Fot. Ryszard Kocaj Fot. Ryszard Kocaj

MAGIA W WERSJI INSTANT

ROZMOWA Z RZESZOWSKIM  ZESPOŁEM THE FREEBORN BROTHERS TUŻ PO WYDANIU PŁYTY "INSTANT MAGIC". ZESPÓŁ KONCERTUJE NA CAŁYM ŚWIECIE  I SŁYNIE Z NIEZWYKŁEJ ŻYWIOŁOŚCI ORAZ ZASKAKUJĄCYCH FORM PROMOCJI SWOJEJ MUZYKI. OTO ICH OPOWIEŚĆ. 

 

Niedawno ukazał się Wasz kolejny album "Instant Magic", który promowaliście m.in. dwoma koncertami w Rzeszowie. Jak wrażenia po premierze i na czym polega magia tego krążka?

Nikodem Soszyński: Piosenki z nowej płyty zostały bardzo dobrze odebrane. Dwa rzeszowskie koncerty promujące to wydawnictwo były dużym sukcesem, koncert w Radiu Rzeszów był bardziej kameralny, spokojny i czasami trochę refleksyjny. Koncert w klubie Vinyl można określić jako kontrolowany chaos. Co ciekawe, publiczność zgromadzona w Vinylu odśpiewała z nami wszystkie piosenki z nowej płyty. Wystarczył miesiąc, żeby nasi rzeszowscy fani nauczyli się nowości, było to dla nas bardzo wzruszające i budujące. Magia tego nagrania jest zawarta przede wszystkim w piosenkach oraz w sposobie przekazu i nagrania płyty. Płyta została nagrana na tzw. setkę w studiu Polskiego Radia Rzeszów, ten sposób nagrania zatrzymał jeszcze więcej magii w piosenkach z "Instatnt Magic".
Krzysztof Rakoczy: Jak zawsze zostaliśmy przyjęci bardzo pozytywnie przez publiczność i myślę, że jakąś jej część udało się nam nawet zaskoczyć. W szczególności tym, że cała płyta została nagrana z sekcją dętą, która stała się myślę już nieodłącznym elementem tego zespołu. Poza tym płyta w porównaniu do poprzednich albumów nabrała zdecydowanie większego kolorytu i różnorodności, być może właśnie w tym jest ukryta ta kropla magii.

4 płyty w przeciągu 4 lat, około pół tysiąca koncertów w wielu zakątkach świata. Panowie, skąd w Was tyle pracowitości i jak to się robi?

Mateusz Pleśniak: Postanowiliśmy poświęcić cały swój czas jedynie na zajmowanie się tym zespołem. Każda kolejna płyta jest kolejnym kamieniem milowym w rozwoju grupy. Podczas grania każdy z nas czuje, że robi coś ważnego,   to jak paliwo napędowe do działania. Pragniemy grać jak najwięcej dla coraz większej publiki.
Krzysztof Rakoczy: Motorem napędowym tego zespołu i w ogóle organizacji większości koncertów, wyjazdów zagranicznych, itp. jest Nikodem. Bez tego człowieka myślę, że nie doszlibyśmy do takiego poziomu i miejsca, w jakim znajdujemy się w tym momencie.
Arkadiusz Hawro: My po prostu to lubimy. Uwielbiamy poznawać nowych ludzi, a muzyka pozwala nam tego doświadczyć. Intensywność naszego działania wychodzi naturalnie, nie zastanawiamy się nad tym, idziemy
przed siebie.

Ostatnio da się zauważyć Wasze wysiłki na rzecz szerszego zaistnienia na polskim rynku muzycznym. Nie jesteście jedynym polskim zespołem, który gra więcej za granicą niż w kraju. Na czym polega ten fenomen?

Nikodem Soszyński: Za granicą jest trochę łatwiej. U nas w kraju warunki grania koncertów dla mniejszych i mniej znanych zespołów są czasami bardzo brutalne i wręcz niegodne jakiegokolwiek muzyka. Obecnie staramy się grać więcej w Polsce, ale też nie zapominamy o pozostałych krajach Europy i cały czas myślimy i planujemy jak podbijać nowe kraje i kontynenty.
Mateusz Pleśniak: Bardzo ważny jest fakt, iż połowa utworów jest anglojęzyczna. W przeszłości graliśmy paromiesięczne trasy wraz z zespołami z USA. Ludzie, których poznaliśmy podczas tych podróży pomagali nam w dostaniu się w różne rejony Europy oraz Brazylii.

Chyba wszyscy znają Waszą pieśń o policyjnej Alfie, spontanicznie nagraną w Rzeszowie. Ostatnio w obliczu wieści o chęci zburzenia rzeszowskiego pomnika, zaprezentowaliście jego alternatywny projekt. Czy to specyficzna forma promocji miasta, z którego pochodzicie? Pewnie sporo osób, które spotkały Was za granicą, dowiadują się czegoś o Rzeszowie.

Nikodem Soszyński: Ja bardzo żałuję, że nie liczyliśmy ile razy musieliśmy tłumaczyć, gdzie jest Rzeszów i jak się poprawnie wymawia jego nazwę. Już mamy przygotowaną regułkę, którą zawsze mówimy... brakuje w niej tylko współrzędnych geograficznych. Zarówno piosenka dla Alfy oraz projekt pomnika to bardzo spontaniczne akcje, którymi promujemy zarówno miasto, jak i zespół.
Mateusz Pleśniak: Specjalnie na premierowy koncert w Rzeszowie przybyli nasi fani z Belgii. Byli pierwszy raz w tym mieście i byli zauroczeni, nie wykluczają rychłego powrotu na dłuższy wypoczynek.
Paweł Kuś: Wiele osób pyta nas, skąd pochodzimy, jak wygląda nasze miasto. Jesteśmy dumni z Rzeszowa. Miasto jest piękne, nieustannie się rozwija, a jednym z jego znaków rozpoznawczych jest Pomnik Czynu Rewolucyjnego. Projekt oczywiście należy traktować z przymrużeniem oka. Jest to nasz mały, zespołowy akcent w „bitwie o pomnik”.

W  Waszej muzyce przebijają się różne wpływy, od punk rocka, przez amerykański folk, aż po wpływy muzyki źródeł innych krajów. Czy to efekt wielu koncertowych podróży czy różnych zainteresowań członków grupy? Co kształtuje Wasz muzyczny język?

Nikodem Soszyński: Każdy z nas wywodzi się z innego środowiska i każdy z nas dodaje coś od siebie do muzyki, którą gramy. To, co uważamy za najlepsze dla brzmienia zespołu, wszystko to robimy prosto z serca i bez ściemy. Do tego odrobina przypadkowości i mamy Freeborn Brothers.
Mateusz Pleśniak: Mieszanka ta składa się ze smaku życia w ciągłej drodze.
Paweł Kuś: Jedno i drugie. Trasy koncertowe pozwalają nam na obcowanie z wieloma ludźmi (muzykami i nie tylko) z różnych stron świata, o różnej kulturze. To zdecydowanie wpływa na inspiracje. Jeśli chodzi o nas samych, to każdy z nas jest inny. Każdy słucha innej muzyki. Połączenie tego wszystkiego daje efekt, jaki można usłyszeć na płycie.

Wasz zespół to jeden wielki self made. Sami organizujecie trasy, sami wydajecie płyty. Sądząc po efektach, można samemu, można w Rzeszowie.

Nikodem Soszyński: U nas tak wyszło, że od początku wszystko jest w zespole i nie ma jakiegoś wydawnictwa czy wielkiego managementu z zewnątrz. Wszystko, co osiągnęliśmy jest zbudowane na naszej ciężkiej pracy i dzięki temu widzimy, ile to jest warte i jak wiele trzeba poświęcić, żeby cokolwiek osiągnąć. Można w Rzeszowie, można wszędzie, trzeba tylko bardzo chcieć i mieć jasno określony cel.
Mateusz Pleśniak: Plusami self made są niezależność i świadomość, że cokolwiek zostanie wypracowane będzie to dziełem naszych rąk. Daje to dużo satysfakcji i doświadczenia. W efekcie dostajemy szybkie rezultaty oraz możliwość dowolnej modyfikacji bez ingerencji osób trzecich. Największym problemem jest zarządzanie bardzo ograniczonym budżetem oraz liczba wszystkich zadań związanych z funkcjonowaniem zespołu. Jesteśmy dumni z tego, że możemy promować Rzeszów w sposób w jaki nikt inny jeszcze tego nie robił.

Jak wyglądają plany promocyjne nowej płyty? Kolejna zagraniczna trasa? Gdzie będzie można Was usłyszeć?

Nikodem Soszyński: W tym roku mamy jeszcze kilka koncertów w Polsce oraz dwutygodniową trasę po Hiszpanii. W przyszłym roku planujemy trasę po reszcie krajów europejskich oraz będziemy chcieli zagrać jak najwięcej koncertów w Polsce. Wszystkie informacje o koncertach zawsze dodawane są na naszej stronie www.freebornbrothers.com, na którą zapraszamy!

Rozmawiał BARTŁOMIEJ SKUBISZ

 

 

Więcej w tej kategorii: « OLDSCHOOL KUBY BADACHA
Powrót na górę