Fot. Wiktor Franko Fot. Wiktor Franko

PIERWSZA PŁYTA ARKA KŁUSOWSKIEGO „NA TEN MOMENT CZEKAŁEM CAŁE ŻYCIE”

Jak sam zapowiada, jego debiutancka płyta to zbiór doświadczeń, przeżyć pełnych wzlotów i upadków, a także problemów, z którymi mierzą się urodzeni w latach 90. Mimo młodego wieku Arek Kłusowski to tytan pracy, zadaniowiec i muzyk z bogatym wnętrzem, osobowością sceniczną i niespotykaną wrażliwością. W szczerej rozmowie z Day&Night opowiada o swojej drodze do pierwszej płyty.

Weźmiesz udział w koncercie „Artyści przeciw nienawiści”? Co myślisz o tym projekcie?

Świetna inicjatywa, zawsze wspieram wszystkie projekty społeczne, które mogą wytworzyć coś dobrego, skłonić nas do refleksji i dyskusji. Mam głęboką nadzieje, że odbije się to echem w życiu codziennym i ugryziemy się w język, zanim kogoś oczernimy albo sprawimy przykrość.

Premiera Twojej płyty zbliża się wielkimi krokami…

Na ten moment czekałem całe życie i ciężko pracowałem od 10 lat, bo wtedy zacząłem swoją przygodę ze śpiewaniem, później rozwijałem się też na innych płaszczyznach, zrobiłem z różnymi artystami kilkanaście płyt, pisząc dla nich utwory. Większość z nich to hity. To przełomowy dla mnie moment, bo w końcu mogę wyjść z poczekalni i pokazać swoje wnętrze, wrażliwość i osobowość bez zbędnej otoczki, 1:1– jak na szczerej psychoterapii. Materiał już był gotowy od dawna, ale przez długi czas nie mogłem znaleźć ludzi, którzy by we mnie uwierzyli, nie traktowali jak produkt marketingowy i poświęcili się bezinteresownie mojej wizji. To cholernie trudne w dzisiejszych czasach. Myślę, że już mam takie doświadczenie, że mogę nim obdarować kilku debiutantów, którzy wkraczają w świat przemysłu muzycznego. Ten świat jest bezwzględny.

Jak określiłbyś rodzaj muzyki, który usłyszymy na płycie?

Nie potrafię tego zdefiniować, ale jest to bardzo moje. Nie lubię porównań, mam swój styl i sznyt i to słychać w tych piosenkach. Jest cała paleta emocji, od neurotycznych dźwięków po pozytywne szalone bity. Płytę traktuję jak książkę, każdy utwór jest rozdziałem, a na końcu jest nadzieja. Do pracy nad albumem zatrudniłem aż 4 producentów m.in. Michała Kusha i Darię Zawiałow, Maćka Sawocha czy Michała Wu ( xxanaxx). Za mix i mastering odpowiada Marcin Gajko, który zrobił Grande Brodce i wiele innych ponadczasowych dzieł. Według mnie, najważniejsza jest jednak treść, słychać tam proces mojej przemiany, to jak dojrzewałem i osiągałem spokój. Nie chcę więcej o tym mówić, wolę zachować tajemnicę, wszystko jest zawarte w tekstach piosenek. To moja historia.

Opowiedz o procesie twórczym nowego krążka. Trochę kazałeś czekać fanom na tę płytę…

Nie chcę wyjść na bufona, ale nie znam drugiej takiej osoby w moim wieku, która by tak ciężko pracowała. W ciągu 5 lat nagrałem 3 materiały, wyrzucałem je do kosza, nagrywałem i komponowałem dziesiątki utworów, robiłem spektakle i koncerty, produkowałem rzeczy w teatrze, koncertowałem, zagrałem główną rolę u Mariana Opanii, miałem 4 wytwórnie i kilkunastu managerów. To totalny hardcore! Każde rozstanie ze współpracownikami to duży cios, po którym ciężko się pozbierać, już nie wspomnę o tym, że ciągle masz presję czasu i ogromne oczekiwania, którym musisz sprostać. Nauczyłem się w życiu jednej ważnej rzeczy, która prowadzi mnie ciągle w górę, że nigdy nie możesz robić niczego wbrew sobie, bo szkoda na to czasu i chwil. Tak sobie myślę, że zanim ktoś mnie oceni, niech chociaż przez tydzień pobędzie w mojej skórze i zmierzy się z tymi wszystkimi rzeczami sam. Jestem dumny z tej płyty i dziś bez zbędnych kompleksów wiem, że to kawał dobrej roboty.

Wierzę, że Ty sam również musiałeś uzbroić się w cierpliwość. Jakie emocje towarzyszą Ci teraz, u przysłowiowego progu premiery płyty?

Skrajne, raz wzruszenie, raz niepewność. Są sukcesy i porażki, jednak wiem, że już zamykam pewien etap i dotrzymałem słowa. Będzie co będzie! Mocno wierzę, że ta płyta dotrze do wielu serc. Tworząc ten materiał byłem w ciężkim stanie, często smutny i wypalony. Wiem, że takich osób jak ja jest tysiące. To nie jest artystyczna wysublimowana niedostępność muzyczna, tylko prawdziwe opowieści z życia wzięte. Nigdy nie będę pięknym cukierkowym chłopcem, który ma ładną buźkę i wygląda przyjemnie w telewizji, ja dostałem od losu inną misję i realizuję ją każdego dnia.

Do kogo adresowana jest Twoja muzyka?

Z pewnością nie jest to muzyka towarzysząca gdzieś tam w aucie albo w kuchni. To raczej piosenki angażujące, o których będzie się dyskutować w sposób skrajny. Poruszam tam wiele niewygodnych tematów, śpiewam o depresji, alkoholiźmie, przygodnym seksie, braku samoakceptacji, problemach ludzi urodzonych w latach 90., tęsknocie, upadkach i wzlotach. O wszystkim tym, co spotyka moich rówieśników, w czasie dużej przemiany społecznej. Nie jadę tam po bandzie, to raczej poetyckie środki wyrazu, jeśli w ogóle mam to jakoś określić.  Gdybym miał zadedykować tę płytę, to śpiewam dla ludzi z blizną.

Ostatnio zmieniłeś wizerunek, najdrastyczniejsza zmiana dotyczy Twojej fryzury. To celowy zabieg?

To też pewna symbolika, bo już nie ma we mnie ARO, który ma 20 lat i zwraca na siebie uwagę dziwnymi strojami, robiąc szum i zamieszanie. Jestem „Po tamtej stronie", po której nigdy nie wiedziałem, że się znajdę. W sumie cieszę się, że dopiero teraz wydaję album, wszystko jest w życiu po coś. I być może ja musiałem poznać siebie, przepracować trochę spraw i nauczyć się życia. Zawsze kiedy już jestem zmęczony i wyładowują mi się baterie, przypominam sobie lekcję z moją nauczycielką śpiewu, Magdą Skubisz. Powiedziała mi kiedyś jedną ważną rzecz, którą chyba sobie wytatuuję. Niestety muszę zostawić ją dla siebie, bo to chyba jakaś magiczna wróżba. Mam wielkie wsparcie od wielu osób z Rzeszowa, to niezwykła radość.

Jakie są Twoje muzyczne plany na 2019 rok?

Ten rok to tylko i wyłącznie promocja płyty „Po tamtej stronie”, festiwale i koncerty. Skupiam się tylko na tym i chcę dać z siebie jak najwięcej. Oczywiście piszę też piosenki dla innych, bo to dla mnie wielka zajawka, ale priorytet to „moje dziecko”. Zachęcam Was do sięgnięcia po ten album, myślę, że Was nie zawiodę.  Do zobaczenia na koncertach, wszystkie informacje  na moim facebooku Arek Kłusowski i instagramie. Dziękuję wszystkim za wsparcie, całemu miastu i mediom, no i oczywiście Day& Night!  Tak na marginesie, myślę, że okładka ze mną w turbanie i białych brwiach (numer #102 przyp. red.) przejdzie do historii! (śmiech).

Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA-SĄDEK

 

Powrót na górę