Fot. Bartosz Deja Fot. Bartosz Deja

Tede - postawiłem wszystko na jedną kartę

Pionier i legenda polskiego hip - hopu zagra 26 grudnia w klubie Wytwórnia razem z Dioxem jako Potwierdzone Info.

 

Zagraliście już kilka koncertów z Dioxem jako Potwierdzone Info. Jak dogadujecie się na scenie?

Dogadujemy się dobrze, podobnie jak przy nagrywaniu płyty. To było podstawą nagrania wspólnego materiału. Wszystko wygląda tak jak powinno i tak jak zakładaliśmy. Na koncertach gramy 12 kawałków z płyty plus po 2-3 kawałki solowe utrzymane w boombap-owym, klasycznym klimacie.

 

Czy od początku mieliście zamysł, żeby zrobić klasyczną, nowojorską płytę?

Tak. Chcieliśmy nagrać absolutnie typową dla tego klimatu płytę. I muzycznie, i tematycznie. Nie przez przypadek są tam takie kawałki jak „Blantanamo” czy „Jestem stąd”.

 

Są ludzie, którzy dopiero na „Eliminati” usłyszeli Cię po raz pierwszy, np. młodzi słuchacze zaczynający przygodę z hip hopem. Jak czujesz się robiąc muzykę dla ludzi często dwa razy młodszych od Ciebie?

Bardzo mnie to cieszy. Nie można żyć w przekonaniu, że będą Cię cały czas słuchać twoi rówieśnicy, którzy zaczynali przygodę z rapem razem z tobą. Największą grupą odbiorców muzyki są ludzie młodzi. Jeżeli dużo młodych ludzi słucha mojej muzyki, to znaczy, że dogadujemy się na pewnym poziomie, a że część z nich nie słuchała jej wcześniej, to props za to, że teraz po nią sięgnęli. Pomijam fakt, że przez 4 lata byłem skazany na infamię i wszystko co wychodziło ode mnie, było w oczach ludzi ch****e. Teraz to się zmieniło i część ludzi, którzy nie słuchali mnie wtedy, nadrabia zaległości. A jeśli nowi słuchacze zaczynają swoją przygodę od mojej płyty, to znaczy, że wybrali dobry kierunek.

 

„Eliminati” była swego rodzaju przełomem? Skąd wzięła się ta środowiskowa infamia?

Ta płyta sprzedała się w większej ilości niż każda moja poprzednia płyta łącznie z „S.P.O.R.T.”, więc jest to niewątpliwie przełom, a z czego wynikała infamia w środowisku, to chyba nie muszę mówić. Powiedziałem co myślę o sytuacji w polskim hip - hopie, łatwo było innym raperom krytykować mnie, bo czuli się bezkarni. W grupie zawsze jest łatwiej. Potem niektórym zrobiło się głupio, bo teraz chcieliby nagrywać ze mną kawałki.

 

Czy podczas tego gorszego okresu przechodziło Ci przez myśl, że pomimo statusu legendy, rap to już będzie bardziej hobby, a żyć będziesz z bycia „osobowością telewizyjną”?

Dokładnie tak było. Miałem taki moment, że rap zacząłem traktować tylko jako hobby, bo dla wszystkich byłem „be”. Stwierdziłem, że rap robię dla siebie, a utrzymuję się z czegoś innego. Z czegoś trzeba żyć mając trzydzieści parę lat. Ja rozumiem, że niektórym to nie pasowało, ale te same osoby nie widzą problemu w tym, że ktoś chodzi do pracy do McDonalds`a. A ja nie widzę różnicy pomiędzy pracą tam a np. w TVN Turbo. To też jest korporacja. Praca na kasie w hipermarkecie czy przed kamerą to cały czas praca, z tą różnicą, że ktoś, kto występuje przed kamerą, zazwyczaj poradziłby sobie na kasie, a ktoś z kasy już niekoniecznie przed kamerą, bo to wcale nie jest taka łatwa sprawa.

 

Na szczęście Twoja sytuacja się zmieniła...

Tak, dlatego ja zrezygnowałem świadomie z pracy w telewizji. Odrzuciłem sporo ofert prowadzenia czy bycia gościem różnych kolejnych programów. Powiedziałem: „Dziękuję, zajmuję się rapem. Wybieram tę drogę”. Postawiłem wszystko na jedną kartę i jak widać, to był dobry ruch. Dalej korzystam z zaproszeń do mediów związanych z muzyką, ale nie zobaczycie mnie w telewizjach śniadaniowych, które mogą sobie pokazywać Pikeja, Bonusa BGC albo Sowę, ale nie mnie. Hip - hop i tak będzie obecny w mediach, bo stał się sporym elementem popkultury, ale nie będzie obecny w każdym wymiarze. Mnie „Taniec z gwiazdami” czy „Taniec na lodzie”, czy nie wiadomo co jeszcze proponowali już ze 4 razy. Takich rzeczy się nie podejmowałem, ale podejmowałem się innych i nie mam z tym problemu.

 

Zobaczyłeś to wszystko od środka i wiesz, w co się nie pakować?

Tak samo znam od środka środowisko hip - hopowe. Te branże się od siebie wiele nie różnią. Tak samo klepią cię po plecach, a potem po tobie jadą. Takich sytuacji widziałem dziesiątki, a będę widział jeszcze setki. Szukanie na siłę przyjaciół w showbiznesie jest tak samo bezsensowne jak szukanie ich w branży hip - hopowej. Ja przez ostatnie 4 lata przeżyłem już tyle, że nie potrzeba mi fałszywych kolegów. Oczywiście mam ludzi, którym ufam od lat. Grunt, żeby wiedzieć kto jest kto i robić swoje.

 

Coraz więcej raperów zaczyna grać koncerty z muzykami. Myślałeś o swoim bandzie?

Przypomnę Ci, że kiedy wygraliśmy Super Jedynkę w Opolu w 2010 roku, zagraliśmy z 14-osobowym bandem jako jedyny zespół na tym festiwalu, chciałem powiedzieć na tym przeglądzie ZAIKS-u. Chcemy przy okazji nowej płyty przygotować wariant koncertów z zespołem, ale pytanie, czy organizatorzy będą w stanie pokryć koszta zaproszenia nas w takim składzie, bo jak wiadomo, to nie są tanie rzeczy. Bardzo dobrze, że raperzy grają z muzykami. Byłem ostatnio na Śląskim Rap Festiwalu i widziałem świetny koncert Te-Trisa i Pogza. My też nad tym pracujemy, mamy możliwości, studio, w którym można robić próby. Gwarantuję Ci, że na wiosnę po wydaniu płyty „Kurt Rolson” będziemy grać z bandem.

 

Rozmawiałeś z Arturem Rawiczem o spisaniu swoich wspomnień, środowiskowych anegdot etc. Czy to temat nadal aktualny?

Mam to cały czas z tyłu głowy. W międzyczasie pojawiły się bardziej konkretne propozycje. Teraz szukamy formy, w jakiej można by to zrealizować, bo taki klasyczny wywiad rzeka nie do końca mnie interesuje. Chciałbym przemycić do tego jakieś inne elementy. Kiedy wypracuję koncepcję, to wrócę do tematu. Nie spieszy mi się z tym, bo ja się nigdzie nie wybieram i nie jestem piłkarzem, który pisze biografię, dlatego że miliony ludzi szukają o nim wiadomości w internecie i znajdują bzdury. Nie ma to być też książka, która będzie się dobrze sprzedawała jako prezent pod choinkę.

 

W tym roku wziąłeś udział w akcji 50 stanów świadomości, gdzie w 50 dni odwiedziłeś 50 stanów USA, nagrywając z każdego z nich krótkie videorelacje. To była Twoja przygoda życia? Co najlepiej wspominasz z tej wyprawy?

Niewątpliwie była to przygoda życia. 2 miesiące oderwania od życia codziennego. Piękna rzecz. Chętnie bym to powtórzył. Trudno powiedzieć, co zrobiło na mnie największe wrażenie, bo tak naprawdę byłem pod wrażeniem wszystkiego. I wielkich miast, i małych miasteczek. 2 miesiące jechałem samochodem, spotkałem masę sympatycznych ludzi. W Stanach spotykasz wszędzie miłych ludzi i wszędzie gra rap. Sytuacja idealna.

 

Czy kiedy zaczynałeś w pierwszej połowie lat 90. w 1KHZ, spodziewałeś się, że polski hip - hop aż tak się rozwinie? Jak oceniasz jego 20-letnią historię?

Na samym początku w ogóle nie myślałem o tym, co będzie później. Żyłem chwilą. Jak teraz na to patrzę, to cieszę się, w jakim kierunku zmierza polski hip - hop, cieszę się, że zatacza coraz szersze kręgi. Nie przewidziałem tego, ale w pewnym momencie zorientowałem się, że z płyty na płytę wchodzimy na coraz wyższy poziom. Uważam, że polski hip - hop nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Wręcz przeciwnie. Dopiero teraz zaczyna się robić fajnie. Coraz więcej ludzi zaczyna traktować nas poważnie. Życie zweryfikowało przypadkowych graczy i zostali ci najlepsi.

 

rozmawiał Bartłomiej Skubisz

 

Powrót na górę