aby wymieniać tu artystów i kogoś obrazić. Chodzi o sam system, jaki dzisiaj panuje. Czasem wyobrażam sobie te wszystkie piosenki jako jakieś produkty na taśmie w fabryce. Jeden po drugim zjeżdżają do tego samego pudła.
 

W Twoich piosenkach słychać też inspiracje latami 80. i 90.

Bardzo fajnie jest zainspirować się artystami, którzy utorowali nam ścieżkę. W jednym z utworów Christina Aguilera śpiewa:

We're gonna set the mood
Gonna go back to an old school groove
Gonna rewind to another time
When the originators, innovators were alive

O to chodzi, żeby wykorzystać to, co ktoś kiedyś już odkrył i dodać do tego świeżości, powiewu dnia dzisiejszego. Kiedy zaczynałam z Łukaszem Maronem pracę nad płytą nie wiedziałam jeszcze, jaka ona będzie, jaka chciałabym, żeby była. Łukasz pomógł mi się muzycznie odnaleźć i pokazał mi oldschoolowe brzmienia, które teraz są dla mnie podstawą do pisania kolejnych piosenek. Pomógł mi się zdefiniować. Uwielbiam lata 80. i 90. Czasem wracam nawet do musicali z lat 60. i 70. Oldschool jest dobry. :)

Tytuł Twojego najnowszego singla to „Better Man”. Kim jest tytułowy bohater?

Może być nim każdy. Taki literacki „everyman” z kafkowskiego „Procesu.” :) A tak na serio to „Better man” może być piosenką o miłości, ale nie musi. Każdy może ją zinterpretować na swój sposób. Przyznam, że pisząc słowa, miałam w myślach konkretną postać, ale nie musi to być utwór o relacji romantycznej. Bądźmy wszyscy po prostu lepszymi ludźmi.

Jakie są Twoje muzyczne plany na najbliższą przyszłość?

Mam w planach kilka nagrań studyjnych i teledysk. Zaczęliśmy też już przygotowywać nowe utwory i jestem tym bardzo podekscytowana, bo będą jeszcze bardziej osadzone w latach 80., kompozycje są obiecujące, no i dochodzi fakt, że perspektywa czegoś nowego jest zawsze bardzo ekscytująca.

Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA

 

Powrót na górę